• Litwa
  • 16 marca, 2021 14:27

„Ostatnia wieczerza” – branża turystyczno-zdrowotna prosi o pomoc

Przedstawiciele hoteli, restauracji, firm turystycznych i sportowych, których szczególnie dotknęły ograniczenia kwarantanny, zebrali się we wtorek na „ostatniej wieczerzy” - akcji protestacyjnej, aby pokazać, że bez wsparcia państwa nie mają szans na przeżycie.

BNS
„Ostatnia wieczerza” – branża turystyczno-zdrowotna prosi o pomoc

Fot. BNS/Žygimantas Gedvila


Protesty zorganizowano w Wilnie, Kownie i Kłajpedzie – na głównych placach miasta ustawiono kawiarniane stoliki przykryte czarnymi obrusami, posłane hotelowe łóżka, a obok nich stawiono wieńce pogrzebowe i znicze. Na placu Kudirki w Wilnie, w pobliżu siedziby rządu zebrało się sto osób.

Przedstawiciele branży turystycznej pojawili się z walizkami z napisami „Turystyka umiera”, „Dlaczego rząd nie słyszy turystyki?”, „Testy: konieczność, a nie zysk”, a przedstawiciele branży sportowej przynieśli sprzęt do ćwiczeń i inny sprzęt sportowy.

Evalda Šiškauskienė, prezes Litewskiego Stowarzyszenia Hoteli i Restauracji, która wzięła udział w akcji na placu Kudirki w Wilnie, mówiła, że protestujący chcą zmiany zasad wsparcia – zniesienia sufitu 100 tys. euro dla dotacji, a także wsparcia dla osób powracających do pracy, zwrotu czynszu restauracjom, a hotelom – zwrotu kosztów opłat komunalnych i wydatków na przestoje.

„Już 9 tys. osób w naszej branży jest bezrobotnych, widzimy, że to dopiero początek. Wielka szkoda, bo to branża najbardziej wrażliwa społecznie – kobiety powyżej 60. roku życia, młodzież, studenci i zawody niewymagające specjalnego wykształcenia. Co teraz będą robić ci wszyscy ludzie i dlaczego upadają małe firmy, jest dla nas niezrozumiałe” – powiedziała we wtorek dziennikarzom Šiškauskienė.

Ministerstwo Gospodarki i Innowacji informuje, że jedna piąta całego wsparcia trafia do sektora hotelarsko-gastronomicznego – tylko w tym roku prawie 8 mln euro trafiło do firm z tego sektora.

Šiškauskienė twierdzi jednak, że wsparcie otrzymali touroperatorzy, którzy przywracali turystów na Litwę, a także musieli zwracać pieniądze klientom za niewykorzystane wycieczki.

„Taka jest rzeczywistość. Wszyscy chcą na nas przepisać wszystkie przestoje, ale to pomoc dla ludzi, a nie dla biznesu” – powiedziała.

Šiškauskienė podała, że straty sektora hotelarsko-restauracyjnego wynoszą 0,8 mln euro dziennie, a cały sektor stracił już łącznie 304 milionów euro, płacąc do tego jeszcze 179 mln euro państwu w podatkach.

„Kiedy nie możesz pracować przez rok lub po prostu pracujesz z dużymi przerwami, mówimy już tylko o przetrwaniu. Trudno mówić o stratach, bo te jeszcze jakoś można zrekompensować, a teraz restauracje nie miały dochodu przez rok, z krótką przerwą latem. Hotele teoretycznie są otwarte, ale praktycznie niewiele to daje bo wszystkie wjazdy do miast są zamknięte, więc dochody są praktycznie zerowe”- powiedział BNS Matjošaitis, szef sieci „Amberton Hotel Group“, który protestował w Kłajpedzie.

„Naszym celem jest zwrócenie uwagi państwa na nas jako na branżę, która tworzy wiele miejsc pracy, a nie wrzucanie nas do wspólnego kotła ze wszystkimi. Jest to dla nas trudne i chcemy po prostu porozmawiać o sobie” – dodał.

Szef sieci hoteli powiedział, że jego firma otrzymywała dotacje tylko dla pracowników podczas pandemii.

„Głównym naszym oczekiwaniem jest zwrócenie uwagi rządu na fakt, że dotychczasowe wsparcie turystyki jest niewystarczające. Minął rok, a my stoimy. To, co jest teraz oferowane, to za mało” – powiedział Rytis Gaižiūnas, szef biura podróży RA.

PODCASTY I GALERIE