Kultura i Historia
Aleksander Radczenko rojsty.blox.pl

O Heniu, co chciał komunizm ochrzcić

„Nie wiadomo kto, jakiś henio/Zaczął pleść nie wiadomo co/Przerzucało się gorączkowo/Wypiekami z twarzy na twarz./Straszny henio z zadartą głową/Wykrzykiwał, że jósz, że czasz!/Przysięgali mętnemu heniowi/Kluski zdań wycharkując z grdyk/I wpatrzeni zachwytem krowim/Na komendę rzucali ryk“ — znawcy twórczości Juliana Tuwima na pewno już się zorientowali, że jest to początek wierszu pt. „Wiec“.

Ale kim jest ów tajemniczy „straszny henio z zadartą głową“? Tymczasem jest to postać z Wilnem związana o wiele bliżej niż Julian Tuwim, który w swoim czasie dostał w podwileńskich Zujunach ulice swojego imienia. „Henio” — to bowiem żagarysta, publicysta, katolicki działacz lewicowy Henryk Dembiński. „Tuwim się mylił. Zmylił go też jego strach przed chamem i przed chamską tłuszczą. Cokolwiek się powie o Dembińskim, był to umysł intelektualisty, ze wszelkimi przywarami, a jego przemówienia nie miały w sobie nic z chamstwa. Jest prawdopodobne, że przyjaciele Tuwima w Warszawie opowiadali mu, że ten ruch w Wilnie to jacyś faszyści. Siadł więc, uniesiony gniewem i napisał „Wiec“, w którym nieszczęsny Dembiński występuje jako nadchodzący cham“ — uważał Czesław Miłosz, przyjaciel Dembińskiego z czasów studenckich. Henryk Dembiński urodził się 31 lipca 1908 r. w Irkucku jako jedyny syn maszynisty kolejowego. Dzieciństwo spędził w Oszmianie na Wileńszczyźnie. W roku 1927 rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Miał „mentalność prymusa” i cechowała go „żrąca ambicja” – wspominał po latach jego kolega z USB, Paweł Jasienica. Studiował także filozofię, a po obronieniu doktoratu wykładał prawo administracyjne w wileńskiej Szkole Nauk Politycznych.

Wątły, blady młodzieniec o regularnych rysach i nerwowo ruchliwych nozdrzach, był doskonałym mówcą. Płomienne przemówienia Dembińskiego wywoływały entuzjazm studentów, a zwłaszcza studentek.

„Niepospolita była jego wymowa, w której jasność i żywość myśli, doskonały styl, szybkość w uchwytywaniu istoty sprawy, niesione były głębokim, doniosłym, pięknym głosem. A przy tym był człowiekiem głęboko religijnym. Nie była to zdawkowa pobożność” – pisał o Dembińskim po latach jego mentor, ks. Walerian Meysztowicz.

Kariera działacza politycznego była więc Dembińskiemu przez los pisana.

W 1928 roku razem ze Stanisławem Stommą oraz Antonim Gołubiewem wstąpił do Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, aby „robotników prowadzić do Chrystusa“. Henryk Dembiński niedługo został prezesem sekcji wileńskiej, której „sztab”, jak nazywał swych najbliższych kolegów, opracował pod jego kierunkiem program pracy na cztery lata. Przewidywał on dogłębne przestudiowanie takich zagadnień, jak liberalizm gospodarczy i kapitalizm, współczesne doktryny społeczne, a ponadto opracowanie własnych postulatów dotyczących ustroju gospodarczego. Pod jego wpływem wileńskie „Odrodzenie”, zawsze dosyć krytyczne wobec ówczesnego dzikiego kapitalizmu, przesunęło się w lewo. Jednak stanowczo odrzucając idee komunistyczne.

„Bolszewizm – to walka z Bogiem to materializm, to niewola myśli i sumienia, to zniszczenie jednostki, to przemienienie człowieka w bezduszny automat. Odrzucamy to wszystko. Wypowiadamy temu walkę” — pisał w jednej z ulotek organizacji Dembiński.

