Sisters on Wire: Robimy to, co kochamy i w co szczerze wierzymy

W końcu stycznia ukazała się EPka zespołu Sisters on Wire. Na mini albumie znajdziemy 4 utwory i remiks piosenki ,,Parallel World", który jest często emitowany na antenie Radia ‘’Znad Wilii’’. O powstaniu EPki, swoich dalszych planach twórczych i pierwszych koncertach opowiadają Oleg Jerochin i Filip Gusew.

Krystyna Juckiewicz
Sisters on Wire:  Robimy to, co kochamy i w co szczerze wierzymy

Fot. Sisters On Wire

Gratulacje panowie! Wydać EPkę, to już wydarzenie, które w jakiś tam sposób zmieściło w sobie trochę waszych marzeń, realizację tego, co chodziło wam po głowie już od jakiegoś czasu. Grafika okładki o tym mówi, prawda?

Filip: Myślę, że grafika okładki jest raczej nieświadomym procesem. Wygląda dobrze, rzuca się w oczy, ale nie ukrywa wielkich filozoficznych znaczeń i metafor. Najważniejsze, że nam się podoba i pasuje do muzyki, którą tworzymy. To wszystko, tak zwany goog feeling.

,,Take my hand”, to utwór o miłości i życiu

Nowością jest piosenka ,,Take my hand”. Co kryje się pod tym tytułem?

Oleg: ,,Take my hand”, to utwór o miłości i życiu. Ludzie, których spotykamy na swojej drodze, chcemy tego, czy nie, zmieniają nas. Codziennie stajemy się kimś innym. Dlatego jak zauważyłem, że pewna osoba staje się dla mnie bardzo bliska, zrozumiałem, że od tego momentu, będzie już częścią mnie. Jakby mówiła: take my hand, cause i becoming part of you – weź moją dłoń, bo ja będę częścią ciebie.

Widziałam, że niektórzy określają was jako S.O.W, chyba jednak nie tolerujecie takiej nazwy?

Filip: Jestem bardzo tolerancyjny, co mogę powiedzieć – zdarza się, ale mam nadzieję, że to się nie będzie powtarzać. Takie pomyłki już spotykaliśmy w innych stacjach radiowych.

Nie wiem, czy to tylko moje takie skojarzenia czy rzeczywiście próbujecie wydostać się stopniowo z rockowego brzmienia, czy to doświadczenie Podpowiada wam coś, że słuchacza bardziej zadowala lżejsze podejście do rocka? Czy chodzi o coś innego? Zdradźcie nam tajemnicę swojej kreatywności?

Oleg: Nie ma żadnych tajemnic, jeżeli chodzi o kreatywność. Nie wiem jak to działa indziej. Słyszę melodie, jak myśli, jak fantazję. Później to wiążę się ze słowami. W tej chwili, najważniejsze jest, by gdzieś to nagrać, bo już za chwilę może uciec. To już jest początek nowej piosenki. Dalej proces wygląda, jak budowa domu – styl, instrumenty. Budujesz fundament, aranżację, szukasz partii i dźwięku dla instrumentów. Dalej struktura piosenki. W taki sposób – cegiełka po cegiełce – budujesz nową piosenkę. Napomina to jakbyś jechał nocą samochodem. Widzisz, co się dzieje co 20, 50, 100 metrów. Tylko, że tutaj masz wizję, jak w końcu to ma dźwięczeć, jakbyś patrzył na mapę i po trochę zbliżasz się do celu. W końcu z myśli w głowie, masz nagranie. Najważniejsze zacząć tę drogę i ją skończyć. Moim zdaniem, tysiące ludzi słyszy melodie, może napisać muzykę, ale o wiele trudniej przełożyć myśli na nagranie.

 Tworzymy przede wszystkim taką muzykę, która musi się nam podobać

Filip: Tworzymy przede wszystkim taką muzykę, która musi się nam podobać, wtedy są wkomponowane prawdziwe, szczere emocje. Inaczej byłoby to kłamstwem. Wybraliśmy muzykę z prawdziwego zdarzenia, opartą na prawdziwości. Robimy to, co kochamy i w co szczerze wierzymy.

A myśleliście już o tym, jak chcecie urozmaicić brzmienie Sisters on Wire w przyszłości?

Filip: Pracujemy nad lepszym dźwiękiem, brzmieniem i miksowaniem. Liczę na nieustanny progres. Chcemy też do gitarowych brzmień dodawać inne instrumenty, by tworzyć bardziej epicką muzykę. To nasza uzgodniona miedzy sobą droga do postępu.

Były takie jakieś wyjątkowe historie w waszym życiu, które was zainspirowały do odnalezienia się w tej, a nie innej charakteryzacji?

