• Opinie
  • 21 października, 2020 18:09

Balcewicz: Jest dobry czas na zmianę warty

Panowie prezesi! Dziękuję wam za dotychczasową długoletnią pracę. Wy już niczego dla Polaków nie załatwicie. Szkoda waszego czasu, koledzy. Wasze działania są grą pozorów i żadne nasze postulaty, gdyby były znów przez was artykułowane, nie zostaną uwzględnione.

zw.lt
Balcewicz: Jest dobry czas  na zmianę warty

Zbigniew Balcewicz/ Fot. Joanna Bożerodska

W skali kraju AWPL – ZChR zaufania nie zdobyła, na Wileńszczyźnie – straciła

W poniedziałek 12 października br. przewodniczący i szef sztabu wyborczego AWPL- ZChR Waldemar Tomaszewski oraz dr. Bogusław Rogalski, mianujący się jako „politolog, ekspert ds. polonijnych i międzynarodowych” (prezes niszowego ugrupowania w Polsce, na wzór którego AWPL uzupełniła swoją nazwę, przejęła od niego logo oraz częściowo program) czyli faktyczny „ojciec chrzestny” partii Tomaszewskiego – obudzili się z rękoma w nocniku. AWPL – ZChR uzyskując 4,82 proc. poparcia znalazła się pod progiem wyborczym. Lider partii W. Tomaszewski na konferencji prasowej na gorąco zapowiedział dymisję ze stanowiska przewodniczącego partii, przyjmując odpowiedzialność osobistą za doznaną porażkę. Wyraził przy tym wątpliwość, czy jego dymisja zostanie przyjęta, bowiem ponoć robił to „… kilka razy, ale członkowie partii tej decyzji nie popierali”.

W bieżącej kadencji, AWPL-ZChR pozycjonowała siebie już nie jako polska partia regionalna, troszcząca się o prawa mniejszości narodowych, lecz jako ugrupowanie ogólnokrajowe. Jej politycy niejednokrotnie podkreślali, że „sprawy polskie” nie są dla nich pierwszorzędne. Kopiując Polskę proponowali żywcem przenieść od sąsiadów sposoby rozwiązywania problemów socjalnych na grunt litewski. Litwini jednak nie uwierzyli obietnicom „polskiej partii” o trzynastej emeryturze, darmowych lekach i in. dobrodziejstwach, a więc i swoich głosów na nią nie oddali. Kto chciał głosować w sprawach socjalnych, mógł znaleźć bardziej pewne w ich mniemaniu partie ogólnokrajowe. Tym bardziej, że „piętą achillesową” AWPL-ZChR dla większości wyborców litewskich jest już mocno zakorzeniony w ich świadomości „proputinowski” oraz „prołukaszenowski” wizerunek tego ugrupowania, zaś nazwisko lidera AWPL-ZChR Waldemara Tomaszewskiego dla wielu z nich kojarzy się z przysłowiową wstążką gieorgijewską potocznie zwaną „koloradką”.

Również poparcie dla AWPL-ZChR w Wilnie spadło z 10,7 % w 2016 roku do 7,7 % obecnie. W rejonie wileńskim przed czterema laty na akcję padło połowa głosów, obecnie zaś zaledwie 40,5 %, w solecznickim poparcie zmalało o 5 %. W stolicy spadek poparcia dla AWPL-ZChR notuje się już od 2016 roku – w zeszłych wyborach samorządowych liczba radnych z ramienia akcji spadła z dziesięciu do sześciu.

Koalicjant akcji, czyli „Alians Rosjan”, w tych wyborach ogólnie biorąc nie zawiódł, przynosząc partyjnej liście głosy swoich zwolenników. O ile kłajpedzcy Rosjanie w tych wyborach zaufali wspólnej liście, to wileńscy najwyraźniej powrócili do Wiktora Uspaskicha.