Katolik przeciwko nacjonalistom

Na drugim roku studiów, 26 stycznia 1929 r., Henryk Dembiński zadebiutował jako publicysta na łamach wpływowego wileńskiego „Słowa” artykułem „Katolicyzm a ideologia państwowa“. Nie pasowała mu duszna, nacjonalistyczna atmosfera studenckich korporacji, zdominowanych przez Młodzież Wszechpolską, których główne pole działalności stanowiło znieważanie Żydów. Wystąpił więc w tym artykule przeciw nacjonalistom, ale nie z pozycji lewicowych, tylko w imię religii i koncepcji praworządnego państwa.

Dembiński dowodził, że ograniczanie praw mniejszości narodowych w dostępie do uniwersytetów jest nie tylko sprzeczne z prawem, ale i pogorszy opinię Polski. Protestował przeciw łączeniu pojęć narodu i katolicyzmu, co kłóci się z „nadprzyrodzoną społecznością, jaką jest Kościół”. Jednocześnie wypowiadał się za przyjęciem zasad Ewangelii do systemu rządzenia państwem. Wkrótce został jednym z protegowanych Stanisława Cata-Mackiewicza oraz jednym z redaktorów „Żagarów”.

Wspierany przez „Odrodzenie“, socjalistów, piłsudczyków, niezamożnych studentów Henryk Dembiński dwukrotnie (w 1929 i 1931 r.) został wybrany prezesem wileńskiej Bratniej Pomocy Akademickiej, przełamując monopol endeckiej Młodzieży Wszechpolskiej. Harował w biurze studenckiej samopomocy dniem i nocą, i wydobył Bratniaka z zapaści: oddał studentom nowy akademik, zwiększył zapomogi. Przejęcie Bratniaka miało być pierwszym etapem wcielania w życie jego koncepcji Rzeczypospolitej Akademickiej jako zalążka przyszłej awangardy intelektualnej społeczeństwa. Niestety ta koncepcja legła już wkrótce w gruzach.

Jesienią 1931 r. przed sądem w Wilnie stanęła sprawa rozkradzenia studenckiej kasy, czego dopuścili się w poprzednich latach Wszechpolacy. Proces był ich kompromitacją. I… „niespodziewanie” wybuchł pod ich przewodnictwem strajk studentów medycyny USB w proteście przeciw ich zdaniem zbyt małej liczbie żydowskich zwłok dostarczanych do prosektorium. Postulat Wszechpolaków został szybko spełniony, ale wcześniej, w czasie zamieszek, które przeniosły się z uniwersytetu na ulice miasta, od kamienia zginął student-Polak, Stanisław Wacławski. I Wilno na kilka dni znalazło się we władzy wściekłego tłumu. Zdemolowano większość żydowskich sklepów, pobito i poraniono wielu przypadkowych przechodniów. Dembińskiemu udało się przekonać studentów do rozwiązania strajku i powrotu na uniwersytet, jednak sympatie braci akademickiej od niego odwróciły się. Przegrał następne wybory do Bratniaka.

Ochrzcić komunizm

Konflikt z endekami oraz pogłębiający się kryzys ekonomiczny prowadziły do radykalizacji poglądów Dembińskiego i jego towarzyszy. Publikowane na łamach „Żagarów” na przełomie 1931 i 1932 r. artykuły Dembińskiego konstatowały, że „kapitalizm zdycha jak stara wypracowana szkapa”, a ich autor domagał się nacjonalizacji bankowości, rozbudowy przemysłu, mechanizacji rolnictwa. Po tych artykułach Cat zażądał od młodych autorów dodatku do „Słowa” poddania wypowiedzi politycznych kontroli redakcji.

„Żagaryści” odmówili i przenieśli się do prosanacyjnego „Kuriera Wileńskiego. Mackiewicz głośno protestował, że w rządowym dzienniku za podatki ściągane z ubogich polskich chłopów drukuje „jaskrawy i zdecydowany przyjaciel bolszewizmu”. W rzeczywistości światopogląd Dembińskiego w owym czasie był daleki od bolszewizmu. Odrzucał demokrację liberalną, kapitalizm, faszyzm, ale też komunistyczny „system niewolnictwa państwowego” i „dyktatury nielicznej kliki Stalina”:
„Widzę, jak się cieszą komuniści, faszyści, nacjonaliści, ci wszyscy z antydemokratycznego obozu – mruczą z zadowolenia, jak koty – przybywa tworzywa na bojówki. Nic z tego. Herezja suwerennego kolektywu, wszystko jedno, co nim będzie: klasa, naród, państwo narodowe, czy imperialistyczne, nie daje nam nic, lub bardzo mało.”

