20 lat wąsatej władzy Alaksandra

Przyzwyczailiśmy się do niego, jak do deszczów w lipcowe dni albo ketchupu we frytkach. Stał się zjawiskiem na tyle oczywistym i ordynarnym, że coraz mniej osób z krajów sąsiednich traktuje sprawowaną przez niego władzę autorytarną jak coś co najmniej kryminalnego i wartego oburzenia. Bardziej lub mniej publicznego protestu. Na początku wszyscy śmieliśmy się z jego stwierdzenia o białoruskim narodzie, który ma żyć źle, aczkolwiek niedługo.

Zbignev Samko
20 lat wąsatej władzy Alaksandra

Fot. BFL/Šarūnas Mažeika

Minęło 20 lat, białoruski naród żyje źle. Wbrew naszym współczesnym pozorom, że w weekend w wileńskim „Akropolisie” bądź „Ozasie” nie ma gdzie się przecisnąć z powodu turystów zza najbliższej miedzy. Wbrew górom towarów w ich wózkach na święta i nie tylko. Wbrew ich urlopom w Połądze i Druskiennikach. W 2013 r. w Litwie Departament Turystyki naliczył ich nieco ponad 160 tysięcy. To tak ze dwóch Białorusinów na sto. Nie uwzględniając faktu, że tych dwóch to mógł być ten sam jeden, przyjeżdżający kilka razy rocznie.

Alaksandr (piszę „Alaksandr”, w brzmieniu białoruskim, nie „Aleksander”. Chociaż w samym jego stwierdzeniu język białoruski jest dość stary i nic już nowego w nim nie powiesz) Łukaszenka żyje dobrze. Jest ciągle prezydentem naszego wschodniego sąsiada. Już dwadzieścia lat.

Pozostaje druga część wyżej wspomnianego na początku powiedzenia: jak długo?

U władzy jest już ciut dłużej aniżeli Leonid Breżniew, aczkolwiek jedynie dwie trzecie tego co był Josif Stalin i Mao Zedong oraz jedną trzecią tego co Fidel Castro.

Wszelkie typowe atrybuty dyktatora: zapewnienie nieograniczonej w czasie władzy, zwalczenie opozycji, próba uprzemysłowienia gospodarki białoruskiej już ma za sobą.

U władzy jest już ciut dłużej aniżeli Leonid Breżniew, aczkolwiek jedynie dwie trzecie tego co był Josif Stalin i Mao Zedong oraz jedną trzecią tego co Fidel Castro.

Brakuje, nie pozwól Boże, wojny. Chociażby małej, ale obowiązkowo zwycięskiej.

Chociaż tu nie mam do końca racji i całkiem możliwe, że takie zajścia, potrzebujące ofiar w obywatelach, są jednak organizowane. Przykładem może służyć akt terrorystyczny w Mińsku w metrze, 11 kwietnia 2011 roku. Podczas aktu zginęło 15 osób, były setki rannych. Zgładzono oskarżonych o organizację i dokonanie przestępstwa Dmitrija Konowałowa i Władisława Kowalewa. Aczkolwiek okoliczności tragedii nie zostały do końca zbadane i wyjaśnione. O schwytaniu sprawców prezydent był poinformowany następnego dnia po akcie. Przed orzeczeniem sądu Alaksandr Łukaszenka osobiscie nagrodził śledczych, pracujących nad daną zbrodnią.

Zapewnienie nieograniczonej w czasie władzy

Od czasu referendum z 1996 roku prezydent Białorusi zapewnił sobie prawo wyboru, wraz z przeniesieniem modelu zarządzania państwem z parlamentarnego na stricte prezydencki, na te stanowisko nieograniczoną ilość razy.

Następny taki „raz” będzie w 2015 roku. Jeżeli naród białoruski będzie chciał i poprosi. Sądząc według badań społecznych, poprosi i będzie chciał. Według będącego już na wygnaniu i zarejestrowanego na Litwie Niezależnego Instytutu Badań Socjalno-ekonomicznych i Politycznych, w czerwcu bat’ka miał zaufanie u 49,6 procent obywateli i jedynie 12 procent respondentów odpowiedziało, że państwo Łukaszenki „nie jest moim państwem, ono nie broni moich interesów i ja mu nie ufam”.

A propos, termin „bat’ka”, określający jego decyzje państwowe, był użyty przez samego prezydenta w jednym z wywiadów. Czyli „ojciec”. Czyli to, czego już w naszych stronach skosztowano do syta. Ojciec wszech czasów i wszystkich narodów.

Egzotycznym, i typowym dla krajów azjatyckich, rozwiązaniem ciągłości władzy w Białorusi jest projekt „Syn Kola”. Kola, obecnie prawie dziesięciolatek, jest nieślubnym dzieckiem Alaksandra, towarzyszącym mu wszędzie, gdzie dzieciom być przystoi i nie. Od 2008 roku syn towarzyszy ojcu w prawie wszystkich oficjalnych, państwowych i niepaństwowych przyjęciach. Witając głowy innych państwo, na otwarciu nowych lodowisk, na paradach wosk.

