Kultura i Historia
Małgorzata Kozicz

Piotr Dumała: Widza trzeba stuknąć młotkiem w głowę

"W animacji zawsze mnie interesowało opowiedzenie historii, stworzenie nastroju, który byłby magnetyczny i historia byłaby sumą jakichś przemyśleń" - mówi w rozmowie z zw.lt Piotr Dumała, jeden z najbardziej znanych i cenionych na świecie twórców filmu animowanego. Artysta gościł w Wilnie w ramach projektu "Once upon a time. Sztuka polskiej animacji".

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Podczas otwarcia projektu „Once upon a time. Sztuka polskiej animacji” w Wilnie powiedział pan, że przygotowanie wystawy było dla pana wyzwaniem i kompletną improwizacją. Jakie prace można zobaczyć w sali wystawowej Akademii Sztuk Pięknych „Titanikas”?

Piotr Dumała: Wchodzimy na salę i nie wiadomo, co to jest – jakieś pudełka, w których coś się jarzy. To miniświaty, a w każdym z nich jest zatrzymana określona scena z filmu. Na co dzień te rzeczy leżą u mnie w domu w Warszawie i się kurzą. Udział w tym projekcie był szansą na to, abym je wyciągnął i zastanowił się, jak to pokazać. Te rzeczy były użyte w filmie. Nie były robione jako obrazy do wieszania na ścianach czy jakichkolwiek ekspozycji, to wszystko zostało już nieraz wyświetlone na ekranie w postaci ruchomych obrazów. Ale po każdym ujęciu zostaje płyta z ostatnim momentem kadru. Umieszczenie tych płyt w pudłach było pomysłem Krzysztofa, musieliśmy jedynie wymyślić, jak zrobić, by stało się to fajną koncepcją wystawową. Powstała idea pudełek, w których jest to trochę zakryte, nie do końca wszystko widać, światła są podobne jak przy powstawaniu filmu, gdzie też oświetlałem to punktowymi żaróweczkami, rzucałem specjalne cienie, by wszystko było jeszcze bardziej tajemnicze. To wszystko nawiązuje do procesu powstawania filmu i ewidentnie zmusza widza, by się do tej pracy przysunąć, żeby patrzeć na nią moimi oczami, jak patrzyłem robiąc film. Pewna niewygoda w oglądaniu i tajemniczość ekspozycji mają sens dla tego rodzaju prac. Pokazuję prace z dwóch filmów – czarno białe z „Franza Kafki” i kolorowe ze „Zbrodni i kary”.

W Wilnie jest pan gościem specjalnym projektu poświęconego polskiej animacji. Miał pan wykład mistrzowski na wileńskiej ASP. O czym opowiadał pan studentom?

Nie chciałem, aby to był wykład, tylko rozmowa. Nie lubię mieć wykładów, zwłaszcza kiedy nie mówię po polsku. Nie przygotowuję planu, o czym będę mówił. Oczywiście, staram się mówić o tym, co wiem, dzielić się swoimi refleksjami, wspomnieniami, na temat tego, jak się robi filmy, jak ja robiłem filmy, jakie chciałbym robić filmy, czym w ogóle jest kino. To jest zawsze mnóstwo dygresji, zawsze zależy od tego, jak widownia reaguje.

Czy zapytano pana, czym dla pana jest animacja? To jednak wyjątkowa dziedzina sztuki filmowej…

