Opinie
Nowa Europa Wschodnia

Co amerykańscy kandydaci na prezydenta mówią o Europie Wschodniej?

W Iowa 1 lutego odbywają się pierwsze prawybory. Tydzień później przyjdzie czas na New Hempshire. Wreszcie, 1 marca, będą miały miejsce prawybory w większej ilości stanów.

I dopiero w lipcu na konwencjach każda z partii wskaże nominata, który będzie rywalizował o najwyższy urząd. Same wybory odbędą się 8 listopada, zaś nowy prezydent zostanie zaprzysiężony 20 stycznia 2016 roku.

Wyborów prezydenckich w USA kandydaci zazwyczaj nie wygrywali dzięki swoim poglądom na sprawy zagraniczne. Wyborcy byli skupieni na sprawach krajowych – w szczególności na gospodarce.

Tym razem problemy międzynarodowe mogą odegrać większą rolę. Sondaże wskazują, że amerykańscy obywatele traktują je priorytetowo (m.in. walkę z terroryzmem), a coraz mniej uwagi poświęcają takim zagadnieniom jak gospodarka czy poprawa sytuacji na rynku pracy. I choć najważniejszymi kwestiami międzynarodowymi są dla nich ISIS, Iran, Korea Północna, Chiny czy konflikt izraelsko-palestyński, to Europa Wschodnia także pojawia się w kampanii.

Kandydaci odnoszą się do regionu wschodnioeuropejskiego w różny sposób.

Była pierwsza dama

W Partii Demokratycznej liczy się dwójka kandydatów: Hillary Clinton oraz Bernard (Bernie) Sanders. W styczniowym badaniu opinii publicznej Sanders przegrywał prawybory z Clinton jedynie 7 p.p. (48 do 41).

Clinton może poszczycić się największym wśród kandydatów doświadczeniem w polityce zagranicznej. Była nie tylko pierwszą damą (1993-2001), ale także senatorem zasiadającym m.in. w komisji sił zbrojnych (2001-2009), jedną z kandydatek na prezydenta USA w 2008 roku (przegrała prawybory z Barackiem Obamą) i wreszcie drugą kobietą na stanowisku sekretarza stanu (2009-2013).

Z punktu widzenia Partii Demokratycznej uchodzi ona za jastrzębia: początki jej politycznej kariery związane są z Partią Republikańską, a w 2003 roku poparła inwazję na Irak. Obecnie jednak obarczana jest odpowiedzialnością za ustępstwa wobec Rosji w ramach tzw. resetu. USA zrezygnowały wtedy z planów George’a W. Busha lub odłożyły je w czasie. Uznano je za nie do przyjęcia dla Rosji.

W zamian za to USA mogły liczyć na współpracę Moskwy w obszarze zbrojeń strategicznych oraz w przypadku wybranych problemów międzynarodowych (na przykład programu nuklearnego Iranu).

Trudno jednoznacznie orzec, czy to Clinton zaproponowała politykę ustępstw wobec Rosji. Nie zmienia to faktu, że w lipcu 2014 roku kandydatka stwierdziła, iż polityka resetu była skuteczna – Stany Zjednoczone miały w wielu sprawach wypracować porozumienie z Moskwą, nie ustępując w kluczowych dla siebie obszarach.

Zakończenie współpracy rosyjsko-amerykańskiej była pierwsza dama wiąże z powrotem Władimira Putina na Kreml w 2012 roku. Już jesienią 2011 roku Clinton miała wzywać Obamę do zmiany polityki zagranicznej wobec Rosji. W 2014 roku stwierdziła wręcz, że była najbardziej sceptyczną wobec Putina członkinią rządu.

W przypadku tzw. kryzysu ukraińskiego Clinton domaga się zwiększenia pomocy finansowej i wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Chce także nałożenia kolejnych sankcji na Rosję – powinny być one jednak wprowadzane przy współpracy z Unią Europejską.

Po rozpoczęciu rosyjskiej interwencji w Syrii Clinton początkowo wzywała Obamę do przeciwstawienia się rosyjskim działaniom. Szybko zmieniła jednak zdanie: uznała, że bez współpracy z Rosją USA nie zrealizują swoich celów w Syrii. W styczniu bieżącego roku stwierdziła wręcz, że także z Rosją Putina można dokonać „resetu”. Wszystko miałoby zależeć od tego, co da się uzyskać w zamian.

Bernie who?

Demokrata Sanders nie ma żadnego doświadczenia w polityce zagranicznej i w swoich wystąpieniach poświęca jej niewiele uwagi. Jeśli już o niej mówi, to raczej pod presją wydarzeń międzynarodowych lub zarzutów o to, że nie nadaje na przywódcę z powodu braku doświadczenia i pacyfistycznego nastawienia. Podkreśla wtedy, że choć sprzeciwiał się inwazji na Irak w 2003 roku, to gdy było to niezbędne, popierał użycie siły – na przykład w 1999 roku w Kosowie czy w 2001 roku w Afganistanie.

