Kultura i Historia
Renata Butkiewicz

Reżyser filmu ,,Piłsudski”: Zbudowaliśmy całą stację w Bezdanach

,Piłsudski" Michała Rosy - na Festiwalu Filmu Polskiego. Warto zwrócić na ten film uwagę, bo Marszałek na Wileńszczyźnie jest postacią ikoniczną, raczej znaną z poręcznika. A twórcy nie budowali legendy, starali się uchwycić Człowieka, który dla najbliższych był po prostu Ziukiem. Poznajemy jego związki z kobietami i rozpacz po tragicznej śmierci ukochanej pasierbicy. Dla wielu widzów będzie to zupełnie nieznana twarz Marszałka.

Renata Butkiewicz: Kiedy zobaczyłam na ekranie napis ,,Bezdany”, wpatrywałam się w te sosny, bo to jest scena w lesie. Dopatrywałam się autentyczności. Ogromna odpowiedzialność spoczywa na barkach reżysera, by przedstawiany na ekranie świat był wiarygodny.

Michał Rosa: Tak, to jest odpowiedzialność i to wymaga sporo pracy. Myśmy, jeżeli chodzi o Bezdany, znaleźliśmy dwie fotografie, które istniały. Potem zostały rozrysowane i odtworzyliśmy Bezdany jeden do jednego. I tak było z wieloma miejscami. Próbowaliśmy przyzwoicie trzymać się miejsc, w których to robimy, by były zgodne z historią. Odpowiedzialność? – Tak. Jak myślę o Wileńszczyźnie, to już jest niezwykła odpowiedzialność.

Może właśnie Marszałek powinien po wileńsku zaciągać? Unikacie raczej tego.

– Zaciąga, ale nie do końca. W takim pomyśle, że im jest starszy, to tym bardziej wchodzi ten akcent. Gdyby on był w całości, to troszkę film byłby przestylizowany. Nieznośny współczesny widz nie lubi takiej zabawy ze słowem, która mu odbiera autentyczność. Po prostu ludzie współcześni mówią inaczej. I nawet jakbyśmy nawet mówili w filmie takim językiem sprzed czterdziestu lat, polskim językiem, słowami, które znaczyły co innego, to by wszystko śmiesznie brzmiało. Język się wyjątkowo szybko starzeje.

Jak trwała praca nad scenariuszem? Dowiadujemy się jak wyglądał tamten świat, jak kobiety przemycały broń w gorsetach… Po jaką lekturę pan sięgnął?

Na początku były jakieś ogólne opracowania. Korzystałem z pomocy Muzeum Piłsudskiego w Sulejówku. Dostałem kserokopie dużej ilości listów, wspomnień różnych osób. Już nie mówię o tych dwunastotomowych dziełach Piłsudskiego… Szukaliśmy bardziej Człowieka, w związku z tym ja dotknąłem wspomnień Szczerbińskiej, przyjaciół Piłsudskiego, różnych kobiet, wszelkich akcji, opisów wydanych przed wojną i po wojnie. Natomiast nie korzystałem z bardzo ogólnych monografii.

© Fot Jaroslaw Sosinski / SF Kadr

Spotkanie z publicznością w Wilnie może sprowokować ciekawą dyskusję, ponieważ dla Litwinów ta postać nadal jest kontrowersyjna i może się wyłonić inne spojrzenie na te historię i mieć inny wydźwięk. Pan przedstawia jeden okres, najmniej znany w życiu Piłsudskiego. I ciągle będziemy czuli niedosyt. To jest postać nietuzinkowa. Nie da się w ciągu godziny czy dwóch opowiedzieć o całym życiu Marszałka.

– Nie da się. Ja już i tak mam poczucie, że za duży okres objąłem swoim spojrzeniem, bo trzeba by było może zrobić serial, to wtedy by się zmieściło wszystko. A tak istotą wyboru jest odrzucanie pewnych rzeczy. Chciałem, żeby to był film, który ma własną dramaturgię, zwartą akcję, a nie opowieść biograficzna. A jeżeli to jest film, to tych scen musi być mniej, ludzi musi być mniej wokół, okres, który obejmujemy musi być krótszy. Dlatego Piłsudski u mnie jest do 1914 roku. Jakbym chciał zrobić troszkę dłużej, to już wchodzi następny okres I Wojny Światowej. To są sprawy przecież wojny polsko-bolszewickiej. Tego było tyle… Potem się już zaczęła mocna wewnętrzna polityka kraju. Temat na osiem filmów…

