Balcewicz: Nowy prezes ZPL – zbawca czy grabarz Związku Polaków na Litwie?

Za ostatnie dwudziestolecie w Stanach Zjednoczonych Ameryki zmieniło się pięć prezydentów, tymczasem w tym samym okresie na swoich stanowiskach niezmiennie trwają prezydent Rosji W. Putin, jak też przywódca Białorusi A Łukaszenka. Podobnie tyle samo lat Wileńszczyzną do 26 czerwca 2021 r. formalnie rządził polityczno-związkowy duopol w postaci W. Tomaszewskiego oraz M. Mackiewicza.

zw.lt
Balcewicz: Nowy prezes ZPL – zbawca czy grabarz Związku Polaków na Litwie?

Zbigniew Balcewicz/ Fot. Joanna Bożerodska

Okoliczności zawłaszczenia polskości

Faktycznie o wszystkim decydował prezes AWPL-ZChR W. Tomaszewski, który w wyniku uchwały XVI Zjazdu ZPL stał się również prezesem Związku Polaków na Litwie – czyli jednoosobowym władcą wszystkich polskich spraw.

Monopol na „polskość i patriotyzm” W. Tomaszewski zapewnił sobie stając się swego rodzaju „Prezesem Prezesów”, piastował bowiem od 1993 r. niezmiennie stanowiska prezesa Wileńskiego Rejonowego Oddziału ZPL, w 1999 roku od J. Sienkiewicza przejął również kierownictwo AWPL, którą po przekształceniu w 2016 roku w AWPL-ZChR nadal niezmiennie kieruje. Poczynając od czerwca 2009 r. już trzecią kadencję jest deputowanym do Parlamentu Europejskiego. Przez pewnego przybliżonego mu politologa został okrzyknięty nawet „Prezydentem Wileńszczyzny”. Polskość i Wileńszczyznę skupił w jednych rękach bez większej walki, po prostu wykorzystując zaistniałą sytuację.

Po dziesięciu latach funkcjonowania z winy ówczesnego prezesa Ryszarda Maciejkiańca w Związku Polaków na Litwie zaistniała niebezpieczna sytuacja. 11 kwietnia 2000 r. w wydanym oświadczeniu „Patriotyzm nie cierpi fałszu” założyciele Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Polaków na Litwie: Henryk Mażul, Krystyna Marczyk, Romuald Mieczkowski, Wojciech Piotrowicz, Jan Sienkiewicz oraz Jerzy Surwiło scharakteryzowali ją następująco:

„ZPL pod przewodnictwem Ryszarda Maciejkiańca nie jest już organizacją dla wszystkich. Intrygi, arogancja, brak elementarnej kultury osobistej, wygórowane mniemanie o swoich zaletach i zasługach własnej osoby, przekonanie o swojej nieomylności, niezdolność do wysłuchania odmiennego zdania, chorobliwa ambicja, a jednocześnie nieukrywana pogarda do ludzi, pomiatanie i manipulowanie nimi – te cechy charakteru i działalności prezesa kompromitują nie tylko jego samego, ale niestety i całą organizację, całą społeczność polską na Litwie. Marnotrawiony jest wieloletni dorobek setek i tysięcy ludzi identyfikujących się ze Związkiem. Rozbijacka robota, prowadzona dotychczas wobec Polaków na Litwie od zewnątrz, podjęta została przez Maciejkiańca wewnątrz tej społeczności”.