Od początku tzw. kryzysy ukraińskiego Sanders opowiadał się za tym, aby izolować Rosję gospodarczo i politycznie oraz podkreślał, że należy w tym przypadku współpracować z sojusznikami z Europy. Jednocześnie zastrzegał, że konflikt na Ukrainie nie może stać się przyczyną kolejnej wojny z udziałem USA – należy rozwiązać go metodami dyplomatycznymi.

Jeśli Sanders zostałby prezydentem, musiałby sięgać po tego typu metody, bo jest zwolennikiem redukcji wydatków wojskowych USA. Chciałby ograniczenia obecności wojskowej poza granicami kraju, co w szczególności musiałoby dotknąć (i tak już niewielkich) amerykańskich sił w Europie. W dłuższej perspektywie taka polityka mogłaby sprawić, że potrzebne byłyby ustępstwa wobec Rosji – aby zawrzeć porozumienie, które pozwoli na obustronne ograniczenie zbrojeń strategicznych, a więc także i wydatków na nie.

Sanders początkowo uważał, że Rosja będzie żałowała interwencji w Syrii. Pod koniec 2015 roku zaczął jednak podkreślać, że bez współpracy amerykańsko-rosyjskiej pokonanie ISIS nie będzie możliwe. Zaproponował nawet powołanie nowej organizacji międzynarodowej, która – tak jak NATO w XX wieku – będzie zwalczała główne zagrożenia dla bezpieczeństwa. Nowa organizacja powinna obejmować nie tylko USA i UE, ale także Rosję i państwa Ligi Arabskiej. Można się tylko domyślić, że oznaczałoby to potrzebę kolejnych ustępstw wobec Rosji.

Republikanie: wielka trójka

W styczniu największym poparciem wśród wyborców Partii Republikańskiej cieszyli się trzej kandydaci: Donald Trump (35 procent), Rafael Edward („Ted”) Cruz (20 procent) oraz Marco Rubio (13 procent, wzrost o 2 p.p.). Jeb Bush może liczyć jedynie na 4 procent głosów.

Pomiędzy Trumpem a Cruzem i Rubio występują spore różnice. Pierwszy sprzeciwia się łagodnej polityce wobec imigrantów. Latynosi Cruz i Rubio mają odmienne stanowisko. To o tyle ważne, że wśród wielu Republikanów panuje przekonanie, iż tylko zyskawszy poparcie latynoamerykańskich wyborców, ich partia może liczyć na zwycięstwo.

Cruz i Rubio stanowczo różnią się także od pozostałej trójki kandydatów. Mają odpowiednio czterdzieści pięć i czterdzieści sześć lat, co sprawia, że są o pokolenie młodsi od Clinton, Trumpa i Sandersa, którzy mają kolejno sześćdziesiąt dziewięć, siedemdziesiąt i siedemdziesiąt pięć lat.

Triumf miliardera?

Trump nigdy nie piastował żadnego urzędu publicznego, więc nie może wykazać się jakimkolwiek doświadczeniem w polityce zagranicznej.

Miliarder upatruje źródeł tzw. kryzysu ukraińskiego w braku szacunku Putina do okazującego wielokrotnie słabość Obamy. Uważa, że jest w stanie doprowadzić do poprawy stosunków amerykańsko-rosyjskich. Putina postrzega jako przywódcę najwyższej klasy i twierdzi, że bez problemu mógłby się z nim dogadać. Efektem współpracy byłby rozwój dwustronnej współpracy na rzecz zwalczania terroryzmu i „przywrócenia pokoju na świecie” oraz korzyści handlowe.

Trump podkreśla, że rozwiązanie tzw. kryzysu ukraińskiego leży raczej w gestii Europy niż USA. Jednocześnie nie opowiada się za wejściem Ukrainy do NATO.

Rosyjską interwencję w Syrii amerykański miliarder uważa za potencjalnie pozytywne zjawisko – oczywiście pod warunkiem, że Rosja będzie atakować ISIS. Nie mówi jednocześnie o konsekwencjach, które Moskwa miałaby ponieść, jeśli nadal będzie atakować wspierane przez USA oddziały umiarkowanej opozycji.

KGB thug

Cruz również ma niewielkie doświadczenie w sprawach zagranicznych. Sprowadza się ono do niecałych trzech lat w senackiej komisji ds. sił zbrojnych oraz kilku podróży zagranicznych (m.in. do Polski, Estonii i na Ukrainę).

Republikanin uważa, że Obama okazał słabość i sprowadził na USA niebezpieczeństwo, cedując na regionalnych sojuszników odpowiedzialność za rozwiązywanie kryzysów międzynarodowych i minimalizując własne zaangażowanie. Cruz odżegnuje się jednocześnie od idei „promowania demokracji”.

