• Litwa
  • 6 lutego, 2014 14:44

Bułatow: Prosiłem, żeby mnie zabili

"W pewnym momencie nie mogłem już znieść tortur i prosiłem, żeby mnie zabili" - powiedział dzisiaj podczas konferencji prasowej Dmytro Bułatow, jeden z liderów Automajdanu, przechodzący obecnie leczenie w Wilnie. Mężczyzna podejrzewa, że w jego porwanie i kilkudniowe torturowanie zaangażowany był rosyjski Specnaz.

Małgorzata Kozicz
Bułatow: Prosiłem, żeby mnie zabili

Fot. Małgorzata Kozicz

„Dziękuję tym wszystkim ludziom, dzięki którym trafiłem na leczenie do Wilna. Chciałbym opowiedzieć o tym, co się wydarzyło” – czwartkowe spotkanie z dziennikarzami rozpoczął Dmytro Bułatow. Podczas trwającej blisko dwie godziny konferencji szczegółowo opowiedział o tym, co go spotkało w końcu stycznia, kiedy przez osiem dni był uważany za zaginionego.

„22 stycznia załatwiałem sprawy w Kijowie. Otrzymałem informację, że władza chce zablokować moje konta bankowe, chciałem więc wyjąć gotówkę z bankomatu. Czekałem na taksówkę, przechadzając się wzdłuż ulicy. W pewnym momencie nieopodal zobaczyłem grupę dziesięciu mężczyzn, którzy wyglądali jak tituszki. W momencie gdy odwróciłem się, otrzymałem cios w tył głowy, zarzucono mi worek na głowę i wsadzono do samochodu. Około godziny jechaliśmy w nieznanym kierunku” – opowiadał Bułatow.

Po przybyciu na miejsce mężczyźnie założono okulary pływackie wyłożone wewnątrz watą i zakazano ich zdejmowania pod groźbą pobicia. Został umieszczony w małym pokoju, w którym znajdowało się łóżko i wiadro do załatwiania naturalnych potrzeb. Codziennie przychodziło do niego dwóch mężczyzn, którzy urządzali przesłuchanie.

„Bito mnie krótko, bardzo boleśnie i bardzo mocno. Z tego powodu miałem wrażenie, że biją zawodowcy. Codziennie bili mnie w głowę i poddawali torturom” – mówił Ukrainiec.

„Kazali powiedzieć, że jestem amerykańskim szpiegiem”

„Pytali przede wszystkim o to, kto daje pieniądze Automajdanowi, ile pieniędzy daje ambasador Ameryki, czyje rozkazy wykonujemy, ile pieniędzy dajemy ludziom. Oskarżali mnie, że jestem szpiegiem Stanów Zjednoczonych, mówili, że ambasador Ameryki dał mi dużą sumę pieniędzy i chcieli się dowiedzieć, gdzie schowałem te pieniądze. Wszystko nagrywali na kamerę”.

Jak relacjonował Bułatow, pierwszego dnia porywacze włożyli mu do ust kawałek materiału i lali wodę, aż zaczął się krztusić. Innego dnia skuli mu ręce z tyłu, położyli na ziemi i bili kijami po głowie. „Miałem wrażenie, że mózg miesza mi się z kośćmi, że na twarz ktoś wylewa mi gorący roztopiony metal. Jedyne, czego chciałem, żeby to się jak najszybciej skończyło. W moim dotychczasowym życiu nie przeżyłem nic równie strasznego”.

„Po tej torturze zacząłem im mówić to, co chcieli usłyszeć. Powiedziałem, że otrzymałem od ambasadora Ameryki 50 tys. dolarów, za które kupowałem paliwo i kamery dla Automajdanu. Zacząłem mówić nieprawdę tylko po to, żeby mnie tak nie męczono” – opowiadał Bułatow.

Tortury były jednak kontynuowane. Kolejnego dnia oprawcy powiedzieli Bułatowowi, że odetną mu ucho.
„Zaczęli ciąć, ból był tak ogromny, że nie czułem, jaką część ucha odcinają. Odciętym kawałkiem ucha przesunęli mi po czole i to było przerażające” – wspominał Bułatow.

Mężczyzna opowiedział, że dni odliczał według tego, jak często przynoszono mu jedzenie. Codziennie otrzymywał kawałek szynki, sera i wodę, która, jak mówi, śmierdziała kanalizacją. „W pomieszczeniu, w którym mnie trzymano, również unosił się zapach zbutwiałych szmat. Domyślałem się, że jestem w jakiejś kotłowni” – mówił Bułatow.

