Zapomnijmy o wyklętych a uczcijmy niezłomnych!

1 marca w rocznicę egzekucji członków tzw. IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, czcimy żołnierzy niezłomnych – tych, którzy po 1944 r. kontynuowali walkę przeciwko sowieckim okupantom. Pierwsze obchody odbyły się 1 marca 2011 r. i tymi obchodami uczczono 60-ą rocznicę zamordowania dowództwa WiN. 1 marca 1951 r. razem z prezesem WiN ppłk. Łukaszem Cieplińskim od strzału w tył głowy zginęło sześciu jego współpracowników – mjr. Adam Łazarowicz, mjr. Mieczysław Kawalec, kpt. Franciszek Błażej, kpt. Józef Rzepka, por. Karol Chmiel, por. Józef Batory.

Tomasz Bożerocki
Zapomnijmy o wyklętych a uczcijmy niezłomnych!

Podziemie antysowieckie
Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” może być uważane za najważniejszą formację antykomunistycznego powojennego podziemia. Nazwa organizacji wskazuje na to, że nie chodziło wyłącznie o walkę zbrojną, lecz też o alternatywną walkę bez przemocy. Była to organizacja społeczno-polityczna, która domagała się realizacji postanowień jałtańskich i
poczdamskich – przeprowadzenia w Polsce wolnych wyborów, w czasie których Polacy sami mogliby zadecydować o ustroju państwa. Bez zewnętrznej „pomocy”.

Upraszczając można powiedzieć, że byłe podziemie akowskie podzieliło się na nurt zakładający działania na rzecz demokratyzacji Polski w powojennej rzeczywistości oraz na podziemie zbrojne – Narodowe Zjednoczenie Wojskowe.

NZW przyjęła postawę dalszej zbrojnej walki licząc na rychły początek Trzeciej wojny światowej. Tym samym to czyni podobną tę organizację do litewskiego zbrojnego podziemia antykomunistycznego. W tym też zasadniczo różniła się od WiN, której liderzy zdawali sobie
sprawę z sytuacji międzynarodowej, ale nie łudzili się wybuchem możliwego konfliktu między blokami Wschodnim i Zachodnim. Oni sobie zdawali sprawę, że w powojennej rzeczywistości ZSRS oraz Stany Zjednoczone Ameryki Północnej nie będą chcieli rozpocząć nowej wojny.
Dlatego liderzy WiN zrobili stawkę na walkę polityczno – społeczną. Liderzy WiN powojenną Polskę widzieli jako wolną, demokratyczną i w gronie państw zachodnich, natomiast radykałowie z NZW widzieli Polskę zamkniętą, etniczną i nacjonalistyczną.

Pierwszy okres aktywnej walki antysowieckiej zamyka się w 1947 r., po „wolnych i demokratycznych” wyborach. Wówczas wielu partyzantów oraz członków konspiracji się załamało. Przyczyną załamania się był brak reakcji Zachodu na jawnie sfałszowane wybory w Polsce. Komuniści przy cichym poparciu Zachodu i z „bratnią” pomocą ZSRS umocnili się i
dalsza walka wyglądała bez sensu. Dla przykładu – ppłk. Antoni Olechnowicz już pod koniec 1946 r., że nastąpił koniec walki, bo przewaga przeciwnika stała się miażdżąca, a zbrojny opór tracił sens wobec milczenia mocarstw zachodnich i utrwalania władzy komunistów. W tamtym czasie nie sposób już było utrzymywać żołnierzy w przekonaniu, że walczą w imieniu polskiego rządu na obczyźnie (bo nikt już go nie uznawał) i że są forpocztą polskich wojsk w nadchodzącej wojnie (bo na wojnę nikt już nie liczył). Wówczas ponad 70 tys. ludzi ujawnia się korzystając z ogłoszonej przez nowe władze amnestii. Po dekonspiracji w podziemiu zostało zaledwie kilka tysięcy partyzantów i kilkanaście tysięcy w strukturach konspiracyjnych. Ludzie ci byli systematycznie eliminowani w latach 1948 – 1949. W latach 1952 – 1956 zlikwidowano ostatnie oddziały partyzanckie oraz grupy konspiracyjne. Dopiero śmierć Józefa Franczaka „Lalka”, początkowo żołnierza AK, później WiN z Okręgu Lubelskiego, w roku 1963 symbolicznie kończy etap zbrojnej konspiracji w Polsce. Jednak dla wielu, którym udało się otrzymać nowe dokumenty na fałszywe nazwiska, udało się przetrwać do 1989 r., chociaż byli ciągle poszukiwani przez bezpiekę.

Podziemie antykomunistyczne było elementem charakterystycznym dla całego regionu Europy Wschodniej i jego skala była naprawdę duża, szczególnie w pierwszych latach powojennych. Dla przykładu na Litwie w okresie od 1944 do 1953 r. było ok. 50 tys. partyzantów antykomunistycznego podziemia (ostatni partyzanta Antanas Kraujelis „Siaubūnas” popełnił samobójstwo w czasie walki z sowietami 17 marca 1965 r.) oraz ok. 50 tys. członków konspiracji. Chociaż Litwini do aktywnej walki przystąpili dopiero w połowie 1944 r., jednak nie zapomnijmy o tym, że na Litwie wówczas mieszkało ok. 2,6 mln mieszkańców, a w Polsce 22
mln. Antysowieckie zbrojne podziemie działało też na Łotwie oraz w Estonii. W 1978 r. zginął ostatni partyzanta w Estonii – August Sabe. Osaczony przez agentów KGB, zanurzył się pod wodę i utonął złapawszy się za zatopione drzewo.