A jak wyglądało to na planie? Przecież masa ludzi. Akcja w Bezdanach…

– Pracowaliśmy 44 dni. Było kilka spektakularnych scen. Jedna z nich – Bitwa na Placu Grzybowskim w Warszawie. To jest atak żandarmów i Kozaków na polskich manifestantów. To robiliśmy trzy i pół dnia. Jako że tego placu nie ma, robiliśmy chyba w najwyższych i najdłuższych w Polsce green screen’ach, czyli takich zielonych szmatkach. Ich było 360 metrów, od ośmiu do dwunastu metrów wysokości. Otoczyliśmy cały plac i na tym rozegraliśmy wszystkie sceny bitewne, a w to wszystko na końcu zostały włożone fasady kamienic. Teraz to wygląda jakbyśmy byli na prawdziwym placu. Natomiast scenę w Bezdanach zrobiliśmy innym sposobem, czyli zbudowaliśmy całą stację w Bezdanach. Musiało to być blisko miejsca, gdzie jest najstarsza lokomotywa sprzed I Wojny Światowej, cztery wagony z tamtego czasu i malutki wagon pancerny. To wszystko jest w Chabówce i ten skład mógł przejechać maksymalnie 25 kilometrów, więc musieliśmy to zbudować prawie w górach, czego na szczęście nie widać. Natomiast został zbudowany przy torach dworzec kolejowy, położone 60 metrów podestu, który wygląda jak peron. To wszystko zostało zbudowane i po trzech dniach niestety przestało istnieć.

Jeśli chodzi o bardzo ważną decyzję czyli obsadzenie Borysa Szyca w roli Marszałka Piłsudskiego, bo oczywiście każdy będzie miał swoje zdanie na ten temat, dlaczego właśnie on?

– Bo ma charyzmę. Mamy wielu wspaniałych aktorów, ale bardzo niewielu charyzmatycznych. A tutaj uczenie charyzmy do tego typu roli byłoby nieznośne. Więc musiałem znaleźć aktora, który ma charyzmę i dlatego Borys.

Czasami odnosimy wrażenie, że ta postać jest grubą kreską rysowana, a wiemy, że potrafi zagrać subtelnie, jak u Pawła Pawlikowskiego. Ale z drugiej strony przedstawienie tak charyzmatycznej postaci jak Piłsudski w sposób subtelny, na pewno by się nie dało?

– Też tak uważam. Myślę, że to co zrobił Borys, to jest bardzo poważna propozycja. To jest film troszkę gatunkowy, on nie mógł tak cieniutko pleść. Musiało być troszeczkę grubiej, ale nie za wiele.

Film gatunkowy i wciąga od pierwszej minuty. Duże brawa dla pana. Scena w szpitalu psychiatrycznym, gdzie Piłsudski przy pomocy młodego lekarza planuje ucieczkę, trochę w formie trillera trzyma nas w napięciu. A cała historia opowiedziana w sposób nowoczesny.

– Nowoczesny i współczesnymi środkami. Staraliśmy się, żeby to był film, z którego ludzie nie będą wychodzić, a na który będą przychodzić. W związku z tym są to metody trochę kina gatunkowego. Wiedziałem, że nie chcę zrobić biografii, nie chcę zrobić filmu historycznego. Jest to opowieść o człowieku w tamtym czasie, zrobiona z zębem gatunkowym. Taka była idea.

Magdalena Boczarska jako Maria Piłsudska, Fot. Jarosław Sosiński

Kobiety Piłsudskiego. Chociaż są drugoplanowe, ale w tym filmie są bardzo ważnymi postaciami. Maria Piłsudska i Aleksandra Szczerbińska. Magdalena Boczarska i Maria Dębska w tych rolach. Świetnie zagrane.

– Piękne kreacje. Eliza Rycembel jako córka jeszcze. To były bardzo ciekawe kobiety, bo to nie były kury domowe. Cała trójka tych pań to były partnerki. Partnerki, które działały, rewolucjonistki, przewoziły broń. Niektóre z nich z tego kręgu, ale akurat nie te, rzucały bombami. Jednocześnie były opoką, punktem odniesienia dla Piłsudskiego. Dobrze mu było wracać do domu, gdzie ktoś jest, gdzie nie jest sam. Oczywiście ta pierwsza miłość z kobietą, która była nazywana ,,Piękną Panią”, o którą się bił z Dmowskim i wygrał, a potem ożenił się z nią – Marią… to po pewnym czasie rzeczywiście się wypaliło. Pojawiła się Ola Szczerbińska. Obie z charakterkiem.

Charakteryzacja. Jak długo trwało przygotowywanie do roli aktorów?

– Borys przychodził na plan dwie godziny wcześniej i schodził półtorej godziny później. Inne postaci przynajmniej godzinę wcześniej przed zdjęciami. Prawie wszyscy mężczyźni mieli doklejane brody, wąsy, a u Borysa charakteryzacja była wielopłaszczyznowa.

Wybuchy, bomby…

– Od tego są pirotechnicy na planie, żeby to zrobić. Była mocna grupa kaskaderska. W pewnym momencie grupa kaskaderów liczyła ok. 50 osób. Jak wjeżdżają konie na plac pomiędzy ludzi, no to muszą być chronione wszystkie osoby, wszyscy statyści i tam muszą być kaskaderzy w takich sytuacjach.

Spotkanie z reżyserem Michałem Rosą odbędzie się po pokazie filmu „Piłsudski” w piątek

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!