Już w połowie 2014 roku polityk z Teksasu złożył wizytę na Ukrainie – wzywał wówczas Obamę do udzielenia pomocy wojskowej ukraińskim siłom zbrojnym, która miałaby polegać na rozwinięciu ich zdolności defensywnych. Cruz uważa to wręcz za zapisany w memorandum budapeszteńskim obowiązek USA – w dokumencie Waszyngton zagwarantował integralność terytorialną Ukrainy w zamian za rezygnację przez nią z broni nuklearnej. Przy tej i wielu innych okazjach Republikanin podkreśla, że Stany Zjednoczone pod rządami Obamy niedostatecznie wspierają swoich sojuszników. Podobnie jak wszyscy inni kandydaci wyklucza on jednak użycie sił zbrojnych USA na Ukrainie.

Nawołuje też do zwiększenia presji na Rosję: m.in. do eksportu ropy i gazu do Europy, co ma uderzyć w rosyjską gospodarkę oraz zwiększyć niezależność energetyczną Ukrainy. Popiera rozszerzenie na kolejnych członków rosyjskich władz przepisów Ustawy Magnickiego, która przewiduje szereg sankcji indywidualnych. Samego Putina określa mianem „bandziora z KGB” (KGB thug). Za formę nacisku uznaje też kontynuację prac nad budową baz tarczy antyrakietowej USA w Polsce i w Czechach.

Po rozpoczęciu rosyjskiej interwencji zbrojnej w Syrii, Cruz stwierdził, że Putin dąży nie tylko do odbudowy ZSRR, ale także do rozszerzenia rosyjskich wpływów na Bliskim Wschodzie. Początkowo polityk wykluczał współpracę z Rosją w walce z ISIS. Z późniejszych wypowiedzi wynika jednak, że gdyby Rosjanie zaczęli atakować ISIS, USA powinny współpracować z Kremlem. Popiera jednak współpracę tylko w tym obszarze i bez ustępstw w sprawie Ukrainy.

Rosja to zorganizowana grupa przestępcza

Poza Clinton Marco Rubio ma największe doświadczenie w sprawach zagranicznych. Od pięciu lat jest członkiem dwóch senackich komisji: spraw zagranicznych oraz wywiadu.

Rubio uznaje (podobnie jak Cruz), że za czasów Obamy Stany Zjednoczone utraciły rolę światowego lidera, a bez silnej pozycji nie mogą rozwiązać międzynarodowych problemów. W celu wzmocnienia USA, Rubio jest gotowy częściej i na większą skalę sięgać po instrumenty wojskowe.

Od początku tzw. kryzysu ukraińskiego republikański polityk mówi wprost o rosyjskiej inwazji i nawołuje do udzielania pomocy ukraińskiemu rządowi. Wsparcie to miałoby mieć nie tylko charakter gospodarczy, ale także wojskowy. W lutym 2015 roku Rubio był jednym z inicjatorów ustawy, która zakładała dostarczanie Ukrainie nie tyko broni defensywnej, ale też ofensywnej.

Rubio chce doprowadzić do politycznej i gospodarczej izolacji Moskwy. Chciałby m.in. wprowadzenia sankcji wobec rosyjskich elit (w tym poprzez rozszerzenie listy osób objętych zapisami Ustawy Magnickiego) oraz przedsiębiorstw, a także wykluczenia Rosji z systemu płatności SWIFT. Rosyjska pozycja na rynku ropy i gazu w Europie ma być osłabiona poprzez eksport surowców z USA. Rubio nazywa Putina gangsterem i bandziorem, który należy do zorganizowanej grupy przestępczej.

Polityk z Florydy domaga się także wzmocnienia pozycji Stanów Zjednoczonych w Europie Środkowej. Chce powrotu do planów rozmieszczenia baz systemu antyrakietowego USA w Polsce i Czechach. Chciałby, aby jednostki sił zbrojnych USA stacjonowały na stałe na wschodniej flance NATO, a sam Sojusz rozszerzył się o Gruzję.

Po rozpoczęciu rosyjskiej interwencji w Syrii, Rubio nawoływał do wprowadzenia strefy zakazu lotów nad tym państwem. Siły Powietrzne USA powinny restrykcyjnie przestrzegać tego zakazu, nawet jeśli oznaczałoby to zestrzelenie rosyjskiego samolotu. Rubio uznaje, że taki krok jest niezbędny, bo tylko w ten sposób można powstrzymać rosyjskie próby zajęcia dominującej pozycji USA na Bliskim Wschodzie.

W styczniu 2016 roku wypowiedzi Rubio pod adresem Kremla stały się jednak bardziej stonowane. Wskazał on, że ogromny potencjał nuklearny Rosji zmusza USA do poszukiwania sposobów poprawy wzajemnych relacji.

***

Przedwyborcze spekulacje trwają. Największe szanse na zwycięstwo w prawyborach w Partii Demokratycznej ma Hillary Clinton. Prognozuje się także, że prawybory w Partii Republikańskiej wygra Donald Trump, który później przegra w elekcji federalnej. Może się tak stać, ponieważ Trump, inaczej niż Clinton, będzie miał trudności z przyciągnięciem centrowych wyborców.

W lipcu ugrupowania wybiorą swoich kandydatów. O wszystkim zadecydują ostatnie miesiące kampanii.

Dr Tomasz Pugacewicz jest pracownikiem Uniwersytet Jagiellońskiego i amerykanistą.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!