Żołnierze wyklęci czy żołnierze niezłomni?
Uczestnicy ruchu partyzanckiego określani są jako żołnierze wyklęci, żołnierze drugiej konspiracji czy jako żołnierze niezłomni. Propaganda PRL oraz sowiecka określała żołnierzy podziemia niepodległościowego jako bandy reakcyjnego podziemia albo po prostu jako bandytów. Określenie „żołnierze wyklęci” zostało użyte publicznie pierwszy raz prawdopodobnie dopiero w 1993 r. w tytule wystawy „Żołnierze Wyklęci antykomunistyczne
podziemie zbrojne po 1944 r.”, zorganizowaną przez Ligę Republikańską na Uniwersytecie Warszawskim. Nazwa wystawa była bezpośrednim odwołaniem się do listu otrzymanego przez wdowę po jednym z żołnierzy podziemia, w którym, zawiadamiając o wykonaniu wyroku śmierci na jej mężu, przedstawiciel władz PRL napisał: „wieczna hańba i nienawiść naszych żołnierzy i oficerów towarzyszy mu i poza grób. Każdy, kto czuje w sobie polską krew, przeklina go – niech więc wyrzeknie się go własna jego żona i dziecko”. Tak więc termin „żołnierz wyklęty” faktycznie został ukuty przez komunistów. Jednak termin nie oddaje istoty walki antykomunistycznego podziemia.

Musimy pamiętać, że przesłanie żołnierzy niezłomnych była walka z okupantem. Europa Wschodnia już ponad 30 lat jest wolna od bolszewizmu (chociaż duch komunizmu, gdzieś tam jeszcze „badzia się”). Żołnierzy antykomunistycznego podziemia są dzisiaj symbolem przeciwstawieniu się okupantom, kiedy już nie było żadnej nadziei na rychłe zmiany. Dlatego
właściwy jest termin – żołnierze niezłomni. Takimi właśnie byli rtm. Witold Pilecki, mjr. Zygmund Szendzielarz i inne sztandarowe postacie ruchu.

Niestety trzeba z żalem stwierdzić i o tym też musimy pamiętać, że wśród nich znalazło się takich, którzy sztandar walki z okupantem wykorzystali w swoich prywatnych celach. Można tu przywołać postać Romualda Rajsa „Burego”, legendarnego dowódcy kompanii szturmowej wileńskiej III. Brygady AK Szczerbca. Na przełomie stycznia i lutego 1946 „Bury”, stojący na czele oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej NZW, dokonał serii zbrodni na ludności białoruskiej w Zaleszanach (16 zabitych), Wólce Wygonowskiej (2 zabitych), Puchałach Starych (30 zabitych) oraz Zaniach i Szpakach (31 zabitych). Niektóre z nich IPN określił jako ludobójstwo.

Podsumowanie
Jednak to nie zmniejsza wartości całości antykomunistycznego podziemia, chociaż z żalem muszę stwierdzić, że wciąż nie umiemy oceniać tego ruchu bez emocji. Tu właśnie i tkwi istota manipulacji pamięcią ruchu antykomunistycznego podziemia jak w Polsce tak i na Litwie.
Pamięć jest wykorzystywana przez polityków budujących narracje polityczne w oparciu o pamięć o antykomunistycznym podziemiu. Pamięć ta jest trudna, wielostronna i jej nieostrożne, nieuzasadnione wykorzystywanie może budować nowe barykady. Musimy liczyć się z tym, że dla niektórych pamięć o zbrojnym podziemiu antykomunistycznym może wiązać się z osobistymi tragicznymi przeżyciami. Tym ludziom, którym sowiecka propaganda stworzyła i wpoiła narrację o leśnych bandytach, tym którzy mają podstawy we własnym przeżyciu i im nie
da się wytłumaczyć, że dla nich krzywdę zrobili nie partyzanci a tylko zwykli bandyci, którzy wówczas wykorzystali istniejącą koniunkturę. O żołnierzach powojennego podziemia antykomunistycznego musimy mówić jako o niezłomnych. Tych, którzy wierzyli, że walczą o słuszną sprawę, chociaż i cały świat stanął do nich plecami.

Ppłk. Ł. Ciepliński w jednym z ostatnich grypsów do swej żony napisał: „Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jednak wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość – a człowiek pohańbioną godność ludzką – odzyska”. Prawda oraz Chrystus zwyciężają, a żołnierze wyklęci przez komunistów, dzisiaj już są uznawani za niezłomnych i wracają do świadomości Polaków, do naszej świadomości. Stwierdzę za Tadeuszem Płużańskim: „Plan wasali Moskwy, aby zatrzeć po nich wszelkie ślady, wymazać ich z historii, nie powiódł się. Nasi żołnierze przetrwali, bo byli Niezłomni”.

PODCASTY I GALERIE