Winni porażki wyborczej AWPL-ZChR

Mimo wzięcia przez W. Tomaszewskiego na siebie „pełnej odpowiedzialności” oraz publicznej zapowiedzi, że „partia będzie omawiała sytuację w trybie roboczym” jakoś dotychczas nic o tym nie słychać. Zamiast oceny sytuacji wewnątrz partia zaczęła już nawet nie uznawać porażki. Na swoim partyjnym portalu twierdzi, że „polska mniejszość narodowa skupiona wokół AWPL-ZChR, stanowiąca około sześć procent mieszkańców Litwy,uzyskała około 5-procentowe poparcie w skali kraju. Natomiast na Wileńszczyźnie, którą Polacy zwarcie zamieszkują, uzyskała wręcz fenomenalny wynik i odniosła miażdżące zwycięstwo, zdobywając absolutną większość głosów” .Partia znalazła się pod progiem wyborczym z powodu tego, że jej zdaniem „…na Litwie istnieje skomplikowany sposób przeliczania głosów”. Można więc pomyśleć, że głosy oddane na AWPL-ZChR byłyby liczone specjalnie inaczej, aniżeli na inne ugrupowania.

Według ideologów partyjnych winni porażki AWPL-ZChR są inni. Zdaniem ich na słaby wynik wyborczy wpłynęła „…szeroko zakrojona kampania litewskiego dziennikarza Andriusa Tapinasa, który wzywał do działań przeciwko AWPL-ZChR w wyborach sejmowych. M.in. poprzez publikację klipu reklamowego, dostarczanie do skrzynek mieszkańców specjalnie wydanej gazety (nakład 300 tys. egzemplarzy) czy stworzenie specjalnego oszczerczego profilu w mediach społecznościowych, w sposób zorganizowany zniechęcał do głosowania na polską partię po to, aby nie znalazła się ona w Sejmie”. Co więcej, niektórzy politycy AWPL –ZChR działania dziennikarza określili jako „podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym” i zwrócili się do prokuratury Generalnej, ponieważ ich zdaniem „…jego mowa nienawiści nosi znamiona przestępstwa”. Partia również złożyła skargę do GKW oraz wniosek o unieważnienie wyborów w okręgu wielomandatowym „w związku z rażącymi naruszeniami prawa wyborczego”.

A. Tapinas „zaszkodził” tylko W. Tomaszewskiemu i jego klakierom,
czy wszystkim Polakom?

W rzeczy samej zapoczątkowana przez popularnego dziennikarza oraz działacza społecznego Andriusa Tapinasa inicjatywa społeczna miała na celu zweryfikowanie rzeczywistości oraz wywołania dyskusji na tematy: kto i jak reprezentuje interesy litewskich Polaków, kogo uosabia i czyim przedstawicielem jest AWPL-ZChR, którą od lat niezmiennie kieruje W. Tomaszewski, o stosunkach Litwinów i Polaków oraz problemach mniejszości narodowych. Akcja ta doczekała się szerokiego zainteresowania ze strony Litwinów (LAISVĖS TV ma bardzo szeroką oglądalność, w tym wśród młodzieży), nie uszła też uwadze społeczności polskiej na Litwie. Ludzie już dawno prywatnie wyrażali niezadowolenie z zaistniałej sytuacji oraz trwogę z powodu kurczącej się polskości, ale otwartej dyskusji na te tematy nie było. Zauważyli to nawet Litwini, w wyniku czego narodziła się ta inicjatywa litewskiego dziennikarza. Była zimnym prysznicem zarówno dla W. Tomaszewskiego, który za lata przewodzenia partii zyskał wizerunek twardego szeryfa, jak tez dla otaczających przewodniczącego klakierów. Po otrzymaniu stołków we władzy prowadzili oni politykę, której cechą charakterystyczną było unikanie polskich problemów – niedostrzeganie ich i udawanie, że już nie istnieją. Widzieli władzę przez różowe okulary, sądząc, że wszystko jest proste, niewiele trzeba robić, by rządzić. Tylko wówczas, kiedy sprawa zaczynała dotyczyć ich interesów osobistych jak w przypadku zagrożenia, że mogą nie trafić do Sejmu, wspominali, iż niby reprezentują polską mniejszość traktując, że jakoby krzywda może się wydarzyć nie osobiście dla nich, ale dla wszystkich Polaków. A więc, jak trwoga, to dopiero do Boga.