Rozwiązaniem ciągłości władzy na Białorusi jest projekt „Syn Kola”. Kola, obecnie dziesięciolatek, jest nieślubnym dzieckiem Alaksandra

Oprócz Koli prezydent ma dwóch starszych synów (na wysokich posadach państwowych) i siedmioro wnuków.

Zwalczanie opozycji

„Dla potrzymania statusu quo i stabilności reżimu autorytarnego niezbędny jest strach, rozpowszechniony we wszystkich sferach społeczeństwa. Stąd wynika regularne napełnianie cel. I za korupcję, i „za politykę” – uważa białoruska obrończyni praw człowieka Liudmiła Griaznowa, obecnie przewodnicząca „Aliansu praworządności”, organizacji zarejestrowanej w Litwie.

Alaksandr Łukaszenko zwykł zwalczać inaczej myślących w dwojaki sposób. Ze skutkiem natychmiastowym i latami odsiadki.

W pierwszym wypadku, o czym było w raporcie wysłannika Asambleum Parlamentarnym Rady Europy Christosa Purguridisa i o czym twierdzą oponenci polityczni prezydenta i obrońcy praw człowieka, narzędziem służą „szwadrony śmierci“. Formacje militarne, wykonujące zadania specjalne z wiedzy bądź rozkazu prezydenta.

Takim oto sposobem zniknęli bez śladu Jurij Zacharenko, były mister spraw wewnętrznych; Wiktor Goczar, były przewodniczący centralnej komisji wyborczej; operator telewizyjny Dmitrij Zawadskij.

W 1999 roku, Gennadij Karpenko, ówcześnie najbardziej realny oponent w walce o stanowisko prezydenta poczuł się bardzo źle po filiżance wypitej podczas spotkania kawy. Ze śmiertelnym skutkiem natychmiastowym. Obserwatorzy dane zajście również przypisują „operacjom ds. likwidacji“

Oskarżeni i osądzeni są niewygodni dla obecnego reżimu bądź osobiście prezydenta.

Lata odsiadki poczuły i czują już setki oponentów Alaksandra Łukaszenki. Oskarżenia są różne (nieodprowadzenie podatków, przemyt, podwójna księgowość, przestępcza działalność gospodarcza i t.d.). Podstawowy motyw znają wszyscy. Oskarżeni i osądzeni są niewygodni dla obecnego reżimu bądź osobiście prezydenta.

Jurij Bandażewskij, jeden z najbardziej cenionych specjalistów w sferze radiologii medycznej. Śmiał oponować generalnej linii prezydenta o zagospodarowaniu ziem po tragedii czarnobylskiej, wydając pracę o nadzwyczajnej szkodliwości małych dawek radiacji na organizm ludzki. Osądzony w 2001 roku na osiem lat za próbę wymuszenia łapówki. Zwolniony w 2005 roku. Nikolaj Stankiewicz. Polityk, kandydat na prezydenta w 2010 roku. Osądzony na sześć lat za organizacje zamieszek. Aleś Bialacki, obrońca praw człowieka, wicerezydent Międzynarodowej Federacji Ochrony Praw Człowieka. Osądzony, i w czerwcu obecnego roku zwolniony po 1050 dniach odsiadki, za niepłacenie podatków od środków w bankach zagranicznych (w tym Litwy i Polski). Anton Suriapin, student. Osądzony za nielegalne przekroczenie granicy. Brał udział w akcji szwedzkiej „zrzutu misi“ nad Mińskiem.

Zabrzmi złowieszczo, aczkolwiek: i tak dalej.

Próby uprzemysłowienia gospodarki

Mistrzowska żonglerka stosunkami gospodarczymi z Rosją pozwala prezydentowi jako tako dźwigać model gospodarczy, który niby jakieś podstawy teoretyczne ma („socjalizm z ludzką twarzą”), aczkolwiek zgrzyta i czka przy najmniejszym powiewie „cyklonu” gospodarki światowej (inflacja, default walutowy rubla białoruskiego).

Głównie dotacje Rosji, których za 20 lat zebrało się około 100 mld dolarów, głównie w postaci nafty i gazu (o najniższych możliwych cenach); więzi gospodarcze spółek państwowych z oligarchicznymi kręgami rosyjskimi (na przykład „Uralkalij” i „Bełoruskaja Kalijnaja Kompanija”, wytwarzające około 43 proc. światowego rynku nawozów sztucznych) i obietnice przyszłego związku dwóch państw, Rosji i Białorusi są składnikami, które pozwoliły na uniknięcie totalnego krachu systemu.

Obecny projekt Związku Eurazji możliwe przedłuży takowe prosperity na kolejne dwadzieścia lat.

