Kultura i Historia
Dorota Sokołowska

Wczoraj więzienie, dzisiaj muzeum – tam, gdzie się czuje i rozumie historię

Jeszcze przed kilkoma miesiącami - w sierpniu bieżącego roku - areszt przy Kościuszkowskiej nr. 1 był czynny, dziś zaś zamienił się w unikalne na skalę miasta miejsce. Muzeum w celach więziennych, opowiadające nie tyle o historii tego miejsca, ile o przeżyciach i losie tych, którzy w tych ścianach czekali na wyrok bądź na jego wykonanie. Wśród skazańców byli także powstańcy styczniowi.

Budynek, kiedyś należący do zespołu dworskiego, na początku XIX wieku przez władze carskie był przekształcony w więzienie dla politycznych przestępców, czyli tych obywateli Rzeczpospolitej Obojga Narodów, którzy sprzeciwiali się okupacji rosyjskiej. Pomieszczenia zostały wyposażone w niezbędny dla tortur ekwipunek, aby korzystano z niego przez następne dziesiątki lat aż do końca I wojny światowej. W czasach sowieckich profil tego miejsca nieznacznie się zmienił.

Jednak drzwi tego miejsca otwarto dla szerokiej publiczności nie po to, by streszczało swe dzieje – o wiele ważniejsze są personalne historie więźniów, ich codzienność w celi i to, jakie przemyślenia jej towarzyszyły. Czynna obecnie wystawa “Pažadinti: Gedimino kalne rastų sukilėlių istorija” (pol.: “Obudzeni: historia odnalezionych u stóp Góry Giedymina powstańców”), zorganizowana przez Litewskie Muzeum Narodowe, mówi przede wszystkim o walce o wolność i trudnej drodze do niej – i mówi nie tylko słowami, lecz przykładami. Urywki z listów, po raz ostatni pisane przez powstańców do matek, żon i narzeczonych, czytane są dokładnie w tym miejscu, gdzie były napisane. Szczerze mówiąc, tu i tak mocne słowa jeszcze zyskują na sile.

W korytarzach i celach daleka przeszłość łączy się z współczesnością – na ścianach kamer, skąd na szubienicę wyprowadzano Sierakowskiego, widnieją napisy i po litewsku, i po rosyjsku, pozostawione, prawdopodobnie, całkiem niedawno. Swoiste nowoczesne listy, zapomniane, bez adresata. Jeden z takich – “Mama mne strašna”, dwujęzykowa mieszanka, napisana czy to żartem, czy na serio, w pewien sposób łączy epoki i czasy, gdyż w obliczu niebezpieczeństwa czy nawet śmierci czuje się przede wszystkim strach. Pytanie tkwi tylko w tym, czy uda się go przezwyciężyć i godnie spotkać wszystko, co cię czeka.

“Jękną piersi, zaboli serce – jednak nie żal mi umierać za twoją prawdę…” – pisze Jaśko gospodarz spod Wilna, który był pewien, że nie ma szczęścia pod moskiewską pięścią. Zgadzało się z nim około tysiąca powstańców, aresztowanych w latach 1863-1864 i przetrzymywanych na Kościuszkowskiej nr. 1. O ich mękach starano się pamiętać także w czasach sowieckich. Jesienią 1964 roku młodzi artyści Arūnas Tarabilda, Vladas Vildžiūnas, Vincas Kisarauskas, Aloyzas Stasiulevičius i inni zorganizowali wystawę swych prac ku stuleciu powstania, którą szybko zamknięto, jednak przewodniej myśli nie dało się pozbyć tak łatwo – czym dla nas dziś jest wolność? Minęło pół wieku, a to retoryczne pytanie jest wciąż nie tylko aktualne, lecz i aktualnie rażące.

“Żałoba nie ma języka. Słyszę ludzi, milczących po polsku, białorusku, ukraińsku, litewsku”. Debaty się toczą, – i w różnych językach, i o różnych językach – tabliczki potrzebują dwujęzyczności, a nazwiska podwójności, jednak jest to tylko powierzchnia. Być może zbyt zaakcentowana, być może całkiem niemałoważna, ale nadal powłoka. To, co istotne, rozumiane jest poza granicami języka, a nawet kultury. Cierpienie i śmierć składają się na ogólnoludzki ból, a odwaga i walka o wolność – na ogólnoludzki ideał. Los tych, co polegli za waszą i naszą wolność, jest nadludzki i nieskończony – w miejscu, gdzie się dokonywał, niewątpliwie nie tyle da się to zrozumieć, co poczuć.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!