Te niuanse jednak nie interesowały Cata, niedawny protege stał się dla niego w oka mgnieniu enfante terrible i Cat poświęcił w następnych latach wiele czasu i sił na zwalczanie Dembińskiego. Natomiast piłsudczycy, tracący w dobie kryzysu i brutalnej walki z opozycją zaufanie młodzieży, patrzyli na Dembińskiego z zainteresowaniem. Został nawet zaproszony na rozmowy z szarą eminencją sanacji do spraw młodzieży Adamem Skwarczyńskim i ministrem Józefem Beckiem. Zaproponowano mu nawet wysokie stanowisko w jednym z ministerstw. Jednak Dembiński stanowczo oświadczył, że „nie będzie rozmawiał na tematy zasadnicze językiem pieniądza”.

Kolejny przełom nastąpił w 1934 r. Wielki wpływ na ewolucję Dembińskiego wywarł pobyt zagranicą w charakterze stypendysty Funduszu Kultury Narodowej. W Wiedniu był świadkiem krwawej rozprawy rządu Dolfussa z socjaldemokratycznymi robotnikami, w Watykanie natomiast zbulwersowała go współpraca Kościoła z reżimem faszystowskim Mussoliniego. Wrócił do Wilna utwierdzony zarówno w marksizmie, jak i w katolicyzmie, z zamiarem „ochrzczenia komunizmu” i z wiarą w możliwość takiego chrztu.

W „jednolitym” „Froncie” ze spiskiem komunistycznym

Poglądy te podzielała też grupa dawnych odrodzeniowców. W 1933 r. środowisko to uformowało konspiracyjną organizację Związek Lewicy Akademickiej „Front” (oficjalnie działał pod szyldem Klubu Intelektualistów). „Front” odwoływał się do idei antyfaszystowskiego Frontu Ludowego i propagował ją na łamach pism „Poprostu” i „Karta”, walczył o demokratyzację zarządzania uniwersytetem, o zniesienie opłat dla niezamożnych studentów. W imię walki z faszyzmem spróbował nawiązać współpracę z Komunistyczną Partią Polski, ta jednak niechętne młodym intelektualistom z Wilna odesłała ich do Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. I tu jednak grupa nie znalazła większego uznania, ponieważ uchodziła za „niesforną”, mającą „dobre chęci“, ale też i „własne indywidualne zdanie”. Marksistowski „Dwutygodnik Ilustrowany” jeszcze w 1934 r. uważał twórczość „Żagarów” za próbę dezorientowania robotników „mieszczańskim fałszem”.

Podejrzliwość stalinowskich ortodoksów okazała się być uzasadniona. Procesy moskiewskie skutecznie ostudziły prokomunistyczne sympatie wśród wileńskich zwolenników Frontu Ludowego. Rozmawiając jesienią 1936 r. z liderem PPS, Mieczysławem Niedziałkowskim, Dembiński oświadczył:

„Nie mogę i nie będę mógł nigdy współpracować z ruchem, którego ośrodki dyspozycji znajdują się poza granicami Państwa Polskiego”.

A jednak w czerwcu 1937 r. Henryk Dembiński i jego towarzysze z „Poprostu” zostali aresztowani właśnie pod zarzutem, iż w „jednolitym froncie ze spiskiem komunistycznym w Polsce” dążyli do „zmiany przemocą istniejącego ustroju”. Proces redakcji popularnego pisma wywołał oburzenie i protesty. Bronili ich profesorowie USB, zasłużeni działacze niepodległościowi, politycy PPS. Dembiński został jednak skazany na 4 lata więzienia, mimo iż w czasie procesu stwierdził, że jego rewolucyjność jest „tylko nędznym, dwudziestowiecznym odbłyskiem rewolucyjności Tego, którego wizerunek na krzyżu stoi na stole sędziowskim”.

Po ogłoszeniu wyroku Stanisław Cat-Mackiewicz wyrażał pełne zadowolenie, ale jednocześnie przeprosił skazanych za to, że ich wcześniej obrażał. Uznał bowiem, że teraz budzą w nim szacunek: jako ludzie, którzy ponieśli konsekwencje swoich czynów.