W tej sytuacji ówczesny ZG ZPL, którego byłem członkiem, podjął decyzję zawieszenia Ryszarda Maciejkiańca w obowiązkach prezesa ZPL i redaktora naczelnego „Naszej Gazety”, wyznaczając datę kolejnego zjazdu Związku na 27 maja 2000 r. Maciejkianiec odmówił podporządkowania się uchwale Zarządu Głównego, zapowiadając rozbicie ZPL na dwie organizacje, by nadal prezesować jednej z nich. Doświadczony były funkcjonariusz partyjny (przed przyjściem do Związku po ukończeniu Leningradzkiej Wyższej Szkoły Partyjnej pracował instruktorem Komisji Partyjnej KC KP Litwy) słowa dotrzymał. Przez dłuższy jeszcze czas mącił on wodę w polskiej społeczności, aż całkowicie wyrzekł się swoich polskich korzeni stwierdzając, iż ”na Litwie polskiej mniejszości nie ma – ,,są tylko polskojęzyczni Litwini”. Świadczy o tym m.in. jego komentarz na jedną z publikacji:

„Byłoby dobrze, gdyby Andrius Tapinas albo Karolis Dambrauskas udowodnili, że po polsku rozmawiający Litwini są Polakami i że są polską mniejszością. Wcale nietrudne do zrozumienia jest to, że w XX wieku taką opinię sformowali zmieniający się okupanci, a po ogłoszeniu Niepodległości, niewiadomo dlaczego, z opinią KGB zgodziła się i władza Litwy. Myślącemu człowiekowi łatwo jest to zrozumieć. Są na to i historyczne i teraźniejsze dowody. Z innej strony, jest taka instytucja, jak Departament Mniejszości Narodowych, który podsyca niezgodę, opowiada bzdury, nie interesuje się historią, chce konfliktów i zabawia się kosztem Narodu”.

Rodzi się więc pytanie: czyżby przez długi czas w ZPL działał infiltrowany przez służby specjalne agent, który świadomie szkodził polskiej społeczności?

Wybrani na legalnym VIII Zjeździe ZPL Zarząd Główny oraz jego prezes Jan Sienkiewicz zmuszeni byli długo procesować się z ex-prezesem w sądach o odzyskanie pieczęci, dokumentacji Związku oraz innych zagarniętych przez Maciejkiańca rzeczy.

W trakcie przygotowania do wyborów sejmowych w 2000 roku doszło do wewnętrznych konfliktów również w AWPL, m.in. z powodu wytypowania kandydata w wyborach do Sejmu w wileńsko-solecznickim okręgu wyborczym, który wówczas reprezentował lider Polaków na Litwie, prezes ZPL Jan Sienkiewicz. Po tym, jak ten okręg, gwarantujący mandat poselski dla Polaka, zabrał sobie W. Tomaszewski, Jan Sienkiewicz zrezygnował ze startu w kolejnych wyborach parlamentarnych 2000 roku.

W 2001 roku w znak protestu przeciwko naciskom na Związek Polaków na Litwie ze strony przewodniczącego AWPL W. Tomaszewskiego Jan Sienkiewicz zrezygnował z funkcji prezesa ZPL. W. Tomaszewski osiągnął swój cel – partyjnego podporządkowania Związku Polaków poprzez obsadzenie „swego człowieka” na stanowisku prezesa czołowej polskiej organizacji. Na IX nadzwyczajnym zjeździe ZPL 25 maja 2002 r. prezesem ZPL został wybrany M. Mackiewicz, który pełnił tę funkcję przez sześć kolejnych kadencji, w tym – również do końca ostatniej, nie zważając na skandale i wpadki z fałszowaniem faktur. Przed polską prokuraturą strzegła go nietykalność poselska, zaś od jakichkolwiek posunięć ze strony członków ZPL chronił „Prezes Prezesów” W. Tomaszewski.

W okresie zarządzania partyjno-związkowego duopolu zapanowała „jedność prezesów ZPL i AWPL”, w stylu „jedności partii i narodu” z czasów radzieckich. W tych organizacjach zapanowała „demokracja” w stylu „łukaszenkowskiej” na Białorusi. Nie do pomyślenia była nie tylko podobna decyzja, jaką w swoim czasie podjął ZG ZPL odnośnie prezesa Maciejkiańca, ale nawet najmniejsze zwątpienie w nieomylności prezesa, a tym bardziej otwarta krytyka pod adresem „lidera społeczności polskiej” lub któregoś z jego podopiecznych. Warto odnotować, że wiedzę oraz doświadczenie rządzenia W. Tomaszewski w znacznej mierze zdobył od R. Maciejkiańca –zarówno współdziałając w kierowanym przez niego ZPL, jak też pracując w biurze poselskim Frakcji ZPL w Sejmie RL w latach 1992-1996. Jak zauważają niektórzy, dla obecnego „lidera” jak ulał pasuje określenie stylu działania oraz cech osobistych ex-prezesa Maciejkiańca, zawarte w przytoczonym wyżej fragmencie oświadczenia założycieli SSKPL.

