• Opinie
  • 7 sierpnia, 2014 6:04

Bernardas Gailius: O litewskości litewskich Litwinów

Niegdyś odkryłem pewne świadectwo historyczne, do którego w myślach wciąż powracam. Rapolas Skipitis - jeden z najbardziej aktywnych polityków litewskich początku XX w., w latach 1920-1922 minister spraw wewnętrznych - w swoich wspomnieniach skrupulatnie odnotował, w jakim języku w domu rozmawiali jego koledzy z rządu.

Bernardas Gailius
Bernardas Gailius: O litewskości litewskich Litwinów

Fot. Wikipedia

Ministrowie, wiceministrowie i „inni Litwini, członkowie kabinetu ministrów“. Na 13 wybranych przez Skipitisa osób, 8 rozmawiało w języku litewskim, 3 — w języku rosyjskim i po jednej osobie w języku polskim i francuskim.

Gdy widzę przed sobą tę listę nazwisk, jest ona dla mnie niczym innym, jak kluczem do odpowiedzi na dość problematyczną kwestię: czym jest Litwa į litewskość?

Kilka niewyraźnych akapitów książki kryje całe spektrum pytań, których również dzisiaj nie możemy nazwać rozwiązanymi i zapomnianymi.

Na pierwszy rzut oka najciekawszym faktem jest to, że polityk postanowił opisać język, którym właśnie posługiwano się w domu. Lista Skipitisa pośrednio (zwłaszcza jeżeli wyrwiemy ją z kontekstu) naprowadza czytelników na myśl, że rzeczą oczywistą było posługiwanie się językiem litewskim w pracy. Zawsze i wszędzie. Co jest bardzo wątpliwe.

A propos, na liście nie ma żadnego przedstawiciela mniejszości narodowych, którzy pracowali w rządzie. Najpewniej oni, jako nie Litwini, byli uważani za osoby, które nie mają obowiązku pielęgnowania litewskości.

Bezpośrednio niewyrażony, aczkolwiek łatwy do wywnioskowania taki pogląd Skipitisa, pozwala uznać, że działał on jako swoisty „policjant litewskości“.

I chociaż w memuarach lista jest podana dosyć neutralnie, raczej jako ciekawostka przyszłym pokoleniom, oczywista jest konstatacja, iż Skipitis widział daną sytuację jako wynik przejściowy w dążeniu do tego, aby wszyscy Litwini zawsze i wszędzie rozmawiali po litewsku.

Cała Litwa powinna była nasiąknąć litewskością. Jeżeli ludzie publicznie posługiwali się językiem litewskim, tego już nie wystarczało. Można było nawet uwierzyć, że było to swoistą przewrotnością. W miejscach publicznych udawano Litwinów, zaś po powrocie do domu, potajemnie, uwielbiano obyczaje zagraniczne.

Światopogląd Skipitisa jest wystarczająco typowy dla litewskiego społeczeństwa międzywojennego. Z dzisiejszej perspektywy owa lista nie jest zbyt daleką poglądowi pewnego funkcjonariusza bezpieczeństwa, który wówczas wszczął sprawę kilku dowcipnisiom, śpiewającym w języku rosyjskim „Dajcie światło chociaż na pięć minut“ w restauracji, gdy chwilowo zniknął tam prąd.

Swoim zwierzchnikom funkcjonariusz tłumaczył, że piosenka ta była oczywistą i ukrytą pogardą państwowości, a Litwa jest niby tak ciemną krainą, wprost nie do zniesienia dla człowieka.

Jednak nie należy zapominać o tym, że powyższe wydarzenia miały miejsce w otoczeniu, które doprawdy było bardzo nielitewskie. Litwę tworzyli i osiedlali się w niej ludzie, których ukształtowało Imperium Rosyjskie – jego kultura i obyczaje. Niemała część obywateli bezpośrednio powróciła z Rosji, znacznie rzadziej z innych państw zagranicznych. Oni ani rozmawiali, ani ubierali się, ani jedli, ani zachowywali się po litewsku.

W roku 1920, przynajmniej dla nas, gdybyśmy się mogli tam przenieść, Litwa nie wydawałaby się bardzo litewską.