Jedną z ostatnich tortur, których doświadczył, było przybicie rąk do drzwi.

„Powiedzieli mi, że będą przybijać tak, by nie uszkodzić ścięgien. Kazali mi klęknąć, wyciągnąć ręce do przodu, po czym je przybili. Następnie zaczęli mnie bić po plecach, po nogach. Nie mogłem już wytrzymać, zacząłem prosić, żeby mnie zabili”.

„Nie chcieli mnie wpuścić do domu”

Przybity do drzwi Bułatow spędził jakiś czas, który, jak to określił „wydał mu się wiecznością”. W końcu porywacze uwolnili mu ręce, założyli worek na głowę i wsadzili do samochodu. Po około godzinie jazdy wyrzucili na skraju lasu przy podkijowskiej wsi Wiszenki.

Mężczyzna zaczął szukać pomocy we wsi, ludzie jednak bali się wpuścić go do domu. W końcu spotkał osoby, które zgodziły się zadzwonić pod wskazane przez Bułatowa numery.

„Za drugim razem udało im się dodzwonić do mojego przyjaciela i powiedzieć, że stoi przy nich Dima Bułatow. Początkowo przyjaciel nie uwierzył, powiedział im: dzwońcie na milicję. Poprosiłem, żeby zadzwonili jeszcze raz. Nie dali mi telefonu do rąk, bo byłem cały zakrwawiony, wołałem jednak do swojego przyjaciela, że to naprawdę ja. Kolega zadał pytanie, na które tylko ja mogłem znać odpowiedź, i dopiero wtedy uwierzył. Powiedział, że już wysyła po mnie samochód” – opowiadał Bułatow.

Przy 25 stopniowym mrozie w samej bluzie i spodniach narciarskich mężczyzna błąkał się po wsi, zanim spotkał wreszcie kogoś, kto rozpoznał go, zaprosił do domu, pozwolił się ogrzać i nakarmił.

„Ta osoba włączyła telewizor i zobaczyłem wiadomości, że się odnalazłem i że jadą po mnie samochody. Pierwsi weszli do mnie dziennikarze i paru kolegów” – wspominał Bułatow. Został odwieziony do szpitala.

„To byli Rosjanie”

„Chcę podkreślić, że od kilku lat nie piję alkoholu, nigdy nie paliłem papierosów ani nie używałem narkotyków. Uprawiam sport i mam bardzo dobrą kondycję fizyczną. Myślę, że to właśnie dzięki temu udało mi się przeżyć tortury a także nie zamarznąć na 25-stopniowym mrozie” – powiedział Dmytro Bułatow.

Pytany, kogo podejrzewa o porwanie, lider Audomajdanu powiedział, że mogły to być rosyjskie służby specjalne.

„Rozmawiali wyłącznie po rosyjsku z charakterystycznym akcentem. O sprawy Majdanu pytali zawsze w trzeciej osobie – skąd wy macie pieniądze, czyje rozkazy wypełniacie. Poza tym bili w bardzo profesjonalny sposób” – rozważał Bułatow. Podkreślił jednak, że jest to jego osobiste zdanie i nie może nikogo oskarżać.

Obecnie mężczyzna wraca do zdrowia, mimo że wciąż czuje się nie najlepiej. Towarzyszą mu ciągłe bóle i zawroty głowy, nie może czytać, nie potrafi zasnąć bez środków nasennych, prześladują go wizje tortur i bicia. Fizycznie jednak mimo licznych urazów czuje się coraz lepiej.

MSZ Litwy zamówiło obdukcję

Podczas konferencji Bułatow odniósł się także do oskarżeń, który słyszał pod swoim adresem. Pojawiają się np. spekulacje, że mężczyzna wcale nie był porwany, bo po ośmiu dniach nie miał prawie zarostu, czy też nie ma widocznych sińców na twarzy.

„Jeżeli kogoś interesuje specyfika mojego zarostu, zgadzam się na przeprowadzenie eksperymentu. Nie będę się golił przez osiem dni i po tym okresie można będzie sprawdzić, o ile urosła mi broda. Chcę, żeby nie było żadnych wątpliwości. Jestem uczciwy wobec ludzi, wobec narodu Ukrainy który walczy teraz o swoje suwerenne państwo” – mówił Bułatow.

Poinformował, że na jego prośbę MSZ Litwy zamówiło obdukcję i ekspertyzę, do analizy wyników której mają również zostać zaproszeni przedstawiciele Ukrainy i Unii Europejskiej.

PODCASTY I GALERIE