Nieustanna „walka” i „czuwanie” z… kolaborowaniem w parze?

Jako „walkę” i „czuwanie” określają ideolodzy sens działalności partyjno-związkowego duopolu za ostatnie 20 lat. Sądzę, że do tego należałoby dodać słowa – „z kolaborowaniem na przemian”. Otóż będąc w koalicji rządzącej z Litewskim Związkiem Chłopów i Zielonych, który (jak jest to widoczne szczególnie ostatnio), w swym negatywnym nastawieniu do postulatów polskiej mniejszości daleko prześcignął uważany za najbardziej antypolski Związek Ojczyzny-Litewskich Chrześcijańskich Demokratów, po otrzymaniu stołków politycy AWPL-ZChR z prezesem ZPL M. Mackiewiczem włącznie, niejednokrotnie twierdzili, że „sprawy polskie” nie są dla nich pierwszorzędne. O zdradzie Polaków dobitnie świadczy odstąpienie od bardzo ważnej dla polskiego szkolnictwa inicjatywy legislacyjnej posłów AWPL-ZChR J. Narkiewicza oraz R. Tamašunienė o nowelizacji art. 38 Ustawy o oświacie, polegającej na uprawomocnieniu możliwości istnienia zróżnicowanych programów nauczania języka litewskiego w szkołach litewskich oraz w szkołach mniejszości narodowych. Mimo obłudnej postawy Rządu S. Skvernelisa, który uchwałą z 19 września 2018 r. niby zaakceptował cel inicjatywy polskich posłów, jednakże zaproponował Sejmowi RL, aby nie rozpatrywał dalej zgłoszonego projektu ustawy, AWPL-ZChR już wkrótce przystąpiła do koalicji rządzącej, zapominając o tak ważnej rozpoczętej sprawie. W okresie współrządzenia krajem w stadium obiecanek pozostały wszystkie, inne „polskie postulaty”, w tym – dotyczące oświaty.

Polskość się kurczy

Dziwnym trafem po przejęciu przez Tomaszewskiego & Co kontroli nad Wileńszczyzną poczynając od roku 2002 liczba uczniów w polskich szkołach zaczęła spadać. O ile w pierwszym dziesięcioleciu Niepodległej Litwy liczba uczniów w polskich klasach wzrosła dwukrotnie – w 2000/2001 roku szkolnym wyniosła 22.3 tys., o tyle później zaczęła spadać, w wyniku czego mamy ich dziś tyle samo jak przed Niepodległością – czyli znów dwukrotnie mniej.

Trudno jest nie przyznać niektórym politykom oraz naukowcom racji w tym, że również spolaryzowanie społeczności polskiej, polegające na braku tolerancji ze strony kierownictwa AWPL-ZCHR dla Polaków, którzy nie we wszystkim zgadzają się ze zdaniem jej lidera, prowadzi do wyobcowania z życia społeczności polskiej tych, którzy nie chcą utożsamiać się z polityką polskiej partii, a właściwie – garstki osób, uważających się za „reprezentantów” wszystkich Polaków. Tacy Rodacy wybierają nierzadko nie tylko całkowite odizolowanie się od „polskiej polityki”, ale też od społeczności polskiej, część której ich potępia, czyli – wewnętrzną emigrację. Najwidoczniej również z tej przyczyny na Litwie maleje liczba Polaków. Według danych powszechnego spisu z roku 2011, polską narodowość zadeklarowało 200137 mieszkańców Litwy, czyli o 14,76 proc. mniej w porównaniu do 2001 roku. Tymczasem liczba mieszkańców narodowości litewskiej w tym okresie zmniejszyła się o 11.9 proc.

