Antonowicz: Polska – przejście w inną rzeczywistość polityczną

Tego można się było spodziewać – odejście Donalda Tuska z polskiej polityki wniosło sporo zamieszania do cały czas rządzącej Platformy Obywatelskiej (PO). Pozbawionej charyzmatycznego i konsolidującego partię Platformie nie udało się znaleźć odpowiedniego zastępcy, a w ugrupowaniu rozpoczęły się walki o przywództwo.

Mariusz Antonowicz
Antonowicz: Polska – przejście w inną rzeczywistość polityczną

Fot. PAP

Cała ta sytuacja jeszcze bardziej rozczarowała polskich wyborców, którzy zmęczeni ośmioletnimi rządami PO wyrazili chęć zmian i zdecydowali o wyborze Andrzeja Dudy, mało znanego posła partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS), na urząd prezydenta.

To nie kampania wyborcza, arogancka i kiepska w wykonaniu Bronisława Komorowskiego czy agresywna i niewiarygodnie populistyczna ze strony Andrzeja Dudy, zdecydowały o zmianie prezydenta przez polskich wyborców, ale właśnie rozczarowanie rządami PO, skandale i brak reform. Co to za zmiany i co one znaczą?

Niestety, ale dokładna odpowiedź na to pytanie będzie znana po jesiennych wyborach parlamentarnych. Polski prezydent odgrywa bardziej symboliczną rolę, a ton polityce państwa nadają rząd i parlament. Pomimo tego jednak wybory prezydenckie w Polsce pozwalają na wyciągnięcie dwóch wniosków na temat polskiej polityki.

Po pierwsze, w Polsce kończy się jednowładztwo PO. Przez ostatnie pięć lat praktycznie każda instytucja państwowa należała do Platformy, która wygrywała wybory z olbrzymią przewagą. Pierwszym poważnym ostrzeżeniem były zeszłoroczne wybory samorządowe, minimalnie wygrane przez PO.

Pomimo tego wybory prezydenckie, wydawało się, nie powinny dostarczyć wielu zmartwień, ponieważ Bronisław Komorowski kampanię wyborczą rozpoczął z ponad czterdziestoprocentowym poparciem.

Jednak reakcja Polaków na arogancką i kiepską kampanię urzędującego prezydenta, podczas której patrzył z wyższością na konkurentów, nie debatował z nimi, nazywał radykałami i samego siebie przedstawiał jako racjonalny wybór Polaków, pokazała, iż Platforma straciła wizerunek solidnej partii, wzmacniającej wizerunek Polski na arenie międzynarodowej. PO w najbliższym czasie nie może już liczyć na podobne poparcie wyborców, kiedy to w wyborach zdobywała prawie 50% głosów.

Aczkolwiek wypalona Platforma razem z PiS są faworytami nadchodzących wyborów parlamentarnych, a któreś z tych ugrupowań będzie tworzyć rządzącą większość. Jednak wygrana w wyborach parlamentarnych nie gwarantuje bycia w koalicji.

Platformie Obywatelskiej nie wystarczy już wsparcie ludowców i będzie potrzebowała jeszcze jednego koalicjanta. PiS również będzie potrzebował dwóch koalicjantów. Nie jest jasne, kto mógłby nimi być.

Jeszcze więcej niejasności wnosi fakt, iż w wyborach parlamentarnych w Polsce udział wezmą dwie nowe partie, które najprawdopodobniej trafią do parlamentu. Jedną z nich obecnie tworzy rockman Paweł Kukiz, który w wyborach prezydenckich przyciągnął do siebie młodych i oburzonych, zdobywając w pierwszej turze 20% głosów. Drugą partię tworzy znany ekonomista Leszek Balcerowicz. W tej chwili trudno prognozować ile miejsc przypadnie tym ugrupowaniom w przyszłym parlamencie. Jedno jest jasne: nawet jeżeli PO zostanie w rządzącej koalicji, to polska polityka nie będzie już taka jak w latach 2007-2015.

Wniosek z drugiej tury prezydenckich jest jasny. Przez najbliższe pięć lat część władzy w Polsce będzie sprawowana przez Prawo i Sprawiedliwość. Trudno powiedzieć jak to wpłynie na polską politykę wewnętrzną, gdy nie znamy jeszcze składu przyszłego parlamentu.

Wniesie to jednak sporo zmian do polskich działań zagranicznych. PiS kieruje się wizją regionalnej polityki zagranicznej i widzi Polskę jako lidera Środkowo-Wschodniej Europy. W odróżnieniu od Platformy, która starała się przekształcać Polskę na jedną z głównych sił Europy, obok Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.