Właśnie ten paradoks (litewskość była najbardziej wspierana przez nielitewską Litwę) wzmacnia wątpliwości o powszechnym przekonaniu, że Litwa wieku XX jest projektem obyczajowym z wieku XIX. I chociaż z czasów szkolnych „wiadomo“: odrodzenie narodowe w wieku XIX rosło, rosło i w końcu stało się Litwą; lista Skipitisa ukazuje nieco inny, odbiegający od szkolnego (i powszechnego) schematu, kontekst historyczny.

Świadomie, nie podając nazwisk z listy w dzisiejszym komentarzu, wspomnę tylko najbardziej jaskrawy i zaciekawiający przypadek.

Ernestas Galvanauskas był członkiem rządu, u którego w domu rozmawiano w języku francuskim (po polsku rozmawiano w domu generała Konstantinasa Žukasa). Był on ministrem wielu ministerstw, a także, w pewnym okresie, wystarczająco udanym premierem rządu.

Mówiący w języku francuskim Galvanauskas, w czasie swojej działalności najbardziej wyróżniał się tym, iż bardzo niemiecką Kłajpedę, zabierając ją Francuzom, przyłączył do nielitewskiej Litwy. Ów przemarsz był chyba najbardziej znaczącym zwycięstwem międzywojennym.

Radość obywateli z powodu przyłączenia do kraju Kłajpedy była w zupełności adekwatna į odpowiadała ich ówczesnemu światopoglądowi. Litewskość została poszerzona, co uczynić i należało.

Aczkolwiek należało to miasto przyłączyć, nie dlatego, że Kłajpeda była litewską (w taki sposób najczęściej postrzegamy logikę okresu międzywojennego. Poprzez pryzmat „projektu obyczajowego“). I nie dlatego, aby Kłajpeda stała się bardziej litewską, należało to miasto przyłączyć do Litwy.

Kłajpeda jest bardzo dobrym przykładem, ukazującym fakt, iż to państwo tworzy obyczajowość į kulturę, a nie odwrotnie.

Mentalność polityczna nielitewskiego Litwina Ernestasa Galvanauskasa okazała się absolutnie prawidłową.

Kto dzisiaj powie, że Kłajpeda nie jest litewskim miastem?

To samo dotyczyło całej Litwy. Należało ją stworzyć tak, aby stała się litewską. Ona obligatoryjnie powinna była stać się litewską. Stąd też pochodzi logika „policji litewskości“.

Nie znaczy to jednak, że była ona taką w swoich początkach. W okresie, gdy Skipitis stworzył swoją listę minęło około 60 lat od początków odrodzenia narodowego. Wszystkie te lata nie pozwoliły nawet na sformowanie litewskiego, w sensie obyczajowym, rządu. Nie wspominając już o projekcie obyczajowym całego państwa.

Gdy minęło 60 lat od czasów rządu, opisanego przez Skipitisa, Litwa pozostała litewską nie tarząc na okupację. Ogólnie rzecz biorąc, cała litewskość XX wieku była ukształtowana w ciągu tych 20 lat niezależnego państwa.

O wszystkich powyższych faktach nie należy zapominać dzisiaj, gdy istnieje pokusa spojrzenia na okres międzywojenny rewersem. W naszych przekonaniach į światopoglądach sama litewskość stworzyła i podtrzymywała Litwę, wygodnie usadawiając się na spadku międzywojennym uważamy, iż możemy być bardzo litewskimi Litwinami nie troszcząc się zbytnio o Litwę.

Gdy będziemy wystarczająco litewscy, Litwa będzie prosperowała samoistnie.

Taki wniosek chcielibyśmy wyciągnąć, analizując swoje wyobrażane doświadczenie historyczne. Jednak prawdziwa historia twierdzi nam odwrotnie. Nie obyczajowość lub kultura, lecz kabinet ministrów zjednoczył ludzi na liście Rapolasa Skipitisa. Litwa narodziła się į rozwijała się tylko wtedy, gdy było to kwestią polityczną. Litwa międzywojenna była nie ze spadku, a raczej zbudowaną. Podobnie jak buduje się dom.

Ówczesnym członkom rządu Litwa była raczej nie wspólnym uczuciem, a wspólną sprawą – res publika. I tylko w taki sposób udało się skonsolidować litewskość w czasie i przestrzeni. Za pomocą owej konsolidacji, w której brali udział bardzo litewscy Litwini, a czasami i nie Litwini w ogóle.

Bernardas Gailius: Apie Lietuvos lietuvių lietuviškumą

PODCASTY I GALERIE