My chcemy Litwy! – o historii polskiego ultimatum

Mrzonki Józefa Piłsudskiego o odtworzeniu unii polsko – litewskiej, choćby w formie federacji, doprowadziły do zerwania wszelkich oficjalnych relacji między Polską a Litwą. Trzeba przyznać, że w XX w. ta idea była anachroniczna, a J. Piłsudski kierował się jedynie reminiscencjami historycznymi o unii lubelskiej (1569 r.) i unii hadziackiej (1659 r.). To doprowadziło do długotrwałego konfliktu między Polską a Litwą, który Polska próbowała zakończyć wręczając ultimatum dla Litwy.

Tomasz Bożerocki
My chcemy Litwy! – o historii polskiego ultimatum

Fot. Roman Niedźwiecki

Marszałek Józef Piłsudski miał raz powiedzieć: „obrana przez mnie na wschodzie polityka faktów dokonanych okazała się bardzo skuteczna, ponieważ dzisiaj twardo stoimy w Wilnie oraz Lwowie, tego nie byłoby, gdyby czekalibyśmy pozwolenia z Paryża, Londynu lub Waszyngtonu. Nasze działania nie tylko nie wywołały żadnych sankcji wobec Polski, ale odwrotnie państwa zachodnie patrzą bardziej przechylnie na nas”. Czy rzeczywiście Polska miała wtedy tak silnie ugruntowaną pozycję na arenie międzynarodowej?

Granice Polski zostały ostatecznie określone po konferencji ambasadorów w 1923 r., jednak nie można było mówić o całkowitym bezpieczeństwie. Na zachodzie i północy Polska graniczyła z Niemcami, w których panowały nastroje rewizjonistyczne. Od wschodu zaś sowieci, stale wysyłający do Polski grupy wywrotowo-dywersyjne, jak choćby oddział Waupszasowa, który napadł na pociąg w okolicach Łuninca. Niespokojnie było też na południu (spór z Czechosłowacją o Zaolzie) oraz na północnym wschodzie (spór z Litwą o Wileńszczyznę).

Po Buncie Żeligowskiego oficjalne stosunki dyplomatyczne między Polską a Litwą legły w gruzach. Jednak w kuluarach szukano możliwości ewentualnego porozumienia. Sporadycznie dochodziło do oficjalnych spotkań, jak chociażby w grudniu 1927 r. w Genewie, a w następnym roku już kilkukrotnie próbowano nawiązać stosunki dyplomatyczne. Nieoficjalnie Litwę odwiedzał Aleksander Prystor w celu przebadania nastrojów litewskiego społeczeństwa. Należy też wspomnieć o misji Tadeusza Katelbacha, który w latach 1933 – 1937 przebywał w Kownie jako oficjalny przedstawiciel dziennika „Gazeta Polska”, jednocześnie nieformalnie reprezentując rząd Polski.

Okres „półoficjalnych” relacji był szkodliwy dla obu krajów. Po pierwsze, wzajemna wrogość sprzyjała III Rzeszy oraz Związkowi Sowieckiemu, które próbowały ten konflikt wykorzystać. Odbijał się on też na mniejszościach narodowych, zarówno w Polsce jak i na Litwie. Stały się zakładnikami i ofiarami konfliktu, ograniczano ich prawa, prześladowano organizacje społeczne, szkoły, osoby prywatne.

Piotr Łossowski, analizując relacje Warszawy i Kowna z tego okresu stwierdził, iż „należy sprowadzić je do wzajemnego szkodzenia sobie we wszystkich dziedzinach i na wszelkie możliwe sposoby, do prowadzenia chronicznej wojny podjazdowej”. Litewski historyk Algimantas Kasparavičius stwierdził, że oba państwa uprawiają „politykę pozy i ambicji, która nie mogła doprowadzić do kompromisu”.

Światełko w tunelu pojawiło się, gdy ministrem spraw zagranicznych Litwy został Stasys Lozoraitis, który rozumiał, że rosnąca w siłę III Rzesza jest poważnym zagrożeniem nie tylko dla Litwy, lecz dla całego regionu Europy Wschodniej. Litwa była bardzo zagrożona, ponieważ III Rzesza mogła w dowolnej chwili upomnieć się o Kłajpedę. Groźba ta stała się bardzo realna po tym jak w marcu 1936 r. Adolf Hitler wprowadził wojska do zdemilitaryzowanej Nadrenii.

