Kultura i Historia
Aleksander Radczenko rojsty.blox.pl

Zero III: Film o Litwie teraźniejszej i przyszłej

Lubię filmy Emilisa Vėlyvisa. „Redirected” jest chyba najlepszą litewską czarną komedią, jaką kiedykolwiek widziałem. A i podobnym zachodnim produkcjom niewiele ustępuje. Emilis Vėlyvis jest często nazywany litewskim Quentinem Tarantino bądź litewskim Guy’em Ritchiem.

Trochę na wyrost, bo z Tarantino łączy go jedynie fakt, że obaj są samoukami, a z Ritchiem – zamiłowanie do kryminalistów, wulgaryzmów i absurdalnego humoru. Mnie Vėlyvis napomina bardziej Władysława Pasikowskiego, który w swoim czasie też sporo od Tarantino zaczerpnął i tworzył w Polsce kino komercyjne, męskie, amerykańskie, a jednocześnie prawdziwie polskie. „Psy” (szczególnie pierwsza część) – to moim zdaniem jeden z najlepszych filmów o Polsce okresu transformacji ustrojowej. Podobnie „Zero” i „Zero II” Emilisa Vėlyvisa – to najlepsze filmy o Litwie początku XXI wieku. Postsowieckiej Litwie prostytutek, skorumpowanych policjantów i sadystycznych gangsterów, która próbuje stać się Zachodem. Gdy więc przed rokiem Vėlyvis ogłosił, iż w ramach „urlopu twórczego” zamierza nakręcić trzecią część tej serii – odliczałem dni do premiery. Szczególnie, że Vėlyvis – to jeden z najlepszych marketingowców w naszym kinie. Umie dawkować informacje, kampanie reklamowe jego filmów są przemyślane do najdrobniejszych szczegółów, doskonale zaplanowane i wzorcowo przeprowadzone. Po obejrzeniu „Zero III” mam mieszane uczucia. Czarny humor, znani z poprzednich filmów aktorzy oraz scenariusz oparty na litewskich aktualiach – to sprawdzony schemat, który Vėlyvis wykorzystuje w każdym swoim filmie. Tym razem jednak jakoś nie jest śmiesznie. To znaczy widz się śmieje i ty razem z nim, ale przez wszystkie 90 minut masz niepokojące wrażenie, że to wcale nie jest – wbrew temu, co twierdzą anonse i plakaty – komedia, tylko nieco przeszarżowane główne wydanie wiadomości na jakimś litewskim kanale telewizyjnym. Oglądając „Zero” i „Zero II” wiedziałem, że opisują świat, który już przemija, że to takie echa lat 90. „Zero III” – to film o Litwie teraźniejszej, a kto wie, czy nie o Litwie przyszłości.

Na cztery dni przed wyborami parlamentarnymi zdjęcia odznaczonej przez prezydent prokuratorki Rimy (w tej roli – Inga Jankauskaitė), zrobione podczas orgii swingersów, trafiają na biurko redaktor naczelnej pewnego kanału telewizyjnego Rudej (Rimantė Valiukaitė), która żąda 50 tysięcy euro za ich niepublikowanie. Przyparta do muru Rima proponuje liderowi opozycji Rzeźnikowi (Andrius Bialobžeskis), który przegrywa w sondażach z urzędującym premierem, skandaliczne materiały obciążające premiera i rząd, w zamian za 100 tysięcy euro łapówki… Streściłem zaledwie pierwszych 5-6 minut najnowszego filmu Emilisa Vėlyvisa, a pozostał 85 wcale nie są gorsze. „Zero III” – to niekończąca się fantasmagoria, kalejdoskop gagów, przemocy, przekleństw, mniej i bardziej błyskotliwych dialogów. Swingersi, homoseksualiści, policjanci, służby specjalne, politycy, celebryci (fake’owi i jak najbardziej prawdziwi (w filmie zagrali m.in. piosenkarz Sel, politolog Raimundas Lopata, dziennikarz Edmundas Jakilaitis i wielu innych)), dziennikarze, Eurowizja, uchodźcy, narkotyki, seks, przemoc, afery, skandale, fantazje i zjawiska, które rzeczywiście wydarzyły się w ostatnich miesiącach, doskonała ścieżka dźwiękowa i dynamiczny montaż – Emilis Vėlyvis wrzuca wszystkie te składniki do jednego kotła w jakichś fantastycznych proporcjach, miesza, gotuje i podaje widzowi końskimi dawkami. Jedyny minus filmu – przewidywalność. Doskonale wiemy co nastąpi za chwilę, nie ma suspensu, nie ma zaskoczenia. Radość i satysfakcję pozostaje więc widzowi czerpać z faktu, iż te wszystkie sztampy demaskują – jak Rewizor Gogola – litewską rzeczywistość. Więc do radości dołącza uczucie deja vu:

Z czego się śmiejecie? z siebie samych się śmiejecie!

Recenzując przed kilkoma dniami film „12 krzeseł” innego demaskatora litewskiej rzeczywistości – Algisa Ramanauskasa, napisałem, że nie jest to w gruncie rzeczy film, tylko taki „kapustnik”. To samo w zasadzie mógłbym napisać o filmie „Zero III”. Oczywiście Vėlyvis – to reżyser i scenarzysta o niebo lepszy niż Ramanauskas. W „Zero III” wszystko – reżyseria, scenariusz, dialogi, montaż, praca operatorska, dźwięk są na poziomie zachodnim. Niech prowincjonalnym, ale zachodnim. Przy nim „12 krzeseł” – to obraz nakręcony przez filmowców z wesela. Poza tym Vėlyvis jako jedyny reżyser na Litwie ma takie budżety, że może sobie pozwolić na kręcenie prawdziwego kina komercyjnego, prawdziwego kina akcji. I to nie zważając na to, że nie bierze z kasy państwowej ani centa. Po prostu widz lubi filmy Vėlyvisa i chętnie je ogląda, więc producenci nie boją się ryzykować wkładając w jego produkcje własną kasę. No albo kasę sponsorów – trzeba przyznać, że tak zwany product placement w tym filmie Vėlyvisa razi jak w żadnym innym. A jednak „Zero III” – to także „kapustnik” czyli takie wywodzące się z tradycji rosyjskiej żartobliwe przedstawienie, w którym aktorzy grają nie dla kasy, a dla przyjemności, a żarty środowiskowe, cięte riposty, improwizacje są ważniejsze od realizmu scenariusza. Nie wróży ten fakt „Zero III” kariery międzynarodowej. Po prostu żarty środowiskowe poza Litwą nikogo nie interesują, a bez nich ten film to tylko kolejna chaotyczna mieszanka czarnej komedii z thrillerem politycznym. Udana, ale nie genialna.

W „Zero III” nie ma pozytywnych bohaterów. Dziennikarze, biznesmeni, politycy i nawet ostatni na Litwie uchodźca są w gruncie rzeczy gotowi zrobić dla kasy wszystko. A poza kasą i władzą, która przecież de facto jest tylko kolejnym sposobem na zarobienie kasy, nie interesuje ich nic. Drwią z obietnic wyborczych i standardów moralnych, górnolotnego makaronu wieszanego na uszy wyborców, widzów i czytelników. Nie ma w tym filmie nikogo, kto wzbudzałby współczucie lub chęć utożsamiania się z nim. To zbliża Velyvisa do Tarantino. A jego film do… dokumentu.

Litewski krytyk filmowy Lukas Liaukis uznał, że najsłabsze w „Zero III” jest zakończenie, gdyż robi wrażenie jakby dodanego na siłę i niczego nie wyjaśnia. Moim zdaniem się myli. Owszem końcówka jest trochę szablonowa, tak jakby Vėlyvisowi kończył się czas lub kasa i postanowił usidlić cały dotychczasowy ekranowy chaos jednym mocnym uderzeniem. Ale moim zdaniem akurat z finałową sceną trafił w samo sedno. Zdiagnozował Litwę AD 2017. I nie jest to diagnoza napawająca optymizmem. Jaka? Spoilerów więcej nie będzie – musicie obejrzeć film, żeby przekonać się na własne oczy, co mam na myśli i zdecydować, czy mam rację…

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!