W obronie skazanego Dembińskiego interweniował u premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego ks. Władysław Korniłowicz, dzięki którego poręczeniu sąd apelacyjny uchylił wyrok sądu pierwszej instancji i Dembiński opuścił więzienie już w marcu 1938 r. Udał się wówczas do Warszawy, gdzie związał się z żoliborską grupą socjalistyczną Adama Próchnika. Próbowano tutaj wprowadzić w życie eksperyment spółdzielczo-wychowawczy: mieszkańcy spółdzielni sami kierowali życiem osiedla przez samorządy i placówki społeczne. Pisywał też pod pseudonimami do pism lewicowych.

In necesariis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas

Po wybuchu wojny Dembiński zgłosił się na ochotnika do wojska (w 1933 r. z wyróżnieniem ukończył podchorążówkę). Jako komunista nie został jednak przyjęty, udał się więc do rodzinnego Wilna. Jeszcze 17 września Dembiński grzmiał w porywie krasomówczym na Rosję, która „wykończyła się raz na zawsze w naszych oczach, przyłożywszy rękę do stłumienia wspaniałej walki proletariatu warszawskiego”. Ale po zajęciu Wilna przez Sowiety szybko doszedł do wniosku, że trzeba ratować, co się da. Objął kierownictwo Archiwum Państwowego w Wilnie.

„Łudził się, że uchroni bezcenne zbiory przed dewastacją. Gdy rano szedł do pracy, zobaczył przed archiwum sowieckie ciężarówki. Żołnierze wyrzucali przez okna pliki akt. Niektóre paczki, niedbale przewiązane sznurkami, rozsypywały się na bruku. Stanął na uboczu i z bezsilną wściekłością patrzył na ten barbarzyński wandalizm” – wspomina Miłosz w swoim „Abecadle”, powołując się na świadka tych wydarzeń.

Inną wersje podaje w „Latach nadziei” Cat:

„Po wstąpieniu wojsk sowieckich Dembiński ujawnił swój właściwy charakter, wskazując władzom sowieckim na skrytki w archiwum miejskim, gdzie się mieściły cenne dokumenty.”

Prawdopodobnie jednak to Cat się pomylił. W odróżnieniu od swoich dawnych towarzyszy z „Frontu” Dembiński nie odnalazł się w nowym ustroju. U schyłku 1939 r. zaszył się jako inspektor szkolny w Wilejce. W 1940 r. przeniósł się do miasteczka Hancewicze na dawnej polskiej Białorusi. Kierował tu szkołą średnią. Kiedy w czerwcu 1941 wkroczyli Niemcy, miejscowi komuniści uciekli w popłochu do Moskwy. Dembiński został na Polesiu, choć wiedział, co mu grozi z rąk Niemców. 10 sierpnia 1941 został aresztowany. Ks. Werchapowicz i kilkunastu miejscowych nauczycieli złożyli na gestapo petycję o jego uwolnienie. Wyrok już jednak zapadł. 12 sierpnia, idąc w konwoju na rozstrzelanie, Dembiński zachowywał spokój, jakby przygotowany na tę chwilę. Gdy zbliżyli się do lasu, Henryk i jeden z jego współtowarzyszy zerwali się do ucieczki. Padły strzały.

Droga Dembińskiego może zadziwiać. Szedł pod prąd, bo tak nakazywało mu sumienie, zawsze pozostając wierny chrześcijańskim wartościom..

Wpis powstał na podstawie: A.Stawiarska, Z DIABŁEM NA KUŁAKI, „Gazeta Wyborcza”, 14–15 sierpnia 1999; J.Tomasiewicz, We wszystkim – miłość (o Henryku Dembińskim), lewicowo.pl; K.Masłoń, Snobizm i „postęp”, rp.pl; Cz.Miłosz, Jaki Henio? www2.tygodnik.com.pl; H.Dembiński, Defilada umarłych bogów, zapisz.blog; H.Górska, Dzieje wileńskiej lewicy : od „Żagarów” do „Poprostu”, Kwartalnik Historii Prasy Polskiej 18/3; wikipedia.org.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!