Cień krwawego Feliksa

Feliks Dzierżyński i Wilno? Jak najbardziej.

Nowa Europa Wschodnia
Cień krwawego Feliksa

Fot. BFL/Kęstutis Vanagas

Chociaż urodził się w Oziembłowie przemianowanym później na Dzierżynowo (to dzisiejsza Białoruś; obecnie w dworku Dzierżyńskich mieści się muzeum powstałe z inicjatywy Aleksandra Łukaszenki), a potem krążył pomiędzy Kownem, Warszawą, Berlinem, Krakowem i Moskwą, Czerwony Kat spędził ładnych parę lat w dzisiejszej stolicy Litwy o czym pisze w swojej ciekawej książce Sylwia Frołow (Dzierżyński. Miłość i rewolucja, Znak).

Przyznaję, że nigdy nie interesowałem się życiorysem szefa CzeKa. Niespecjalnie fascynowały mnie jego miłości i rozterki. Cieszyłem się, kiedy podczas demontażu rozpadał się jego warszawski pomnik. Zapomniałem, że w prawie we wszystkich polskich miastach były ulice jego imienia. Dzisiaj czytam tę czasami osobistą książkę (dziadek autorki Matwiej Matwiejewicz Frołow zginął na Krymie na skutek rozkazu wydanego przez Dzierżyńskiego) z zupełnie innego punktu widzenia, przypominając sobie, że również i ja mam rodzinne „porachunki rewolucjne”. Marcin Kasprzak, bohater socjaldemokratów, który wsławił się tym, że podczas obławy zabił czterech policjantów (niczym późniejszy Szakal) to moja bliska rodzina.

Ale Kasprzak był związany z Wielkopolską, kiedy Krwawy Feliks pochodził ze szlachty kresowej. Wilno nazywał miłym miastem. Tutaj chodził do I Gimnazjum Wileńskiego, które znajdowało się w murach uniwersytetu zamkniętego na głucho po powstaniu listopadowym. Mieszkał, jak pisze Frołow, przy ulicy Wileńskiej (dzisiaj Vilniaus) na stancji u niejakiej panny Bujko. Czyli w centrum. Co ciekawe, tę samą szkołę kończył również Józef Piłsudski dla którego była to prawdziwa katorga. Powodem była oczywiście rusyfikacja. „Wołowej skóry by nie starczyło na opisanie bezustannych poniżających zaczepek ze strony nauczycieli, hańbienia wszystkiego, com się przyzwyczaił szanować i kochać” – wspominał Piłsudski.

Dzierżyński też chyba tej szkoły specjalnie nie lubił. Z powodu rosyjskiego repetował przecież klasę. I chyba bardziej pociągały już wtedy kobiety i działalnośc społeczna niż wkuwanie na blachę formułek. Należał do kółka „Serca Jezusowego”, zakładał Litewską Socjademokrację, wadził się z Bogiem. To w Wilnie, jak twierdzi autorka książki, Dzierżyński przechodzi przemianę z Gustawa w Konrada. Odrzuca dawne rodzinne wartości i staje się bojownikiem o wolnośc robotników. Socjalizm staje się jego religią.

Dzisiaj w Wilnie, nie ma prawie żadnego śladu po Dzierżyńskim. Litwa to nie Białoruś. Ale jeden został. I to bardzo ciekawy. To oczywiście grób matki Feliksa na cmentarzu Bernardyńskim na Zarzeczu. Helena Dzierżyńska zmarła młodo, bo w wieku 46 lat a na jej nagrobku wyryto napis „Pokój duszy Najlepszej z Matek”.

Jak pisze Sylwia Frołow, dla Feliksa była matka „wzorem tego co może być najpiękniejszego. Kiedy umierała miał dziewiętnaście lat i silnie poczucie pustki”.

A sam cmentarz miał zostać w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku zrównany z ziemią. I proces dewastacji rozpoczęli Litwini. Jadwiga Pietkiewicz, opiekująca się cmenarzem do dzisiaj w wywiadzie, którego udzieliła Piotrowi Wdowiakowi (do książki „Bezdrożami Litwy i Inflant. 17 spotkań z Wilniukami. Na pograniczu byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego”) wspomina, że powstrzymali ich Rosjanie, którzy od niej właśnie dowiedzieli się, że właśnie tam leży matka Feliksa Dzierżyńskiego. „W ramach subotników pozwalano miejscowej młodzieży rosyjskiej na Zarzeczu „odnawiać” nagrobki cmentarne”.

Koniec końców cmentarz ocalał. Grób matki Dzierżyńskiego również. Niełatwo go znaleźć ale zapewniam istnieje. \

Link do strony

Piotr Kępiński – poeta, krytyk literacki, eseista, juror Nagrody Literackiej Europy Środkowej – Angelus. Pracował m.in. w „Czasie Kultury”, „Newsweeku”, „Dzienniku”. Współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”. Mieszka w Warszawie i w Wilnie.

PODCASTY I GALERIE