Pukszto: Mówiąc o 100-leciu Sejmu Ustawodawczego, nie zapominajmy o polskiej frakcji

„Dzisiaj na Litwie, na najwyższym poziomie politycznym, jest obchodzony jubileusz stulecia Sejmu Ustawodawczego Republiki Litewskiej. Nikt nie chce przypomnieć, że była tam trzyosobowa Frakcja Polska: ks. kanonik Bronisław Laus, adwokat i ziemianin Adolf Grajewski i z ramienia robotników - Antoni Śnielewski” – zwraca uwagę dr Andrzej Pukszto, kierownik katedry politologii Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.

Ilona Lewandowska
Pukszto: Mówiąc o 100-leciu Sejmu Ustawodawczego, nie zapominajmy o polskiej frakcji

Andrzej Pukszto/Fot. Joanna Bożerodska

Polska frakcja w Sejmie Litwy pojawiła się już 100 lat temu. Już w wyborach do Sejmu Ustawodawczego, jakie odbyły się w maju 1920 r., Polacy wybrali swoich przedstawicieli, którzy mieli przed sobą niełatwe zadanie. Był to czas o wiele bardziej burzliwych polsko-litewskich dyskusji, niż obserwujemy to obecnie, a swój wyraz znajdowały one oczywiście również na sali obrad.

Jak przypomina dr Andrzej Pukszto, wybory zostały przeprowadzone tylko na terenach kontrolowanych przez Litwinów, nie wzięli więc w nich udziału mieszkańcy Wileńszczyzny. – Wiosną 1920 r., wystawiając swoich kandydatów, uczestniczyli w nich jedynie Polacy z tzw. Litwy kowieńskiej. Zebrali prawie 5 proc. głosów, wprowadzając do Sejmu trzech posłów. Oczywiście nie było wówczas progu wyborczego, ale nie było też polskiej partii, a jedynie komitet wyborczy, na działanie którego środki przeznaczyli polscy ziemianie, a kierowany był do szerokich kręgów osób – wyjaśnia politolog.

Polskimi posłami w Sejmie RL zostali: ksiądz Bronisław Laus,  Adolf Grajewski i Antoni Śnielewski. – Najlepiej znany jest pierwszy z polskich posłów, który zmarł w czasie wojny, w 1941 r., a jego grób znajduje się w Kownie.  O adwokacie i ziemianinie Grajewskim i wybranym z ramienia robotników – Antonim Śnielewskim, pozostało nieco mniej informacji, jednak wiadomo, że korzystając z poselskiego immunitetu, bronili oni praw Polaków, także tych uwięzionych w związku ze sprawą Polskiej Organizacji Wojskowej.

Plakaty propagandowe przed wyborami do Sejmu Ustawodawczego w kwietniu 1920 r. Zdj. LCVA.

– Musimy zauważyć, że stosunki polsko-litewskie wewnątrz Republiki Litewskiej, były niezwykle napięte, podobnie zresztą jak i w Wilnie. Ten konflikt był przeogromny, rozgrywał się nie tylko na poziomie politycznym, ale wszystkich obszarów życia. Tak w Wilnie jak i w Kownie dochodziło do rękoczynów, bójek przy kościołach, szkołach, na ulicach. Dziś jest to trudne do wyobrażenia, jak głęboko dotykało to ówczesnych ludzi – wyjaśnia politolog.

Z czasem dochodziły kolejne problemy: bunt Żeligowskiego czy proces przywódców Polskiej Organizacji Wojskowej. – Frakcja nie pracowała przez całą kadencję, już jesienią musiała wstrzymać swoją działalność. Zarówno ze względu na presję moralną (pojawiały się oskarżenia w wyzwiska) jak niebezpieczeństwo fizyczne – w księdza Lausa na sali obrad rzucono krzesłem i ledwie nie rozbito mu głowy…- opowiada Pukszto.

Do końca kadencji Sejmu Ustawodawczego, czyli do 6 października 1922 r., Polacy nie uczestniczyli w obradach. Przedstawiciele polskiej mniejszości wrócili na salę obrad dopiero w pierwszej kadencji, gdy do Sejmu trafiło dwóch z ich kandydatów: ponownie wybrany ks. Bronisław Laus i robotnik Kazimierz Wołkowycki.

Dziś o polskich posłach u początków niepodległej Litwy pamięta niewiele osób. Jak zauważa politolog, na stronie Sejmu RL, w części dotyczącej jego historii Polacy nie są pominięci.  Zabrakło jednak jakiejkolwiek informacji o polskiej frakcji w obchodach 100. rocznicy istnienia litewskiego Sejmu. Dlaczego  warto i niej przypominać?

– Jeśli już mówimy o tradycji naszego Sejmu, warto wspomnieć również polską frakcję, która jest częścią jego historii. Tak samo, jak problemy polskiej mniejszości, które budziły w tym Sejmie ogromne emocje – wyjaśnia Pukszto.

Rozmówca zw.lt zauważa, że nie jest pierwszym, który zwraca uwagę na pomijanie udziału mniejszości narodowych w wyborach 1920 r. Już w kwietniu informował o tym „Przegląd Bałtycki”. 

„Wybory do konstytuanty przeprowadzone w dniach 14-16 kwietnia 1920 r. dawały możliwość głosowania kobietom i mężczyznom, co w Europie wcale nie było oczywiste. Pozwoliły wyłonić Sejm, który uchwali obowiązującą przez kilka lat konstytucję, a także wybrać nowego prezydenta. Na miesiąc przed wyborami zarządzono zakaz sprzedaży alkoholu, by ludzie mogli głosować „na trzeźwo”. Niestety LRT nie wspomina o jednym ważnym aspekcie – w tych wyborach wzięli udział nie tylko Litwini, ale także przedstawiciele mniejszości narodowych zamieszkujących kraj: Polacy, Żydzi i Niemcy” – pisał Tomasz Otocki.

PODCASTY I GALERIE