Kultura i Historia
Renata Butkiewicz

Operator „Zimnej wojny”: We współczesnym świecie takie historie też mają prawo się przydarzyć

"...Kiedy bohaterowie spotykają się w Paryżu i wreszcie wiedzą, że mogą spędzić ze sobą jakiś szczęśliwy czas, i tańczą pijani w pustej knajpie, to kamera tańczy tak, jakby była pijana razem z nimi. Kiedy Zula pierwszy raz śpiewa Dwa Serduszka przy akompaniamencie zespołu Wiktora, to świat wygląda, jakby krążył wokół niej...". O tym, jak zahipnotyzować widza, stojąc po drugiej stronie kamery, o kulisach kręcenia "Zimnej Wojny", która wciąż w kinach w Wilnie, rozmawiamy z Ernestem Wilczyńskim, operatorem kamery.

Renata Butkiewicz: Ten film bez wątpienia pokazuje polskie zagadnienia. I wielu Polaków chce widzieć ten wybitny film jako polski. Natomiast on posiada wartości uniwersalne. Owszem, ze szczyptą tragizmu i nutą tej zimnowojennej egzotyki, co nie było raczej doświadczeniem zachodnich społeczeństw, i to dodaje pikanterii.

Ernest Wilczyński: Moim zdaniem, ta historia jest bardzo uniwersalna. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy przeczytałem scenariusz, to całe tło historyczne było dla mnie drugorzędną sprawą. Liczą się przede wszystkim relacje między bohaterami, to, co się między nimi dzieje. Oni oczywiście wpisani są w bardzo wyraźny kontekst historyczny. Wydarzenia, które mają miejsce w trakcie ich znajomości, mają wpływ na to, co się z nimi dzieje, ale we współczesnym świecie też takie historie mają prawo się przydarzyć i to niezależnie od tego, czy to się dzieje w Polsce, czy w każdym innym kraju. I być może skala tych wydarzeń była wtedy rzeczywiście dość imponująca. To, co się działo w bloku komunistycznym i w jaki sposób ludzie byli uwięzieni, nie mogli sobie w pewnym sensie na pewne rzeczy pozwolić…. Różnica pomiędzy życiem na Zachodzie była nie do porównania większa niż teraz…. Ale to są drugorzędne sprawy. Wydaje mi się, że historia tragicznej miłości opowiedziana w Zimnej Wojnie mogłaby się wydarzyć w każdym innym czasie i tak samo bohaterowie musieliby walczyć o to, żeby razem ze sobą być.

Ten film może wywołać zainteresowanie u ludzi, którzy nic nie wiedzą o Polsce, o Europie Wschodniej nawet, o tych doświadczeniach z tamtych lat, z tamtej strony Żelaznej Kurtyny…

Wydaje mi się, że nawet młodzi widzowie w Polsce, też już nie do końca znają kontekst tamtych lat, a odzew, z jakim się spotyka Zimna Wojna wśród młodych ludzi pokazuje, że nie jest to dla nich najważniejsza rzecz, by znać dokładnie wydarzenia i to, co się działo w latach 40., 50. w Polsce, bo przede wszystkim zwracają uwagę na emocje, jakie się rodzą pomiędzy dwoma bohaterami.

… bo historia dwóch ludzi jest tutaj prawdziwym przekazem, na którą wpływa ta Wielka Historia, a na którą oni nie mają wpływu. Ale dla nich liczą się tylko oni sami i są ważni tylko dla siebie nawzajem. I na tym polega też siła tego filmu, bo ani reżimy, ani granice, ani Żelazna Kurtyna nie są w stanie ich złamać. Film Zimna Wojna pokazuje nam, jaką wartość naprawdę ma życie. I to są wartości uniwersalne tego filmu.

I też, co do odbioru tego filmu za granicą… choćby po festiwalu w Cannes widać, że ludzie, którzy nie znają tego kontekstu, też nie mają problemu z odczytywaniem tej historii, bo rozumieją, że oglądają historię bohaterów, którzy muszą zmagać się z jakimiś przeciwnościami, ale najważniejsze jest to, że uparcie dążą do celu, do tego, żeby być razem.

Paweł Pawlikowski pozostawia niedopowiedzenia, nie opowiada historii miłosnej od początku do końca. Wierzy w inteligencję widza i operatorów, których przecież zadanie polegało na subtelnym nakreśleniu na dużym ekranie tej historii niczym listów miłosnych za pomocą kamery.

