• Litwa
  • 29 stycznia, 2021 8:55

ZPL i AWPL-ZChR nie ufają państwu, chociaż jeszcze niedawno współrządzili nim

Pomimo rozpoczętego Powszechnego Spisu Ludności i Lokali Mieszkaniowych Związek Polaków na Litwie postanowił przeprowadzić własny, alternatywny, konkurencyjny spis Polaków na Wileńszczyźnie. Spis ten budzi nie tylko wątpliwości prawne, ale też cel jego zorganizowania jest stawiany pod wątpliwość.

Jacek J. Komar
ZPL i AWPL-ZChR nie ufają państwu, chociaż jeszcze niedawno współrządzili nim

Domena publiczna

„Spis wnosi niepotrzebny zamęt. Trzeba najpierw wypróbować wszystkie oficjalne drogi. ZPL i AWPL-ZChR nawet nie próbowały tego” – uważa Andrzej Pukszto, szef Katedry Politologii na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie.

Petras Austravičius, europarlamentarzysta uważa, że zapowiadany spis alternatywny jest akcją polityczną i należy go uznać za początek nowej kampanii wyborczej. A to, według niego, oznacza, że fundusze wydane na jego zorganizowanie powinny być rozliczone. Europoseł zastanawia się, czy to nie dlatego spis organizuje ZPL a nie sama AWPL-ZChR.

Jurgis Razma, wiceprzewodniczący parlamentu, konserwatysta, uważa spis Polaków organizowany przez ZPL za akcję polityczną mającą na celu zebranie danych osobowych ewentualnych wyborców polskiej partii.

„Moim zdaniem nielegalne jest zbieranie danych o możliwych wyborcach i tworzenie ich spisów. Każda partia chciałaby mieć takie listy, ale jest to nielegalne” – mówił w telewizji publicznej.

J. Razma uważa, że mając takie dane o wyborcach można ich bardziej mobilizować, naciskać na nich, wysyłać im różne materiały agitacyjne

„ZPL, który razem z AWPL-ZChR chce przeprowadzić ten spis praktycznie stał się organizacją partyjną” – uważa wiceprzewodniczący parlamentu

Także i minister sprawiedliwości Ewelina Dobrowolska ma dużo wątpliwości co do tej akcji. Uważa, że wiele zastrzeżeń budzi fakt, iż nikt nie wie, kto będzie miał dostęp do danych, komu będą one przekazane – czy nieokreślonym organizacjom, czy też osobom fizycznym. Niepokoi ją też to, kto zapewni, że dane nie będą wykorzystane przy wyborach.

„Ważna jest też odpowiedź na pytanie, kim będą ankieterzy. Jeśli będą to urzędnicy starostw czy pracownicy administracji rejonów, którzy w godzinach swojej pracy będą ankietowali mieszkańców, będzie to ewidentne naruszenie prawa. Zapewne będą pociągnięci do odpowiedzialności” – twierdzi minister

Petras Austravičius, europarlamentarzysta zastanawia się, czy to wszystko przypadkiem nie oznacza, że ZPL zamierza stworzyć jakiś własny rejestr, alternatywny do Centrum Rejestrów.

„To jakiś niezrozumiały precedens. Powstaje pytanie, czy ZPL nie tworzy jakiegoś odrębnego rejestru Polaków? Po drugie, mam wątpliwości co do zapewnienia ochrony danych osobowych i dlaczego ludzie mają zaufać komuś, kto się przedstawia się jako przedstawiciel ZPL. Jaką mają pewność, że ludzie dobrowolnie będą im przekazywać swoje dane? Jak zapewnią ich, że nie będą używać tego niezgodnie z prawem?” – stwierdził P. Austravičius.

Nikodem Szczygłowski, konsultant lotniczy, na co dzień mający do czynienia z danymi osobowymi i ich ochroną wyraża wątpliwości do do legalności takiego spisu.

„Moim zdaniem całe to przedsięwzięcie jest bardzo wątpliwe z prawnego punktu widzenia. Nie wydaje mi się, żeby partie polityczne lub organizacje społeczne mogły mieć uprawnienia do gromadzenia danych osobowych w celach innych, niż zawartych w ich statutach” – uważa N. Szczygłowski.

