Opinie
Nowa Europa Wschodnia

Biednie, bo niebezpiecznie

O tym, czy w Rosji rośnie dziś zagrożenie atakami terrorystycznymi, z dr. Jarosławem Ćwiek-Karpowiczem, ekspertem ds. wschodnich, rozmawia Zbigniew Rokita.

ZBIGNIEW ROKITA: W jakim stopniu Federacja Rosyjska jest obecnie narażona na ataki terrorystyczne? Zagrożenie może potęgować rosyjskie zaangażowanie w Syrii, które w ostatnim czasie zaczyna być skierowane przeciwko „Państwu Islamskiemu”.

JAROSŁAW ĆWIEK-KARPOWICZ: Zagrożenie terrorystyczne w Rosji wiąże się głównie z problemem północnokaukaskim. Błędy popełnione na Kaukazie mogą skutkować większą liczbą aktów terroru – jako drugorzędny czynnik wymieniłbym zaangażowanie Moskwy poza obszarem poradzieckim, a więc na przykład w Syrii. Rosyjska aktywność w tym kraju była stosunkowo niewielka. Nie spodziewałbym się ataków organizowanych przez „Państwo Islamskie” na terytorium Federacji Rosyjskiej, ale nie wykluczyłbymataków na rosyjskich obywateli poza granicami Rosji.

Polityka Moskwy na Kaukazie Północnym, a więc oddawanie kontroli nad regionem lokalnym satrapom, ma minimalizować ryzyko zamachów terrorystycznych w kraju, ale nie rozwiązuje ona problemu tego obszaru. Watażkowie spod znaku Ramzana Kadyrowa rosną w siłę i mimo że deklarują lojalność wobec centrum, jest ona warunkowa: wymagają między innymi wysokich dopłat z budżetu federalnego. To sytuacja w tym regionie w największym stopniu warunkuje bezpieczeństwo obywateli Federacji Rosyjskiej.

Wiele wskazuje jednak na to, że potencjał zbrojny podziemia północnokaukaskiego zmalał. Bojowników jest coraz mniej: ich liczbę szacuje się na około 100 osób (nie licząc pionu wspierającego), wielu wyjechało na Bliski Wschód. Czy rzeczywiście „Emirat Północnokaukaski” ma obecnie możliwości, aby organizować akty terroru poza Kaukazem?

W początkowej fazie wojny domowej w Syrii i formowania się „Państwa Islamskiego” rzeczywiście zadziałał pewien efekt nowości i atrakcyjności: Syria i Irak stały się miejscem, do którego wyjeżdżało wielu dżihadystów z Rosji, ale także z krajów Unii Europejskiej. Uspokoiło to tymczasowo sytuację na Kaukazie Północnym. Osoby pochodzące z rosyjskiego Kaukazu wyjeżdżały również na wschód Ukrainy, aby wziąć udział w konflikcie po obu stronach frontu. Istnieje jednak tendencja do częściowego powrotu bojowników. Krótko mówiąc, ich wyjazdy nie zapewnią Rosji spokoju – zamiast tego powracać będą osoby, które zdobyły doświadczenie wojenne. Pytanie więc, czy dotychczasowy układ między północnokaukaskimi watażkami i Moskwą nie zostanie zachwiany. Pod uwagę można brać różne warianty: zarówno scenariusz jeszcze większego usamodzielnienie się lokalnych satrapów, którzy dopuszczając do ataków terrorystycznych mogą domagać się zwiększenia dotacji, jak iwariant przykręcenia przez nich śruby przy jednoczesnym wzroście popularności radykalnego islamu i utracie kontroli.

Na ile efektywne w walce z terroryzmem są rosyjskie służby bezpieczeństwa – na przykład w zakresie inwigilacji, rozpracowywania grup terrorystycznych, posiadanych technologii? Słychać najróżniejsze deklaracje przedstawicieli tamtejszych struktur siłowych, mówi się o setkach udaremnionych zamachów.