Wielu europejskich obserwatorów obawia się, że przejęcie władzy przez PiS popsuje stosunki Polski z Niemcami i zacznie konfrontację z Europą. Rozważając to, warto postawić dwa pytania. Po pierwsze, czy PiS, a przede wszystkim Andrzej Duda, widzą sens burzenia relacji z Niemcami? A po drugie, z kim Polska ma prowadzić politykę zagraniczną jako lider regionu?

Na Węgrzech, Słowacji, w Czechach czy Bułgarii rządzą skorumpowani i prorosyjscy politycy. Jedynymi partnerami dla Polski byłyby kraje bałtyckie i, być może, Rumunia. W takiej sytuacji odwracanie się od Niemiec i psucie stosunków nie ma sensu. To mocno ogranicza możliwości istotnych zmian w polskiej polityce zagranicznej.

Te zagadnienia dotykają również sprawy stosunków z Litwą. Z jednej strony, regionalna wizja powinna zadecydować o poprawie stosunków z Republiką Litewską. Jednak z drugiej strony istnieją czynniki, których nie zauważyli litewscy politycy i komentatorzy, mówiący naiwnie o powrocie do polityki z czasów Ś.P. Lecha Kaczyńskiego. PiS jest dużo bardziej radykalną i nacjonalistyczną niż PO partią. Choć w kontekście partii, wypowiedzi Andrzeja Dudy wydają się umiarkowane, to nie pozostaje on wolny od radykalnych przekonań. M.in. wspiera on politykę Viktora Orbana na Węgrzech.

Z tego powodu PiS mówi dosadniej i częściej niż Platforma na temat praw Polaków na Litwie. Warto zwrócić uwagę, iż Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (AWPL) ma dobre stosunki z PiS. Członkowie tej partii bardzo często wspierają zarzuty Waldemara Tomaszewskiego wobec Litwy w Parlamencie Europejskim i przygotowują rezolucje w polskim parlamencie w sprawie swoich rodaków na Litwie.

Można również przypomnieć kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku. Na zaproszenie AWPL, aby zobaczyć jak „źle” żyje się Polakom na Litwie, najczęściej przyjeżdżali przedstawiciele PiS. Członek frakcji AWPL Jarosław Narkiewicz zapraszał na Litwę nie Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego czy Ewę Kopacz z Platformy Obywatelskiej, ale właśnie lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego, aby ten własnymi oczami zobaczył „dyskryminację” Polaków.

Zatem w polityce zagranicznej PiS dominują dwa motywy – regionalny oraz nacjonalistyczny. Pytanie więc brzmi: jaki będzie kompromis pomiędzy tymi dwoma prądami.

Tutaj decydującą rolę spełnia Rosja i jej wojna z Ukrainą. Dopóki będzie istniało niebezpieczeństwo ze strony Rosji oraz rosyjsko-zachodni kryzys, dopóty PiS nada priorytet polityce regionalnej, ponieważ to dotyczy zagadnienia przetrwania państwa polskiego.

Patrząc na kampanię wyborczą Andrzeja Dudy można sądzić, że w obecnej międzynarodowej sytuacji politycznej działalność zagraniczna PiS nie bardzo będzie się różnić od tej, którą prowadzi PO. Duda w kampanii nie krytykował i nie oczerniał Niemiec, zgadzał się w zasadzie ze zdaniem Bronisława Komorowskiego w sprawie Ukrainy, swój eurosceptycyzm wyrażał niechęcią do euro, a o Litwie mówił tylko jako o negatywnym przykładzie wprowadzenia europejskiej waluty.

Wyżej wspomnianą opinię potwierdził sam Andrzej Duda w rozmowie z portalem zw.lt na temat polsko-litewskich stosunków: „Rozumiem więc na pewno, że nasza współpraca i dobre relacje są konieczne. Nie będzie ich jednak tak długo, jak długo pozostaną nierozwiązane kwestie mieszkających tu Polaków”. Tak więc Polska wobec Litwy będzie trzymać się tej samej linii, którą obrała od samego początku kryzysu na Ukrainie.

Polska rozpoczęła przejście ze starej realności politycznej, w której dominowała PO, w nową, w której większą rolę spełniać będzie PiS. Lecz wyraźniejsze jej kontury pojawią się po jesiennych wyborach parlamentarnych.
Obserwując zmiany w Polsce można długo rozważać która kombinacja byłaby najbardziej korzystna dla Litwy. Niestety, ale to nie od nas zależy kto będzie rządził Polską czy innym demokratycznym krajem na Zachodzie, więc takie rozważania żadnych korzyści nie przyniosą. Dużo ważniejszym jest myślenie o tym, w jaki sposób my zrealizujemy naszą politykę zagraniczną w stosunkach z mocno zmienioną Polską.

Mariusz Antonowicz jest politologiem oraz jednym z założycieli Polskiego Klubu Dyskusyjnego.

Tekst tłumaczył Mateusz Jakubiak

PODCASTY I GALERIE