Inicjatywa A. Tapinasa szczególnie przypadła do gustu młodzieży, bowiem archaiczny konserwatyzm AWPL-ZChR jest absolutnie niekompatybilny ze sposobem myślenia młodych Polaków litewskich. Co tu ukrywać, przecież AWPL-ZChR, szczególnie po „odnowieniu się”, stała się partią idealnie skrojoną na potrzeby wyborców z najstarszych grup wiekowych. Stara się sprawić wrażenie partii, która zapewni wyborcom bezpieczeństwo socjalne, oraz ochroni ich przed niewiadomymi współczesnego świata. Młodzi Polacy litewscy w częstych przypadkach przestawali chodzić na wybory, nie widząc sensu głosowania na partię, którą uważają za „obciachową” czy po prostu niegodną ich głosu. Zdecydowana większość młodzieży jest po prostu mniej lub bardziej liberalna w tym czy innym aspekcie. Dopóki AWPL-ZChR będzie starała się przypodobać pokoleniu dziadków, dopóty wnuki (za wyjątkiem tych bardzo posłusznych) nie będą nawet rozważać iść za tą partią. Żeby przekonać do siebie młodych wyborców, partia musiałaby stosować zupełnie inne środki, niż wobec ich dziadków czy rodziców.

Wygląda na to, że również młodzi litewscy Polacy poszli tym razem do urn i głosowali nie na obecnych na czołówce listy AWPL-ZChR tych samych, co od lat bezskutecznie zasiadają w Sejmie polityków , a raczej na młodzież. Uosobieniem takich dla wielu młodych była Ewelina Dobrowolska z liberalnej Partii Wolności, która mimo że w swoim programie wyborczym otwarcie deklarowała prawa człowieka, w tym mniejszości narodowych, tym nie mniej na liście partyjnej młoda Polka w rankingowaniu uzyskała aż 13 tys. głosów poparcia. Nie budzi wątpliwości, że również wielu litewskich Polaków głosowało na Partię Wolności, by poprzeć Ewelinę. A propos, partia ta w swoim programie wyborczym rozwiązaniu problemów mniejszości narodowych poświęca znacznie więcej uwagi, aniżeli AWPL–ZChR.

Tak więc, akcja A.Tapinasa, skierowana na obiektywne przybliżenie problemów litewskich Polaków szerokiej rzeszy Litwinów oraz obudzenie ze snu części naszej społeczności, w tym szczególnie młodzieży, chyba nam jednak nie zaszkodziła. Trzeba teraz tylko mądrze zagospodarować głosy tych wyborców, którzy poparli Ewelinę Dobrowolską. Obecnie w litewskich mediach przestano utożsamiać litewskich Polaków z przysłowiową „koloradką” traktowaną jako piątą kolumnę. Tym samym zaistniała nadzieja zmiany ogólnego klimatu oraz ustosunkowania się do „polskich spraw” litewskiego społeczeństwa. A to jest bardzo ważne, bowiem bez zrozumienia tego przez większość Litwinów żadnej partii politycznej nie da się załatwić naszych postulatów.

Czy nie należałoby „podziękować” A. Valinskasowi za jego „humory”?

W tym miejscu warto wspomnieć o skandalicznej wręcz wypowiedzi byłego marszałka Sejmu Litwy A. Valinskasa pod adresem W .Tomaszewskiego. Dobrze się stało, że ta wypowiedź doczekała się ostrej (choć spóźnionej) reakcji najwyższych urzędników państwowych Litwy. Ten „humor” jednego z czołowych celebrytów, miejmy nadzieję, należycie oceni również litewska Temida. A co ze społeczeństwem? Dlaczego nikt nie zareagował na zachowanie się redaktorów popularnego portalu delfi.l , którzy po cichutku usunęli fragment skandalicznej wypowiedzi A. Valinskasa. Nawet po wybuchnięciu skandalu redakcja jedynie najpierw zamieściła oświadczenie (?) A.Valinskasa w tej sprawie. Dopiero w miarę narastania skandalu pojawił się odpowiedni dopisek pod publikacją na ten temat informujący o tym, że usunięto z wypowiedzi A. Valinskasa zdanie „niezgodne ze standardami etyki DELFI oraz z polityką redakcji”. Sądziłbym, że w danym przypadku należałoby po prostu podziękować A.Valinskasowi za dotychczasowe jego „humory” na ekranach oraz w eterze i przynajmniej przez pewien czas przestać korzystać z jego usług. Dotyczyłoby to również innych środków masowego przekazu, w tym – publicznego LRT. Sądzę, że w podobny sposób zachowano by się w cywilizowanych krajach.