W wyniku tegorocznego spisu ludności może się okazać, że na Litwie liczba Polaków jeszcze bardziej się skurczy. Zależeć będzie od tego, ilu nas jest w oficjalnych rejestrach, które, jak się przypuszcza, mogą się nie zgadzać z o 20 proc. z rzeczywistym stanem rzeczy. Sytuację można było naprawić poprzez aktywny udział w internetowym samospisie mieszkańców, dotyczącym ich narodowości, języka ojczystego, znajomości innych języków oraz wyznania. Niestety, tylko ok. 60 tys. osób zadeklarowało swą narodowość. Nie są to na pewno wyłącznie sami Polacy. Zamiast uruchomić system pomocy Rodakom w złożeniu deklaracji drogą internetową, partyjno-związkowy duopol imitując burzliwą działalność postanowił zabawić się w rachmistrza, posyłając do domów swoich przedstawicieli – ankieterów w celu zebrania papierowych dowodów polskości. Jak można było przewidzieć, część Rodaków, których odwiedzili ankieterzy, nie pofatygowała się wziąć udział w spisie internetowym, pewna bowiem była, że wypełnione przez społecznych rachmistrzów ankiety trafią do Urzędu Statystyki i posłużą do powszechnego spisu ludności.

Można przypuszczać, że w wyniku ukierunkowanej państwowej polityki zmieniających się ekip rządzących odnośnie polskiej mniejszości oraz nieudolnych (często szkodliwych!) działań „reprezentantów i obrońców Polaków”, obecność mniejszości polskiej w litewskiej części Wileńszczyzny będzie odgrywała coraz mniejszą rolę polityczną, stając się z czasem jedynie ciekawostką, urozmaicającą krajobraz kulturowy tego regionu. Nie można więc wykluczyć losu Polaków na Litwie Kowieńskiej.

Wybory przegrane, lider ugrupowania – ośmieszony

W ostatnich wyborach parlamentarnych w skali kraju AWPL-ZChR zaufania nie uzyskała, na Wileńszczyźnie zaś straciła. Powszechnie wiadomo, że „piętą achillesową” tej partii dla wielu Litwinów jest mocno zakorzeniony w ich świadomości „proputinowski” oraz „prołukaszenkowski” wizerunek ugrupowania, zaś nazwisko W. Tomaszewskiego często kojarzy się z przysłowiową wstążką gieorgijewską potocznie zwaną „koloradką”. Do ośmieszenia W. Tomaszewskiego w znacznym stopniu przyczyniła się akcja popularnego dziennikarza oraz działacza społecznego A. Tapinasa pod hasłem „Pożegnanie z Voldemortem”. U wielu Litwinów o liderze AWPL-ZChR oraz jego klakierach ukształtowała się pogardliwa opinia jako o zacofanych, archaicznych „watnikach” czyli „fufajkarzach”.

Po przegraniu wyborów oraz przyznaniu się publicznie do klęski i niby wzięciu na początku na siebie „pełnej odpowiedzialności ” oraz publicznej zapowiedzi, „że partia będzie omawiała sytuację w trybie roboczym” W. Tomaszewski nic z tego nie uczynił oraz honorowie do dymisji się nie podał. Co więcej, po pewnym czasie, aby podreperować mocno nadwątloną reputację postanowił udowodnić, że nadal cieszy się zaufaniem oraz szacunkiem społeczności polskiej. Postanowił wykorzystać do tego najliczniejszą polską społeczną organizację, która ma na celu jednoczyć wszystkich Rodaków niezależnie od politycznych i in. poglądów, czyli tych, dla których nadrzędną wartością jest zachowanie oraz pielęgnowanie polskości.

Przestał orientować się w rzeczywistości?