Próbując podczas swoich rządów uprzemysłowić kraj ubiegał się do takiej egzotyki, jak: agromiasteczka – projektu zagospodarowania wsi białoruskiej w latach 2005-2010. Podstawą jego miały być miasteczka prowincjonalne z pełnym ucywilizowaniem współczesnym dla mieszkańców owych. Zbudowano ponad 1500 miasteczek, około 8000 domków jednorodzinnych. Wartość projektu minimalnie szacując osiągnęła 6,5 mld dolarów. Niestety pomysł nie osiągnął zamierzonych celów z przyczyn braku zainteresowania obywateli związania swojej przyszłości z takim agromiasteczkiem (niemożliwość nabycia domku na własność, młode pokolenie wiejskie wyjechało do miast 15-20 lat wcześniej). Rolnictwo białoruskie jest nadal dotowane.

Pałace lodowiskowe: w 2007 r. prezydent Łukaszenko otwierając już 13 w państwie pałac lodowiskowy oznajmił, że w każdym centrum rejonowym powinien być taki pałac. W 2014 r. ilość ich była taka, że prezydent zmienił zdanie, argumentując iż nie są jednak tak opłacalne jak na to liczono. Jednocześnie zaproponował, by „zaniechać już budowania tych sportowych i socjalnych obiektów, a brać się za produkcję, dającą państwu realne przychody”.

Nafta wenezuelska. Projekt przeciwwagowy uzależnieniu od Rosji. „Brat” Hugo Chavez obiecał „bratu” Alaksandrowi 10 mln ton nafty rocznie dla białoruskich koncernów naftowych. W 2012 roku strona białoruska odmówiła przyjęcia kontraktowej nafty z powodu zbyt wysokich kosztów logistycznych. Według danych ekonomistów, Białoruś pozostała dłużna Wenezueli 2,5 mld dolarów.

„Kitaj-gorod” czyli Miasto Chińczyków. Tak Białorusini ochrzcili projekt białorusko-chińskiego parku technologicznego pod Mińskiem, który straszy obywateli nie najwyższej jakości technologiami i standardami produkcyjnymi z Chin oraz dziesiątkami tysięcy robotników z miliardowego państwa. Nie tak dawno Alaksandr Łukaszeka nadał miano owemu projektowi „Wielki Kamień”. Na co bardziej szyderczy ekonomiści odpowiadają, że owszem kamień, tyle że najprawdopodobniej na szyi gospodarki kraju.

Pańszczyzna. Tak i nie inaczej. Rozkazem prezydenta przed rokiem był wprowadzony faktyczny zakaz na zwolnienia pracowników w przedsiębiorstwach obróbki leśnej, które własnie przechodzą etap modernizacji. Daną praktykę Alaksandr Łukaszenka obiecał rozpowszechnić również na przedsiębiorstwa branży rolniczej.

System, za który przyjdzie czas zapłaty

Tylko wziąłem się za jaja, a tu mleko zniknęło

Odnajdując jego „perełki” w telewizji bądź internecie możemy spotkać powiedzenie o niedoborach produktów w sklepach żywnościowych. „Tylko wziąłem się za jaja, a tu mleko zniknęło”. O panicznych wymiataniach półek sklepów. „Cukier skupowali. Doszło do tego, że i ocet zaczęli skupować. Wszystko przekształcili w magazyny. Niechaj teraz piją ocet i na zagrychę jedzą cukier”. O nadmiernej konsumpcji mięsa. „Ty po co na noc żresz ziemniaki z mięsem? Jak ty spał będziesz? Nie jedz z mięsem. Zjedz ze śledziem”. O niskim dobrobycie. „Jeżeli nie macie pieniędzy na restaurację, spotkajcie się z panienką w akademiku. Kupcie kefir i bułeczki”. O warunkach w agromiasteczkach. „W każdym agrodomku powinna być gorąca woda, żeby każda dojarka albo świniarka szła umyta do łóżka faceta”.

Wszystko to by było wesołe, gdyby nie było smutne.

Jak zauważa politolog Walerij Karbalewicz w książce „Aleksander Łukaszenko. Porter polityczny”, największym jego osiągnięciem jest zbudowanie socjalnego systemu alternatywnego do wszystkich innych republik byłego ZSRR.

Pomimo wielu prognoz i narzekań ów system pracuje, i robi to dość owocnie już dwadzieścia lat. I skuteczność jego jest niepodważalna. Co prawda jeżeli oceniamy wyniki socjalne, podtrzymujące zaufanie dla prezydenta, a nie ekonomiczne.

„Jednak właśnie w tym systemie i tkwi słabość Łukaszenki. Podtrzymuje on prezydenta u władzy, aczkolwiek hamuje rozwój społeczny kraju. To droga donikąd i Białorusini jeszcze będą płacili za wszystkie te lata, w których istniejemy poza rozwojem” – pisze Karbalewicz.

PODCASTY I GALERIE