Co dalej?

Chyba wszystkim jest jasne, że AWPL-ZChR w takiej postaci oraz pod tym samym przywództwem już więcej nie powróci na salony władzy. Ale czy stać ją na wyciągnięcie należytych wniosków z zaistniałej sytuacji oraz podjęcie nawet odpowiednich kroków? Jak uczy historia, trudne to zadanie. Świadczy o tym chociażby sytuacja w ZPL, jaka się wytworzyła już dwa lata temu, a trwa dotychczas. Czy rzeczą normalną jest, że prezes czołowej organizacji polskiej, który już drugą kadencję zasiada w Sejmie i jest wiceprzewodniczącym delegacji litewskiej w Zgromadzeniu Parlamentarnym Sejmu i Senatu RP oraz Sejmu Republiki Litewskiej, już dwa lata nie jeździ do Polski, by uniknąć spotkania z polską prokuraturą, która cierpliwie czeka na jego wyjaśnienia w sprawie podejrzenia o fałszowanie faktur przez któregoś z działaczy ZPL? Również w przyszłej kadencji długoletni prezes ZPL-u miał znów znaleźć się pod parasolem nietykalności poselskiej. Niestety, nie udało się. M. Mackiewicz, podobnie jak przed 20-tu laty R. Maciejkianiec, kurczowo trzyma się „prezesowania” w Związku Polaków.

W. Tomaszewski jest swego rodzaju „Prezesem Prezesów”, piastuje bowiem od lat niezmiennie stanowiska prezesa Wileńskiego Rejonowego Oddziału ZPL, przewodniczącego Wileńskiego Rejonowego Oddziału AWPL-ZchR, przewodniczącego AWPL-ZChR, jest europarlamentarzystą. Kto mi powie, jak można fizycznie łączyć tyle funkcji i jakościowo wykonać aż tyle obowiązków? Po co to wszystko i komu jest potrzebne? Czyżby nasza Wileńszczyzna jest na tyle niepiśmienna, że nie mamy z kogo wybierać na zajmowane przez jednego człowieka stanowiska? Czy nie należałoby europosłowi skupić wysiłki na pracy w Europarlamencie, by wreszcie wyegzekwować od Rządu Litwy należytego przestrzegania Konwencji Ramowej Rady Europy o Ochronie Mniejszości Narodowych. Czas leci szybko, więc nadejdzie też dzień, kiedy trzeba będzie złożyć sprawozdanie wyborcom. Oby w przyszłości nie powtórzyła się sytuacja, w jakiej dziś znalazła się AWPL-ZChR podczas wyborów sejmowych. Nie biorę się prognozować, czy W. Tomaszewski po drugiej turze wyborów dotrzyma słowa o dymisji z przewodniczącego AWPL-ZChR. Jestem przekonany tylko, że na tym wygralibyśmy wszyscy, w tym – on sam również. Za dotychczasową ciężką pracę podziękowaliby mu zarówno zwolennicy, jak również ci, którzy z rezerwą oceniają jego działalność. Klucz do wyjścia ze ślepego zaułka leży w kieszeni W.Tomaszewskiego. Nie życzę mu popełnienia błędów R. Maciejkiańca sprzed 20 laty.

Swoje rozważania chcę zakończyć słowami znanej restauratorki Magdy Gessler (z domu Ikonowicz, której ojciec, znany polski dziennikarz Mirosław Ikonowicz urodził się w Wilnie), która na swoim Instagramie napisał : „ Możliwość głosowania to nie tylko nasze prawo, ale nasza siła. Pamiętaj… nie głosując tracisz prawo do narzekania!!! Nawet jeśli mamy obudzić się po wyborach z ręką w nocniku… warto wybrać w którym. Idźcie na wybory, ja idę”.

Zbigniew Balcewicz

Sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy

PODCASTY I GALERIE