Zanim zacząłem pracować z Pawłem przy Zimnej Wojnie, widziałem oczywiście jego wcześniejsze filmy i widziałem też Idę. To, co najbardziej ujęło mnie w Idzie…otóż, że po drugiej stronie ekranu jest ktoś, jest autor, który opowiada swoją historię w bardzo prosty i jasny sposób. Krok po kroku przeprowadza mnie przez historię swoich bohaterów. Najważniejszym dla Pawła było to, żeby każda scena miała wyraźną jakąś myśl.

Te kadry uwodzą, te kadry hipnotyzują. Tak samo jak w Idzie. Czy stosujecie jakieś specjalne sztuczki?

Najważniejszą sztuczką na opowiadanie jest to, żeby jak najlepiej tę historię poznać i żeby dobrać jak najwłaściwsze narzędzia. Wydaje mi się, że tak naprawdę tych sztuczek jest bardzo mało. Chodzi przede wszystkim o to, żeby w trakcie pracy nad daną sceną zbliżyć się do bohaterów i pokazać ich emocje w jak najczytelniejszy sposób. I to była podstawowa zasada, jaka obowiązywała w trakcie realizacji Zimnej Wojny.

Ida i Zimna Wojna. Oba filmy są czarno-białe, natomiast sposób kręcenia zdjęć kardynalnie się różni. W Idzie mamy przekadrowanie, a w Zimnej Wojnie już nie i wszystko się toczy znacznie szybciej.

Historia tego kadrowania w Idzie jest dość prosta. Paweł i operator Łukasz Żal nie mieli jakiegoś planu na to rozwiązanie przed zdjęciami, po prostu kiedy zaczęli realizować film, nagle się okazało, że pewne rzeczy bardziej odpowiadają historii, którą chcieli opowiedzieć i jedną z tych rzeczy było to przekadrowanie, czyli pozostawienie dużej ilości wolnego miejsca nad głowami. Wynikało to z tego, że oni czuli, że to jest odpowiednie dla tej historii, dla tych bohaterów. Oczywiście to nie tylko intuicyjnie tego typu rzeczy się rodzą, bo z samej takiej kompozycji, z takiego przekadrowania wynika to, że bohater czuje się w pewien sposób zagubiony czy poszukujący jakiegoś swojego miejsca. Tego typu przekadrowania świadczą o tym, że istnieje napięcie pomiędzy bohaterem i przestrzenią, która jest wokół niego. Z kolei Zimna Wojna opowiada bardzo burzliwą historię i pomiędzy punktem startowym tej historii a punktem końcowym, bardzo bardzo dużo wydarza się pomiędzy bohaterami i oni przeżywają swoje perypetie. Głównym zadaniem operatorskim było pokazanie jak bardzo te wydarzenia różniły się między sobą, jak różną miały temperaturę. Kiedy oglądamy po kolei film, to sceny w Białaczowie różnią się diametralnie od scen paryskich, a wszystko to wiąże się z tym, że losy bohaterów tak bardzo się plączą. Cały czas chodziło o to, by podążać za emocjami bohaterów. Jeśli na przykład zobaczymy sceny związane z tańcem i muzyką, to kamera zawsze próbuje naśladować to, co się dzieje z bohaterami. Kiedy bohaterowie spotykają się w Paryżu i wreszcie wiedzą, że mogą spędzić ze sobą jakiś szczęśliwy czas, i tańczą pijani w pustej knajpie, to kamera tańczy tak, jakby była pijana razem z nimi. Kiedy Zula pierwszy raz śpiewa Dwa Serduszka przy akompaniamencie zespołu Wiktora, to świat wydaje się, jakby krążył wokół niej. Ona jest centrum jakiegoś świata, który jej się przygląda i który też się zachwyca, tak jak my się zachwycamy jej piosenką. To była główna recepta na realizację takich scen, żeby znaleźć jakąś odpowiednią temperaturę, o jakiej chce się opowiedzieć i przedstawić ją za pomocą kamery, za pomocą światła. Każda taka muzyczno-taneczna scena ma jakąś swoją inną charakterystykę i do każdej były dobierane inne środki. Naprawdę nie chodziło o to, by zaskoczyć widza jakimiś wizualnymi sztuczkami, a chodziło przede wszystkim o to, żeby w odpowiedni sposób przedstawić to, co się dzieje między bohaterami.

Kamera w Zimnej Wojnie jest bardziej dynamiczna niż w Idzie, obraz jest żywszy i mimo podobieństw między tymi filmami jest właśnie wiele różnic. Ale czerń i biel sprawiają, że i tu i tam świat jest bardziej metaforyczny. Czy ze względu na to, że film jest czarno-biały, trzeba było dostosować do tego charakteryzację, kolory ubrań?

