Titanic. 109. rocznica zatonięcia

Na pokładzie, nazwanego niezatapialnym, statku było około 2200 osób - pasażerów i załogi. Zginęło 1500 osób i choć nie była to największa katastrofa na morzu, media wykreowały ją na najbardziej znaną. Ostatnio ujawnione fakty rzucają nowe światło na tragedię statku.

zw.lt
Titanic. 109. rocznica zatonięcia

W nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku, podczas swojego dziewiczego rejsu na trasie Southampton-Cherbourg-Queenstown-Nowy Jork, RMS Titanic zderzył się z górą lodową i zatonął.

 – Gdy w 1911 roku Titanic majestatycznie spływał z pochylni  prasa całego świata okrzyknęła go, słusznie, mianem największego i najwspanialszego statku pasażerskiego świata i, tym razem już na kredyt, przypisała mu opinię niezatapialnego i całkowicie bezpiecznego – mówił o Titanicu dr Janusz Osica w audycji „Kronika dwóch tysiącleci”. – To miał być najświetniejszy klejnot brytyjskiej floty pasażerskiej.

Miał być, bo niestety, jego historia skończyła się tragicznie. W swój dziewiczy rejs z ponad 2 tysiącami osób na pokładzie wypłynął 10 kwietnia 1912 roku.

Titanic był bardzo szybkim, jak na tamte czasy, statkiem, bo płynął z prędkością maksymalną 22 węzłów, czyli ok. 40 km/h. Został zaprojektowany w taki sposób, aby pobić rekord przepłynięcia Atlantyku i zdobyć Błękitną Wstęgę. Dowodził nim bardzo doświadczony kapitan Edward John Smith. Miało być to jego pożegnalny rejs w służbie u tego armatora. Dla Titanica wybrano trasę grożącą zderzeniem z górami lodowymi. Ufano jednak, że tak nowoczesny statek bez problemu zmierzy się z takimi niebezpieczeństwami.

Titanica dzielił od portu w Nowym Jorku jeden dzień podróży. 14 kwietnia o godzinie 23.40 statek zderzył się z górą lodową. Ta wyrwała w jego kadłubie otwór ok. 90 metrów. Przez 2,5 godziny Titanic tonął. Podczas akcji ewakuacyjnej okazało się, że miejsc w szalupach ratunkowych wystarczyło tylko dla połowy przebywających na statku pasażerów.

– Jeżeli nie możecie Panowie dać więcej łodzi ratunkowych to sprzedawajcie mniej biletów. Nie topcie ludzi w najpiękniejszą noc, jaka mogła zdarzyć się na Atlantyku. Choćby nawet mieli oni tonąć z muzyką, którą im Panowie zapewniacie – napisał poruszony katastrofą  Joseph Conrad pod adresem armatorów.

Marynarz pełniący służbę na bocianim gnieździe nie miał lornetki. Górę lodową, która stała się bezpośrednią przyczyną tragedii zobaczył z odległości 400 metrów, kiedy na manewr tak dużym i tak rozpędzonym statkiem było już za późno. – Trudno się spierać, czy rzeczywiście lornetka ta by pomogła, bo z jednej strony przybliża ona obiekty, ale zawęża też pole widzenia – mówił dziennikarz Andrzej Fodorowicz w audycji „Lato z Radiem” z 2013 roku.

Co ciekawe, w dniu katastrofy do załogi dotarła depesza ze statku „America” o dużym polu lodowym na trasie Titanica. Nie przekazano jej jednak na mostek kapitański.

Wiemy, że gdyby Titanic zderzył się z górą lodową czołowo, prawdopodobnie by nie zatonął – podkreślał Andrzej Fodorowicz. – Był tak skonstruowany, że mógł mieć zalane cztery grodzie wodoszczelne, żeby utrzymać się na wodzie.

Kiedy zauważono górę lodową, kierujący statkiem William Murdoch dokonał nagłego skrętu. Titanic otarł się o górę prawą burtą na tyle delikatnie (jak na ten kaliber statku), że pasażerowie nawet nie poczuli wstrząsów. W tym momencie dały o sobie znać jednak błędy konstrukcyjne, a przede wszystkim słaba jakość materiałów z jakich był wykonany statek. Zderzenie z górą lodową spowodowało zalanie sześciu grodzi. Titanic nie miał szans.

Legenda Titanica

Tragiczna historia Titanica stała się inspiracją dla autorów książek i filmów. Najsłynniejszy okazał się film w reżyserii Jamesa Camerona z 1997 roku, przyniósł producentom ponad miliard dolarów dochodu oraz został nagrodzony 11 Oscarami.

Do wraku Titanica badacze dotarli w 1985 roku. Spoczywa on w okolicach Nowej Fundlandii na głębokości 4 tysięcy metrów. Przedmioty (około 5 tys.), które wydobyto z wraku i zebrano z dna wokół niego, zlicytowano za duże sumy na aukcjach.

Polski ksiądz na Titanicu

Wśród pasażerów Titanica był polski ksiądz, Józef Montwiłł. Podróżujący drugą klasą duchowny oddał swoje miejsce w szalupie ratunkowej innemu pasażerowi. Zginął razem z 1495 innymi ofiarami, do ostatniej chwili pełniąc posługę duszpasterską.

W chwili śmierci na Titaniku ks. Józef Montwiłł miał 27 lat. Cztery lata wcześniej skończył seminarium duchowne w Sejnach, na Suwalszczyźnie. Do Ameryki uciekał w obawie przed karą, jaka miała go spotkać ze strony rosyjskich zaborców, za działalność na rzecz litewskich katolików.

Młody ksiądz pracując w Sejnach, miał ochrzcić litewskie dziecko i wysłuchać spowiedzi jego rodziców. W czasach zaboru rosyjskiego było to przestępstwem, bowiem rosyjska polityka zakładała masowe “nawracanie” litewskich katolików na prawosławie. Został uznany za wroga polityki prowadzonej przez imperium carskie. Karą miało być pozbawienie święceń i usunięcie ze stanowiska wikariusza.

By ochronić młodego księdza, został przesunięty z parafii w Sejnach do Lubowa (obecnie Liubavas na Litwie). I tam młody wikariusz pozostał niepokorny. Uczył dzieci katechizmu i modlitw po litewsku. Był współzałożycielem towarzystwa odnowienia narodowego Litwy. Ta działalność Montwiłła nie podobała się carskim władzom. Duchowny był śledzony, dlatego podjął decyzję o ucieczce do Stanów Zjednoczonych.

Na podst. turystyka.wp.pl/ polskieradio24.pl

PODCASTY I GALERIE