Czech: Polityka przywódców Polaków na Litwie zagraża litewskiemu bezpieczeństwu

Czy internetowe prowokacje "separatystów" i polityka Akcji Wyborczej Polaków na Litwie mogą doprowadzić do zaostrzenia sytuacji geopolitycznej na Litwie? - zastanawia się Mirosław Czech, polski polityk ukaińskiego pochodzenia, dziennikarz, w portalu wyborcza.pl. "Rok temu w Donbasie też zaczynało się niewinnie" - przypomina.

zw.lt
Czech: Polityka przywódców Polaków na Litwie zagraża litewskiemu bezpieczeństwu

Fot. Ewelina Mokrzecka

W swoim komentarzu zatytułowanym „Wodzu, nie prowadź na Wilno!”, autor odnosi się do powstania stron „Wileńskiej Republiki Ludowej” i „Lwowskiej Republiki Ludowej”, które przed paroma tygodniami pojawiły się w serwisach społecznościowych. Czech jednoznacznie stwierdza, że strony te są produktem rosyjskim. Jego zdaniem istnieje jednak niebezpieczeństwo, że podobne prowokacje padną na podatny grunt.

„Strona „Wileńskiej” jest bogatsza w treści, co nie dziwi, bo Polacy to znacząca mniejszość na Litwie – 7 proc. mieszkańców; zwarcie zamieszkują dwa rejony wokół Wilna. W samej stolicy ludność polska to 20 proc. Na Litwie grunt dla pojawienia się takiej „republiki” wydaje się przygotowany, bo sytuacja mniejszości polskiej zaognia stosunki polsko-litewskie” – pisze Mirosław Czech.

„Litwa ma powód do niepokoju również ze względu na politykę Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, zwłaszcza jej szefa, eurodeputowanego Waldemara Tomaszewskiego. Od kilku lat występuje on w sojuszu z organizacjami Rosjan na Litwie. Również w bliskich wyborach mera Wilna startuje z poparciem mniejszości rosyjskiej. W maju 2014 r. wziął udział w obchodach Dnia Zwycięstwa na cmentarzu Antokolskim w Wilnie i stał z wpiętą w klapę tzw. wstążką gieorgijewską (symbol operacji wojsk rosyjskich na Ukrainie) obok lidera prorosyjskiej organizacji Jedinstwo.

Władze litewskie obchody zbojkotowały, uznając, że byłoby to wsparcie działań Kremla na Ukrainie i przyzwolenie na podobny scenariusz na Litwie. Czy Litwini słusznie dmuchają na zimne? Przecież na razie do niczego złego nie doszło” – czytamy w atykule.

„Scenariusz tego, by jednak doszło, jest prosty i przetestowany na Ukrainie. Polacy w Wilnie już nieraz protestowali przeciw polityce władz litewskich, zademonstrować mogą znowu, a ich marsz łatwo może stracić charakter pokojowy. Część działaczy może ogłosić hasło uzyskania przez Wileńszczyznę autonomii, a wówczas Litwini zareagują ostro. Grunt przygotowany, by do akcji wkroczyły „zielone ludziki” – nie tylko z Rosji jednak.

W Polsce na wieść o „litewskich pogromach Polaków” zaczną się pojawiać grupy spieszące im na pomoc. Polski ruch rewanżystowski nie jest silny, lecz to się może zmienić” – ostrzega Mirosław Czech.

„Na litewskie „fobie” spojrzeć trzeba oczami Litwinów i dostrzec, że polityka części przywódców Polaków na Litwie jest zagrożeniem dla litewskiego bezpieczeństwa i szans przeciwstawienia się przez Litwę ewentualnej agresji rosyjskiej. Jest to więc również problem bezpieczeństwa Polski, bo Wojsko Polskie zapewne będzie się bić obok Litwinów, gdy pod Wilnem pojawią się „zielone ludzki” i gdy z Polski ruszą im na pomoc grupy „zielonych patriotów”. O takich scenariuszach należy mówić głośno, bo wówczas stają się mniej prawdopodobne. Agresor wie, że my wiemy, co chce zrobić.

Otwarcie przez Rosję frontu polskiego powinno oznaczać przedefiniowanie stosunków z Litwą. Nie należy oczywiście rezygnować ze wsparcia dla litewskich Polaków. Litwini muszą jednak zobaczyć, że Polska rozumie problemy bezpieczeństwa i gotowa jest pomóc w ich rozwiązaniu. Aż do końca” – podkreśla autor.

PODCASTY I GALERIE