Konsekwencją tego, że kręci się czarno-biały film jest oczywiście to, że w inny sposób myśli się o kostiumach i charakteryzacji, i też oczywiście o scenografii. Pomimo tego, że nie widać dokładnie, jaki jest kolor kostiumów, to widać, czy kostiumy są jaśniejsze czy ciemniejsze, widać faktury. Jeśli chodzi o charakteryzację, najważniejsze było to, żeby pokazać, jak zmieniają się bohaterowie przez te wszystkie lata. Historia Zimnej Wojny opowiada o kilkunastu latach znajomości bohaterów, więc Zula na początku ma około dwudziestu lat, a potem jest dużo starsza. Bardzo ważnym zadaniem make-up’u było pokazanie tych zmian, które przez te wszystkie lata się wydarzają. Więc na pewno sceny z początku filmu, kiedy jest młoda, wymagały od make-up’u, by dodać jej świetlistości, a z drugiej strony ostatnie sceny filmu, w których Zula jest po tych wszystkich traumatycznych przejściach, wymagały od charakteryzacji podkreślenia, że przeżyła dużo traumatycznych wydarzeń.

Kręcenie wspólnych scen a wzrost bohaterów. Ze względu na to, że Tomasz Kot jest bardzo wysoki Joanna Kulig musiała nosić wysokie szpilki, kadr ucinał im nogi, żeby nie było tego widać…

Rzeczywiście Asia nosiła buty na wysokich obcasach. Czasami ja też się musiałem przystosować do wysokości Tomka i kiedy kręciliśmy niektóre sceny kamerą z ręki, to podkładałem sobie pod kamerę jeszcze kilkanaście centymetrów jakiejś gąbki czy jeszcze czegoś, co podnosiło kamerę i dzięki temu mogłem być bliżej wysokości wzroku Tomka. Ale tak naprawdę różnica wysokości pomiędzy bohaterami dodawała uroku tej relacji.

Ta wrażliwość wizualna… Jednak uważam, że sztuka filmowa jest ulotna, bo nieraz mamy okazję film oglądać jeden jedyny raz gdzieś w kinie i widz wielu rzeczy nie dostrzega. Co pana boli, kiedy pan chce coś pokazać, a widz tego nie zauważa?

Ja ten film widziałem kilka razy od premiery i za każdym razem on był dla mnie coraz bardziej urzekający. Pamiętam, kiedy pierwszy raz oglądałem na premierze w całości po całej już postprodukcji, to wtedy bardzo zwracałem uwagę na to, w jaki sposób on został zrobiony i przypominałem sobie, gdzie dana scena była kręcona i w jaki sposób, i z jakimi wyzwaniami musieliśmy się zmierzyć w trakcie danej sceny. Kiedy obejrzałem później jeszcze drugi, trzeci raz, to przestałem zwracać uwagę na takie rzeczy. Najważniejsze dla mnie było to, że ta historia po prostu dobrze opowiada i coraz bardziej mnie wciąga. Często pamięta się jakieś sceny ze względu na to, że były większym wyzwaniem niż inne, że w trakcie realizacji natrafiło się na jakieś przeszkody, które trzeba było pokonać i oglądając te sceny myśli się, czy widzowie zwrócą uwagę na to, że walczyliśmy. A najczęściej okazuje się, że jeśli scena od emocjonalnej strony jest dobrze opowiedziana i widzowie czują to samo, co bohaterowie, to przestają zwracać uwagę na jakieś drugorzędne sprawy. Zimna Wojna jest opowiedziana w taki sposób, że pozostawia dużo miejsca do dopowiedzeń dla widzów, jeśli chodzi o kontekst historyczny, wydarzenia, które miały wpływ na bohaterów… Najważniejsze jest to, że kontynuacja, jaka jest budowana pomiędzy scenami opiera się na emocjach, a nie na wydarzeniach. Myślę, że dzięki temu widzowie mogą łatwiej odnaleźć się w takiej historii, odbierają ją przede wszystkim na poziomie emocji, które są wspólne dla wszystkich, a wszystko to, co jest bardziej prozaiczne, każdy może sobie dopowiedzieć. Dopowiedzieć ze swego własnego życia, ze swoich doświadczeń. I dzięki temu, że widzowie mogą sobie dopowiadać resztę ich życia, są tym bardziej wciągani w to, co pomiędzy bohaterami się dzieje.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!