Prezentacja książki „Obrzędy i tradycje wesela podwileńskiego”: Nie ukrywajmy naszych tradycji

W Domu Kultury Polskiej w Wilnie odbyła się prezentacja książki Janiny Norkūnienė „Obrzędy i tradycje wesela podwileńskiego”. Jest to zbiór historii, pieśni oraz zdjęć przedstawiających życie Wileńszczyzny z okresu ubiegłego stulecia.

Ewelina Knutowicz
Prezentacja książki „Obrzędy i tradycje wesela podwileńskiego”: Nie ukrywajmy naszych tradycji

Fot. Roman Niedźwiecki

„To nie jest taki współczesny album. Tak, ta książka jest pięknie wydana. Ale te zdjęcia mają swoje drugie życie w tej pozycji. Kultura ludowa jest wielkim skarbem, z którego należy czerpać mądrości pokoleń. Nie zakopujmy go w ziemi” – takimi słowami rozpoczęła się prezentacja książki.

Sponsorami wydania publikacji byli m.in. Marcin Zieniewicz – Konsul Ambasady RP na Litwie, Grzegorz Sienkiewicz ze spółki „Nedva”, Władysław Krawczun oraz wspólnota miasteczka Ciechanowiszki.

Według autorki, do powstania „Obrzędów i tradycji wesela podwileńskiego” przyczyniła się praca Norkūnienė. „Minęło 25 lat od czasu, gdy zaczęłam pracować w zespole ludowym w Ciechanowiszkach. Nie miał wtedy żadnego repertuaru oprócz piosenki „Miała baba koguta”. Musiałam sięgnąć po stare piosenki, przypomnieć, co opowiadały i śpiewały babcie i dziadkowie. Część piosenek, które się znalazły się w tej książce, były śpiewane przez moje prababcie” – wyjaśnia autorka. W taki sposób w książce znalazły się wszystkie piosenki, które są teraz wykonywane przez zespół „Cicha Nowinka”.

W swoim czasie Janina organizowała koncerty muzyki ludowej. To również pomogło zdobyć więcej materiałów do publikacji. „W czasie tych występów starsze osoby miały możliwość wyjść na scenę i zaśpiewać. Te osoby bardzo chętnie wyszły na scenę. W końcu, jak mówiła jedna z uczestniczek, pieśń jest jak życie, tylko trzeba się wsłuchać w melodię. Na pierwszym spotkaniu śpiewaków ludowych siedziało ponad 35 osób” – opowiedziała autorka.

Fot. Roman Niedźwiecki

W książce znajdują się m.in. opisy tradycji Nocy świętojańskiej, oględzin, swatostwa czy Zapustów. Szczególnie ważną tradycją kiedyś były oględziny. W nich uczestniczyły dzieci, starsze osoby, swat i muzyk.

„Jeszcze są żywi ludzie, którzy pamiętają piosenki, śpiewane w czasie tych wydarzeń. Dlatego zazwyczaj praca nad książką szła tak: jeździliśmy od wioski do wioski, mąż siedział w samochodzie, bo mnie przywoził, a ja słuchałam śpiewu i ciekawych historii. To była bardzo uciążliwa praca, bo materiał nakładał się jeden na drugi. Ale tych informacji wystarczy jeszcze na wiele takich książek. Uzyskaliśmy ponad 3000 zdjęć i 3000 pieśni ludowych w różnych wariantach, które nagrywaliśmy w rejonach trockim, wileńskim i solecznickim. Część materiałów była nagrywana również na Białorusi” – tłumaczy Norkūnienė.

W książce znałazły się również pieśni Stanisława Moniuszki. „Polacy, jak i Litwini, mają melodie na każde wydarzenie z życia. Stanisław Moniuszko potrafił na tyle pięknie układać melodie, że stały się częścią każdego domu. Taki utwór jak „Prząśniczka” brzmi jak pieśń ludowa” – powiedziała autorka.

Książka była dedykowana mamie, babci i siostrze Janiny Norkūnienė. Według niej, najtrudniejszą sprawą było nagrywanie mamy. „Odpowiadała, że jest to niepotrzebne, że można by było się zająć czymś bardziej pożytecznym. W końcu włączyłam dyktofon potajemnie – rozmawiałam z nią, a ona nie wiedziała, że nagrywam. W taki sposób opowiedziała mi o życiu, o wojnie, którą przeżyła” – wyznaje inicjatorka publikacji.

Fot. Roman Niedźwiecki

Według Norkūnienė, ludowe wileńskie piosenki przetrwały, bo były śpiewane wtedy, kiedy nie można było ich wykonywać, a tworzone wtedy, kiedy nie można było tego robić. „Najczęściej nagrywane przeze mnie osoby opowiadały, że śpiewają, kiedy jest im bardzo dobrze albo bardzo źle. Czasami ludzie płakali śpiewając te piosenki. To dla nich taka część ciała i duszy. Według jednej z osób, które nagrywałam, mądrość filozoficzna jest wymysłem, w odróżnieniu od tej życiowej” – dzieli się wspomnieniami autorka.

Według niej, w tworzeniu „Obrzędów i tradycji wesela podwileńskiego” pomagali wszyscy – pasażerowie autobusów, przypadkowe osoby, które śpiewały tak, że Norkūnienė ledwo mogła nadążyć zapisywać przynajmniej na skrawku papieru wykonywane słowa. „W ogóle, materiał praktycznie dosłownie frunął mi do rąk. Wydaje mi się, że jak się bardzo czegoś chce, to wtedy się dobrze powodzi” – uśmiecha się Norkūnienė.

Nad książką pracowała m.in. Barbara Dwilewicz, która przygotowała korektę. „Miała trudne zadanie, bo musiała zostawić gwarę wileńską, ale również dodać język literacki. Zapoznałam się z nią w 2009 r. Już wtedy zrozumiałam, że jest ona osobą, która rozumie nasz dialekt i go nie zniekształci” – tłumaczy wybór redaktora autorka. Tymczasem prof. Libertas Klimka napisał wstęp do książki. „Pięknie zna język polski, to osoba świetnie obeznana w temacie” – wyjaśnia Norkūnienė.

Fot. Roman Niedźwiecki

Do powstania książki przyczyniła się również córka autorki. „Zawdzięczając Aurelii, zrozumiałam, jak mam tę książkę przygotować. Symboliczne, że książkę zakończyłyśmy w dniu urodzin mojej córki. Niestety, tego dnia zmarła moja mama. Ta książka – to wotum pamięci dla niej. Gdy ją czytam, wydaje mi się, że jest razem ze mną” – wyznaje pomysłodawczyni.

Norkūnienė ma już plany co do następnych publikacji. „Chcę wydać książkę o symbolach etnograficznych różnych pokoleń. Chciałabym przeanalizować rzeźby czy ubrania. Ja przedstawię dawne czasy, a córka – współczesne. Teraz jednak muszą wydać nagrania wszystkich pieśni, jakie się znalazły w książce” – tłumaczy.

Wicemer samorządu rejonu wileńskiego Teresa Dziemieszko na końcu prezentacji powiedziała, że szanuje ludzi z pasją. „Z tych urywków, które widziałam, domyślam się, że będzie to bardzo ciekawe dzieło. Daje to możliwość poznania naszej historii i tradycji. Ciekawa jestem, co znajdę dla siebie takiego znanego, co mi przekazały babcie. Chcę również poznać to, co do mnie jeszcze nie dotarło” – dodała wicemer.

PODCASTY I GALERIE