Oleg: Od dzieciństwa wszystko mówiło o tym, że życie będzie związane z muzyką. Na przykład, byłem mały, na tyle mały, że nawet tego nie pamiętam, opowiadała mi mama, że mieliśmy sąsiadkę, do której często chodziliśmy na herbatę i pierożki. Wstawałem na krzesło i śpiewałem piosenki. Tak to lubiła, że po pierwszej nucie, otrzymywałem cukierki do kieszeni. Później w młodszych klasach, często jadąc do szkoły, w trolejbusie zawsze sobie coś śpiewałem. Chodziłem z siostrą do jednej klasy i razem jechaliśmy do szkoły. Bywało tak, że o czymś się zamyśle i zaczynam śpiewać, zaraz czuję jak Marynka uderza mnie w bok mówiąc: ,,Ej ciszej – krzyczysz na cały trolejbus”, a ludzie wokół się uśmiechają. Później zacząłem grać na gitarze i od razu zrozumiałem, czego chcę w życiu. Pamiętam, jak tylko zaczynałem grać z artystami, miałem swój pierwszy koncert w telewizji. Był to koncert na z okazji św. Jana, który nadawała telewizja. Powiedziałem mamie, żeby oglądała, nie mówiąc jej o tym, że tam będę. Pamiętam, jak wróciłem do domu i zobaczyłem, że ma łzy w oczach, tak mocno była ze mnie dumna. Miałem dopiero 17 lat. Później wyjechałem z koncertem do Chicago. To był mój pierwszy lot samolotem. Czekając na wylot, byłem w siódmym niebie, już wtedy cieszyłem się, że jestem muzykiem.

Sens tych historii jest w tym, że to wszystko było łatwe i naturalne, wyglądało, że sam Bóg z góry chce, abym zaczął muzykować.

Filip: Całe moje dzieciństwo było związane z muzyką. Ojciec był melomanem i ja od maleństwa wychowywałem się na rocku, soulu, jazzie, muzyce lat 70-ch i klasycznej. Wszystko się właśnie od tego zaczęło. A jak usłyszałem po raz pierwszy piosenkę Deep Purple ,Speed King” z mocnym gitarowym intro na początku – wyrzuciłem wszystkie kasety Ace of Base i Haddaway – wtedy były modne – i stwierdziłem, że chcę tak grać i że elektryczna gitara, to mój instrument.

Czy łatwo dążyć do celu? Pytam o te muzyczne. Były jakieś trudne momenty podczas pracy w studio, przy wydaniu EPki?

Filip: Zawsze są trudne momenty. W kontekście naszej współpracy ważne jest słuchać jeden drugiego i słyszeć, normalnie reagować na krytykę, stawiać cele i do nich dążyć. Do wyższych celów jeszcze długa droga, ale jesteśmy pozytywnie nastawieni i pracujemy nad tym.

Zawsze jest trudno dążyć do celu

Oleg: Zawsze jest trudno dążyć do celu. Codziennie robisz ku niemu mały krok. Nawet bardzo malutki, ale masz go zrobić. Czasami muza wychodzi, a niekiedy przez cały tydzień nie idzie. Bywa, że musisz zaczynać od nowa. Na przykład, zrobiłeś piosenkę i w końcu rozumiesz, że to nie jest to, jak sobie wyobrażałeś na początku i emocje, które miały trafiać od danego kawałka, nie są obiecujące. Po kilku tygodniach pracy klikasz delete i zaczynasz od nowa. A wyobraź sobie, że powtarzasz to 4 razy – tak mieliśmy z,, Parallel world” – w końcu się wydaje, że materiał możesz wyrzucić do kosza i zapomnieć. Znowu zaczynasz i wuallla znajdujesz partie, które wszystko zmieniają, jak ostatnie puzzle dopełniają wszystko, tworząc jedno.
Trudno całkowicie skończyć piosenkę. Możesz mieć setki demo wersji i tylko kilka skończonych utworów. Najważniejsze, nie myśleć o celu końcowym, lecz pamiętać, ze najważniejsza jest sama droga.

Kolejny przystanek to album czy koncerty?

Filip: Najpierw nowy singiel. Chcemy też zrobić wideo do następnej piosenki. Naprawdę jest tego warta. A potem już lato i koncerty. Pracujemy nad programem koncertowym, musimy pokazać, jak nasze utwory brzmią na żywo, poczuć przepływ żywej energii płynącej od słuchaczy. To logiczny etap naszego rozwoju.

Oleg: Plany? Nowy singiel, koncerty, album, nagrania, album, koncerty, album, nagrania i tak do samej starości. A w najbliższych planach oczywiście koncert.

Przypominamy, że premiera najnowszego singla Sisters on Wire na antenie Radia ”Znad Wilii” odbędzie się o godz. 12.40.

PODCASTY I GALERIE