Główna różnica w podejściu do walki z terroryzmem między Rosją a Zachodem polega na tym, że w przypadku tej pierwszej wojna i poczucie zagrożenia jest dla wielu osób akceptowalnym instrumentem osiągania najróżniejszych celów politycznych: na przykład zdobywania popularności społecznej, czy wzmacniania własnej pozycji w elicie władzy. W ostatnim czasie widzimy również, że zagrożenie islamskim terrorem służy Moskwie do osiągania konkretnych celów w polityce zagranicznej, np. osłabiania Unii Europejskiej i destabilizacji wewnętrznej w poszczególnych jej państwach, przede wszystkim w Niemczech. Patrząc na funkcjonowanie systemu antyterrorystycznego w samej Rosji trudno spodziewać się, że nie jest on instrumentalnie wykorzystywany w grze interesów, jak również silnie podatny na korupcję i inne przestępcze działania. Niejednokrotnie FSB czy inne struktury siłowe mają interes w utrzymywaniu wysokiego zagrożenia terrorystycznego w Rosji, co służy im między innymi za przykrywkę dla handlu narkotykami oraz żywym towarem. Gdy więc słyszymy o akcjach, które doprowadziły do udaremnienia ataku terrorystycznego, należy zastanowić się raczej, której służbie są one na rękę.

W jakim stopniu poczucie zagrożenia terroryzmem wśród zwykłych Rosjan może wpłynąć na popularność Władimira Putina? Z jednej strony niejednokrotnie przekonywaliśmy się, że Rosjanie jednoczą się wokół władzy w sytuacji zagrożenia; z drugiej brak bezpieczeństwa w połączeniu z kłopotami gospodarczymi Rosji może zakwestionować podstawy tamtejszej umowy społecznej – jakkolwiek nie zmieniałaby się ona w czasie.

Władimir Putin jest u władzy wiele lat, w tym czasie dokonało się wiele aktów terrorystycznych i nawet najtragiczniejsze z nich, jak atak w Biesłanie, nie skutkowały wzrostem niezadowolenia społecznego i spadkiem popularności prezydenta. Kreml opanował do perfekcji manipulowanie wizerunkiem: Rosjanie uważają, że silna armia i silny prezydent są w stanie obronić ich przed radykalizmem, że powinni pozostać lojalni, a jeśli dochodzi do aktów terroru to są one efektem podkopywania Kremla przez wewnętrznych i zewnętrznych wrogów.

Jeśli w Rosji doszłoby jutro do tragicznego zamachu, w najgorszym dla Kremla razie wskazano by kozła ofiarnego, pewnie któregoś z szefów służb. Sam Putin i jego wizerunek wydają się być niezagrożeni i „nieczuli” na zagrożenie tego rodzaju.

Zamach w Biesłanie miał jednak miejsce, gdy rosyjska gospodarka była w lepszej kondycji niż obecnie. Czy więc połączenie poczucia zagrożenia z koniecznością zaciskania pasa nie będzie bardziej kłopotliwe dla władz?

Zadziała to wręcz odwrotnie. Wzrost zagrożenia może zostać przedstawiony Rosjanom jako dowód na konieczność pójścia na jeszcze większe ustępstwa jeśli chodzi o ograniczanie swobód obywatelskich i własnego statusu materialnego. Kreml może powiedzieć, że teraz trzeba wydawać więcej na interwencje zagraniczne i struktury bezpieczeństwa, co ma uchronić przed kolejnymi zamachami. Władze też pewnie wytłumaczy trudną sytuację gospodarczą tym, że kraj jest wciąż w stanie wojny.

Jarosław Ćwiek-Karpowicz jest kierownikiem Biura Badań i Analiz w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM) oraz adiunktem w Instytucie Nauk Politycznych UW. Niedawno opublikował pod wspólną redakcją książkę „Sankcje i Rosja” (Warszawa, 2015).

Biednie, bo niebezpiecznie

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!