Inspekcja Ochrony Danych osobowych na razie unika komentowania sprawy, ale podkreśla, że na zbieranie danych osobowych trzeba mieć zgodę, a na razie nie wiadomo, czy ZPL wystąpił o taką zgodę. „Próbujemy wyjaśnić sprawę, ale na razie nie mamy żadnej odpowiedzi od ZPL” – napisała w odpowiedzi na nasze pytanie Raminta Sinkevičiūtė-Šečkuvienė, doradca w Dziale Prawnym Inspekcji Ochrony Danych Osobowych

Andrzej Pukszto zauważa, że decyzja o spisie powszechnym ludności została podjęta trzy lata temu, a AWPL-ZChR w tamtym okresie najpierw ściśle współpracował z koalicją rządzącą a potem sam był w tej koalicji.

„Mogli już wtedy podejmować rożne inicjatywy, nagłaśniać sprawę wpisu narodowości. Mogli włączyć do tej sprawy Departament Mniejszości Narodowych. Ale będąc i w opozycji mogli dużo zrobić. Nic nie zrobili” – mówi Andrzej Pukszto. Według niego, ale także według Marka Kubiaka, szefa wileńskiego oddziału ZPL dużo wątpliwości budzi i to, że w okresie kwarantanny i wysokiego zagrożenia zakażeniem się koronawirusem. organizatorzy przewidują także chodzenie ankieterów od domu do domu.

Władze ZPL twierdzą, że chcą same się przekonać ilu Polaków mieszka na Litwie, gdyż nie ufają rządowej agencji, jakim jest Departament Statystyki. Przewodniczący ZPL Michał Mackiewicz w rozmowie z dziennikarzami LRT stwierdził, że jego organizacja chce mieć „własne dane”, gdyż mają wątpliwości do co rzetelności danych przechowywanych w państwowych bazach danych.

„Będziemy mieć statystyki. Pomożemy też Departamentowi Statystyki, ponieważ niektóre dane przekazuje mu jakieś tam Centrum Rejestrów… Nic nie jest pewne”- komentuje M. Mackiewicz.

Na początku roku rozpoczął się Powszechny Spis Ludności i Lokali Mieszkaniowych. Spis przeprowadza Departament Statystyki. W tym roku wygląda inaczej niż dotychczas. Zamiast ankieterów, którzy chodzą od domu do domu pracownicy Departamentu pobierają dane o mieszkańcach z państwowych baz danych i rejestrów, np. z rejestru ludności, rejestrów nieruchomości, z urzędów skarbowych, z Sodry czy też domów noclegowych. Nie wszyscy jednak mają zadeklarowaną narodowość czy też język ojczysty. Dlatego też Europejska Fundacja Praw Człowieka zainicjowała i namówiła Departament Statystyki do stworzenia dobrowolnej ankiety na stronach Departamentu, gdzie można zadeklarować swoją narodowość. Jest to ankieta dodatkowa, która ma wspomóc sam Spis. Na stronach Departamentu Statystyki można swoją narodowość deklarować do 17 lutego. Ale to nie wszystko. Za kilka miesięcy Departament wylosuje 40 tys. osób, które zostaną także zapytane o narodowość, religię czy też język ojczysty. Przedstawiciele Departamentu Statystyki tłumaczą to tym, że chcą w ten sposób uzupełnić dane dobrowolnej ankiety a jednocześnie wyłowić przedstawicieli niewielkich wspólnot narodowych, które nie są zorganizowane.

Obrońcy praw człowieka twierdzą, że statystyki dotyczące narodowości są potrzebne, gdyż mogą służyć za podstawę kształtowania polityki państwa wobec mniejszości.

Uważają jednak, że sens ma jedynie udział w oficjalnym Spisie i wzywają do uczestnictwa w dobrowolnym badaniu statystycznym i deklarowania swojej narodowości w ankiecie umieszczonej na stronach Departamentu Statystyki.

„Takie pomysły na stworzenie czegoś alternatywnego mogą być mylące, zachęcałbym wszystkich do dołączenia do kampanii informacyjnej, która właśnie trwa, do namawiania do wypełnienia oficjalnego kwestionariusza, po to, aby dane były prawdziwe, dobrze chronione i zbierane zgodnie z prawem. Nie wiemy, w jaki sposób ZPL planuje przeprowadzić ankietę lub spis ludności, nie wiemy o co zamierzają zapytać ”- powiedziała Barbara Charyton z Europejskiej Fundacji Praw Człowieka portalowi LRT.

Andrzej Pukszto podsumowując alternatywny spis Polaków zauważył, że cała ta sytuacja ośmiesza litewskich Polaków w oczach społeczeństwa, pokazuje ich w ujemnym świetle. ”Oni tworzą równoległy świat. I pokazują, że wciąż nie ufają państwu litewskiemu, a jeszcze niedawno współrządzili nim” – podsumował A. Pukszto

PODCASTY I GALERIE