Palmiarka Stanisława Rynkiewicz: Tradycje są silniejsze od epidemii

Wieś Wojewodiszki (rejon wileński) można uznać za stolicę wileńskich palm. Tu mieszkają i kontynuują rodzinne obyczaje Stanisława Rynkiewicz i jej córki - Renata Rynkiewicz-Jančiauskienė i Alina Rynkiewicz-Alencynowicz. W związku z epidemią pojawiły się nowe wyzwania – Jarmark Kaziukowy został odwołany, więc handel został przeniesiony do Internetu.

Ewelina Knutowicz
Palmiarka Stanisława Rynkiewicz: Tradycje są silniejsze od epidemii

Stanisława Rynkiewicz z córką Renatą/ Fot. Joanna Bożerodska

„Tradycja wicia palm w mojej rodzinie jest pielęgnowana od ponad 150 lat – już w 1866 r. palmy wiła moja prababcia Maria Wiszniewska, potem to robiła mama Weronika Markowska, z domu Wiszniewska, a teraz ja się tym zajmuję. Moje córki, Renata i Alina, kontynuują nasze tradycje. Buntu w rodzinie jako takiego nie było – córki z entuzjazmem przejęły obowiązki palmiarek. Razem pracujemy, zawsze staramy się wymyślić coś nowego, aby zadziwić wilnian” – opowiada Stanisława Rynkiewicz.

Fot. Joanna Bożerodska

Przygotowanie jednej palmy, w zależności od jej wielkości, trwa średnio od 2 do 4 godzin. Jednak przygotowania wymagają całorocznej pracy. W kwietniu rozpoczyna się okres siewu potrzebnych traw. „Przez całe lato należy pracować, opiekować się roślinami, suszyć je na strychu i wiązać. Cieszę się, że moje córki pomagają mi w tym. Aby zrobić piękną palmę, należy włożyć dużo serca i kochać tę pracę” – podkreśla palmiarka.

Stanisława Rynkiewicz pamięta pierwszą wykonaną przez siebie palmę. „Miałam wtedy pięć lat. Moja prababcia robiła wtedy palmy z papieru. Moja pierwsza palma była kwiatem żonkila. Tymczasem babcia wyrabiała różyczki i przekazywała mi swoje umiejętności. Gdy kwiatów nie było, chodziłyśmy do lasu, zbierałyśmy mchy, później kupowałyśmy nasiona z Polski. Pierwsza palma, którą wykonałam z suszonych kwiatów miała kształt płaskiego serduszka. Miałam wtedy 8-10 lat” – opowiada palmiarka.

Gdy Stanisława pojechała po raz pierwszy sprzedawać wyroby, była jeszcze malutka. „Myślę, że miałam około 6-7 lat, gdy z babcią przybyłam na rynek Kalwaryjski. Wtedy w tym właśnie miejscu odbywały się Kaziuki. Sprzedawałyśmy wtedy wyroby z papierowych wałeczków oraz suchych traw i mchu. Potem zaczęłam jeździć tam każdego roku z mamą. Moje córki również od dziecka brały udział w Kaziukach” – tłumaczy Rynkiewicz.

„Gdy odbywały się Kaziuki, sprzedawałam po 50, 100 i więcej palm. Kupowali je wilnianie w ramach prezentów, jak również jako dekoracje do kościołów” – dodaje pani Rynkiewicz. Wyroby palmiarki z Wojewodiszek można było zobaczyć w kościołach w Warszawie, czy w Szczecinie. Palmy były nabywane również jako rekwizyty do zespołów ludowych. Znana palmiarka wyznaje, że tworzyła palmy również jako prezent urodzinowy.

Fot. Joanna Bożerodska

W związku z epidemią i kwarantanną sprzedaż jest kontynuowana w Internecie – na profilu Facebookowym „Vilniaus Verba / Palma Wileńska”.

„Pierwszy raz w życiu znajduję się w sytuacji, kiedy nie mogę sprzedawać wyrobów na żywo. Rozumiem, że każdy dba o własne zdrowie, tak musi być. Szkoda, że w związku z odwołaniem Jarmarku Kaziukowego nie spotkamy się na żywo, ale mamy nadzieję, że nie zrujnuje to starej wileńskiej tradycji. Myślę, że dla osób, które chcą ją zachować, zakupy w Internecie nie będą trudnością. Uważam, że palma powinna się znajdować w każdym domu” – stwierdziła mistrzyni palmiarstwa.

Pierwsze wyroby już zostały zamówione i wysłane m.in. do Polski, Norwegii czy Wielkiej Brytanii.

PODCASTY I GALERIE