• Opinie
  • 14 sierpnia, 2020 13:05

Co dalej, gdy jest nas coraz mniej?

W ostatnich tygodniach badacze amerykańskiego Uniwersytetu Waszyngtońskiego opublikowali w czasopiśmie „The Lancet” najnowsze prognozy dotyczące rozwoju ludności świata. Badacze przyjrzeli się trendom rozwoju populacji w 195 państwach, a więc w zasadzie we wszystkich państwach na świecie. Konkluzja jest jednoznaczna – do 2100 r. liczba ludności w prawie każdym kraju na świecie zacznie spadać. W niektórych z państw można oczekiwać, że liczba ludności spadnie nawet o połowę.

Marta Bednarczyk
Co dalej, gdy jest nas coraz mniej?

Fot. Hurca/5 Images/Pixabay

Jak mają się najnowsze prognozy do tego, że populacja świata wynosi obecnie ponad 7,5 mld ludzi i nieustannie rośnie? Jak informują autorzy badania, możemy spodziewać się, że osiągnie ona swoje maksimum po upływie 4 dekad, wynosząc ok. 9,7 mld ludzi w 2064 r. Następnie zacznie spadać, aby osiąść na poziomie ok. 8,8 mld pod koniec tego stulecia. Jest to poziom o 2,4 mld niższy niż oczekiwano dotychczas, osiągnięty 36 lat wcześniej niż przewidywano.

Wyże i niże demograficzne na świecie nie będą występować równomiernie. Układ sił, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, już niedługo ulegnie zmianie. Cytując redaktora czasopisma, w którym opublikowano badanie, dr. Richarda Hortona, „[p]od koniec stulecia świat będzie wielobiegunowy, a dominującymi potęgami zostaną Indie, Nigeria, Chiny i Stany Zjednoczone. To naprawdę będzie nowy świat, na który już dziś powinniśmy się przygotować”.

Badanie przewiduje, że Chiny staną się największą potęgą gospodarczą do 2035 r., a Nigeria osiągnie najbardziej znaczący wzrost potęgi, jako jedyna gospodarka na świecie, w której populacja w wieku produkcyjnym faktycznie wzrośnie. „W XXI wieku nastąpi rewolucja w historii naszej ludzkiej cywilizacji. Afryka i świat arabski będą kształtować naszą przyszłość, podczas gdy Europa i Azja stracą swoje wpływy” – przewiduje dr Horton.

A co z nami? Ogromnego spadku ludności może spodziewać się cała Europa Środkowo-Wschodnia. Analiza danych wykonana przez zespół Emerging Europe ujawnia ogromny, bo aż 55-procentowy spadek liczby ludności regionu – z 138 mln do zaledwie 83 mln ludzi. Wyludnienie będzie najbardziej odczuwalne w największych państwach w regionie. Przewiduje się, że Ukraina doświadczy 60-procentowego spadku ludności, podczas gdy w Polsce populacja zmniejszy się o 59 proc. – do 15 mln mieszkańców. Jeśli chodzi o odsetek utraconej ludności, najbardziej dotknięta w regionie będzie Łotwa ze spadkiem o 77 proc. z 2,6 mln ludzi do zaledwie 430 tys.

Przewidywane konsekwencje kryzysu demograficznego są dość jednoznaczne. Zasoby siły roboczej ulegną zmniejszeniu, a wzrost gospodarczy spowolnieniu, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę dodatkowe obciążenie systemów emerytalnych, opieki zdrowotnej i pomocy społecznej. Ostatecznie doprowadzi to do wyższego opodatkowania i dalszego ograniczenia wzrostu gospodarczego i inwestycji. Zmiana struktury wiekowej wpłynie także na rozwój badań, technologii i innowacji. Choć, jak zaznaczają autorzy badania, nie wszystko stracone, ponieważ robotyka niesie ze sobą obiecujący potencjał dla zrównoważonej, niedrogiej siły roboczej, która może zmienić trajektorię wzrostu gospodarczego w krajach o wysokich dochodach.

Mimo to, twórcy badania mają dla nas jedną radę. „Jeśli przewidywania [..] będą choć w połowie trafne, migracja stanie się koniecznością dla wszystkich narodów, a nie jedynie opcją. Pozytywny wpływ migracji na ochronę zdrowia i gospodarkę odnotowano już na całym świecie. Wybór, przed którym stajemy, dotyczy tego, czy do koniecznych zmian podejdziemy w sposób zaplanowany i zorganizowany, umożliwiając skoordynowany ruch ludności, a jednocześnie poprawimy zdrowie i dobrobyt naszego społeczeństwa, czy też skończymy z pewnego rodzaju podklasą importowanej siły roboczej i niestabilnymi społeczeństwami” pełnymi strachu, nienawiści i ksenofobii.

Tym, co może skutecznie powstrzymać ratowanie gospodarki to fakt, że wraz ze starzeniem się społeczeństwa, coraz bardziej akceptowane stają się poglądy starszych, mocno konserwatywnych wyborców, którzy mogą pozbawić głosu bardziej liberalną młodzież, prowadząc do stopniowej polaryzacji poglądów politycznych – trend, który częściowo utrzymuje się już w takich krajach jak Polska, gdzie niedawne wybory prezydenckie ukazały ogromny podział poglądów na temat przyszłości kraju w poszczególnych grupach wiekowych. W miejscach takich społeczeństwo odnosi się co najmniej sceptycznie w kwestii migracji, co widoczne było wielokrotnie w kontekście unijnego kryzysu uchodźczego w 2015 r.

Mimo to, już teraz warto byłoby zacząć otwarcie mówić o tym, że finansowana z budżetu państwa polityka prorodzinna nie przynosi niestety oczekiwanych efektów oraz rozpocząć przygotowywanie społeczeństwa na przyszłość, która mimo że może różnić się w pewnych szczegółach od tej, którą przewidują naukowcy, co do zasady będzie zmierzała w jednym, wielokulturowym kierunku. Czas zastanowić się nad tym, w jaki sposób podejdziemy do tematu – czy przyjmiemy z pokorą, że właśnie w migracji leży nasza najlepsza szansa na utrzymanie prężnej gospodarki, a w edukacji międzykulturowej klucz dla otwartego, tolerancyjnego społeczeństwa, czy też będziemy kurczowo trzymać się idei państwa jednonarodowego i powoli, ale stopniowo, kurczyć się w swoich szeregach.

Ten felieton ukazał się we wtorek (11 sierpnia 2020 r.) w audycji polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika.

PODCASTY I GALERIE