W. Tomaszewski za lata przewodzenia partii zyskał wizerunek „twardego szeryfa”. Łącząc kierowanie partią polityczną oraz organizacją społeczną –Wileńskim Rejonowym Oddziałem ZPL – przestał odróżniać ich funkcje. Postanowił, że „ZPL i AWPL-ZChR stanowią jedno, ci sami ludzie, ten sam program”, więc nie mógł się pogodzić z faktem, że w rzeczywistości (przynajmniej teraz) jest inaczej. A więc, decyzję o startowaniu w wyborach na prezesa podjął, by uśmierzyć niepokorny mu Wileński Miejski Oddział ZPL, gdyż – jak zaznaczył – „powstały jakieś dyskusje niepotrzebne, co osłabia polską społeczność (…) widoczne jest to na przykładzie miasta Wilna”. Temat ten okazał się głównym na Zjeździe. Zorganizowano „wielkie pranie” stołecznego oddziału za nieposłuszeństwo oraz brak pokory szeryfowi. Niewątpliwe główną przyczyną gniewu była przegrana AWPL-ZChR w wyborach sejmowych w Wilnie.

Zaplanowana akcja całkowitego przejęcia władzy

Nieprawda, że decyzję o kandydowaniu na prezesa Tomaszewski podjął spontanicznie, bowiem jeszcze przed Zjazdem (nie bez jego wiedzy) jego klakierzy zorganizowali zbiórkę podpisów pod wnioskiem o wysunięciu jego kandydatury na prezesa Związku (zgodnie z obowiązującym trybem kandydat na to stanowisko powinien posiadać pisemne poparcie co najmniej 200 członków ZPL). Mimo jawnego głosowania Tomaszewski uzyskał zaledwie 56 proc. głosów przybyłych na Zjazd ZPL delegatów. Nowy prezes, aby mieć poparcie w 30 osobowej Radzie, do której 22 kandydatów zgłosiły oddziały, zarezerwował sobie prawo mianować do tego gremium 8 członków oraz wyznaczyć swoich zastępców. Wcześniej to delegaci Zjazdów głosując decydowali o tym wszystkim.

Dokąd poprowadzi Związek?

Zaraz po Zjeździe W. Tomaszewski stwierdził, że „ZPL jako organizacja od zarania społeczno-polityczna powraca do swoich źródeł”. Jego zdaniem, ponieważ „ZPL od początku był organizacją narodową o kierunku chrześcijańskim”, więc „jeżeli ktoś odrzuca te wartości nie może być w tym Związku”, bowiem „Związek ma odmienne wizje programowe i ideologiczne”. Prawdopodobne tylko kwestią czasu jest, kiedy prezes zmieni nazwę Związku, przekształci ZPL w przystawkę swojej partii. Potrzebne mu jest po to, by unikać kontroli społeczności polskiej nad tym, jak sprawują władzę wybrani politycy. A przecież politycy są po to, żeby patrzeć im na ręce, co robią i poddawać ich permanentnej krytyce. Polityka bez krytyki społecznej karleje i zaczyna zajmować się nie swoimi sprawami, albo po prostu nic nie robi bądź tylko czyni pozory burzliwej działalności.

Od pewnego czasu ZPL znalazł się w kryzysie i pilnie potrzebował nie tylko zmiany kierownictwa Związku, ale też nowego podejścia do działalności organizacji w nowych oraz ciągle zmieniających się warunkach. Ale czy taka kontrowersyjna osoba, jak Tomaszewski, często uważany na Litwie za marginalnego polityka, okaże się zbawcą ZPL, czy grabarzem największej polskiej organizacji, która w znacznej mierze przyczyniła się do odrodzenia polskości na Litwie, przekonamy się niebawem.

Rodzi się również pytanie, czy sam Tomaszewski nie skończy z czasem swoją działalność na rzecz „polskości”, jak jego nauczyciel Ryšard Maceikianec?

Zbigniew Balcewicz,

Sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy

PODCASTY I GALERIE