Cały czas się zastanawiam, czym to jest. W różnych momentach życia jest to czym innym i dla każdego, kto robi filmy jest to czym innym. Dla jednego jest to przyjemność, że umie animować i wyczarowuje ruch, nawet taki niemożliwy w rzeczywistości. Mnie osobiście zawsze interesowało opowiedzenie historii, stworzenie nastroju, który byłby magnetyczny i historia byłaby sumą jakichś przemyśleń, głębszej refleksji nad różnymi rzeczami – filozofią, miłością, okrucieństwem. Ostatni mój film, „Hippopotamy”, jest o okrucieństwie. „Zbrodnia i kara” była z kolei marzeniem o tym, żeby pokazać, jak sobie wyobrażam książkę Dostojewskiego. „Kafka” był moim marzeniem, żeby ożywić mojego ulubionego pisarza. Tak go zanimować na podstawie fotografii, które się zachowały z różnych momentów jego życia, jakby to był film dokumentalny o nim. A jednocześnie nie był to film dokumentalny, bo przecież był animowany. Był to jakiś rodzaj magicznego seansu wywołania ducha i sam się czułem trochę jak medium, które ma tego Kafkę wyrzucić z siebie. Robienie filmów animowanych jest szansą zrobienia czegoś niezwykłego. Bardziej chyba niż przy filmie fabularnym, chociaż tam jest po prostu inna energia.

Może pan to porównać, bo stworzył pan również dwa filmy fabularne.

W filmie animowanym człowiek jest bardziej skupiony, jest samotny. Tak jak szykując tę wystawę w Wilnie – jak już wszyscy poszli, czułem się najlepiej. Kiedy byłem tylko ja, nożyczki, plasterek i lampki. Czułem się, jakbym rzeczywiście był na planie filmu animowanego – samotność, półmrok lub ciemność i coś, co ja powoli cyzeluję. Film fabularny ma kompletnie inną sytuację – wszystko jest na głośno, jest mikrofon, tuba, podgląd, są faceci którzy puszczają dymy, sypią śnieg, leją deszcz. Dziesiątki ludzi. Są to całkowicie różne światy.

Film „Hippopotamy” był nominowany do Oscara. Jest pan gwiazdą świata animacji. Już pan wie, czego potrzeba widzom?

Nie lubiłem tego filmu i prawie na siłę go robiłem dlatego, że nagle dostałem na niego pieniądze. Nie był to film moich marzeń i po jego skończeniu chciałem o nim jak najszybciej zapomnieć, tymczasem, gdy poszedł na festiwale, zdobył najwięcej nagród ze wszystkich moich filmów i nawet był blisko Oscara. Jest to film o okrucieństwie, o tym, co ludzie teraz chcą oglądać, czego dotykają. Filmy filozoficzne, refleksyjne, nastrojowe, niuansowe, nie są w modzie. Natomiast filmy, które rysują grubą kreską, są bardzo zdecydowane, nawet wzbudzają kontrowersje, zdobywają uznanie. Film „Hippopotamy” ma 23 nagrody do tej pory, w tym 5 nagród Grand Prix, jedna z nich na największym festiwalu animacji na świecie. Jest to zaskakujące dla mnie i daje do myślenia, że ludzie chcą oglądać rzeczy bardzo poruszające. Rzeczy nijakie, nastrojowe – nie teraz. Świat jest taki, że potrzebuje mocnego uderzenia. Nawet jeżeli jest to film nastrojowy, musi być zrobiony w taki sposób, żeby też poruszał – na przykład wszystko idzie tyłem na przód, do góry nogami. Czymś trzeba ludzi stuknąć młotkiem w głowę.
Film, który próbuje mówić własnym językiem, który nie wiadomo, do jakiego podłączyć trendu, takie coś pomiędzy nie ma szans. Ciężko się przebić. Opowiadam konkretną historię, bo film fabularny, który ostatnio zrobiłem, ma właśnie takie ciężkie życie, dlatego, że nie jest zdefiniowany, bardzo niuansowy. Nikt nie chce tego filmu, raz był pokazany w Argentynie. Na razie więc odkładam fabułę i biorę się za kolejny film animowany.

Piotr Dumała– polski reżyser, scenarzysta, pisarz, rysownik, grafik, prozaik i autor oprawy plastycznej filmów animowanych. Profesor sztuki filmowej, wykładowca na Wydziale Operatorskim i Realizacji Telewizyjnej Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi oraz na uniwersytetach w Szwecji i w USA. Jest jednym z najbardziej znanych i cenionych na świecie polskich twórców filmu animowanego.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!