Vincentas Šliogeris, adiutant prezydenta Litwy Antanasa Smetony, po latach wspominał, że po prześladowaniach nazistów w Kłajpedzie stosunki Litwy i III Rzeszy pogorszyły się jeszcze bardziej. W obliczu tego kryzysu, jedyną szansą na poprawę geopolitycznej sytuacji Litwy była możliwość naprawienia relacji z Polską.

W 1935 r. w Genewie doszło do spotkania delegacji polskiej i litewskiej, gdzie S. Lozoraitis zaproponował Józefowi Beckowi zakończenie konfliktu i rozwiązanie kwestii Wilna. Beck nieskłonny do oddania Wilna, miał ponoć zaoferować w zamian dwanaście gmin w okolicach Puńska i Sejn, w znacznej części zamieszkanych przez Litwinów (ok. 120 tys.). Zaoferował też poparcie dla Litwy w ewentualnym zatargu o Kłajpedę z III Rzeszą. Trudno stwierdzić, czy rzeczywiście tak przebiegały negocjacje, w każdym razie do porozumienia nie doszło.

Sprzyjająca sytuacja międzynarodowa

Wzrastające w siłę hitlerowskie Niemcy zachwiały spokojem Europy. Po wejściu z wojskami do Nadrenii, Hitler nie krył się z zamiarem włączeniem Austrii do III Rzeszy. W 1938 r. hitlerowcy wywołali w Austrii zamieszki i zażądali zniesienia zakazu działalności partii nazistowskiej. Nie trzeba było długo czekać, aż naziści obejmą kluczowe stanowiska w kraju. W tej burzliwej atmosferze kanclerz Kurt Schuschnigg zapowiedział referendum na 13 marca, żeby naród zadecydował o przyszłości swego kraju. Hitler chcąc pomóc Austriakom podjąć odpowiednią decyzję, 12 marca osobiście przybył do Wiednia w asyście prawie 200 tys. żołnierzy Wermachtu. To już była oczywista okupacja, która spotkała się z de facto aprobatą ze strony państw zachodnich. Kanclerz K. Schuschnigg zrezygnował ze swego stanowiska na rzecz nazisty Arthura Seyss-Inquarta. Austria tego samego dnia stała się częścią III Rzeszy.

Anglia oraz Francja nie zareagowały na ten akt agresji. Beck widząc bierność państw zachodnich, mógł poczuć się bezkarny w swoich działaniach w stosunku do Litwy. Z drugiej strony, musiał zdawać sobie sprawę, że III Rzesza staje się coraz bardziej niebezpieczna dla Polski i kluczowym było znalezienie sojuszników. J. Beck był stronnikiem idei „Trzeciej Europy” – sojuszu lub federacji państw Europy Wschodniej, która miała być przeciwwagą dla Związku Sowieckiego i nazistowskich Niemiec.

Litwa też zdawała sobie sprawę z zagrożenia – jeszcze w lutym 1938 r. u prezydenta A. Smetony odbyła się narada z udziałem pełniącego obowiązki premiera Jokūbasa Stanišauskasa, ministra S. Lozoraitisa oraz innych urzędników ministerstwa spraw zagranicznych. W trakcie narady S. Lozoraitis zaznaczył, że Litwa musi się zabezpieczyć, bo III Rzesza rości pretensje do Kłajpedy. Proponował porozumienie z Polską, jednak inicjatywa nie spotkała się z poparciem prezydenta.

W złym miejscu, w złym czasie

Na przełomie 1937 i 1938 r. obustronne relacje Polski i Litwy ociepliły się trochę, jednak wciąż nie było podstaw do porozumienia. Z kolei Anszlus Austrii zbiegł się w czasie z innym tragicznym wydarzeniem.

11 marca Polska Agencja Telegraficzna podała następujący komunikat:

W nocy 10/11 marca, […] na odcinku Marcinkańce granicy polsko-litewskiej, […] patrol KOP [Korpusu Ochrony Pogranicza] spostrzegł na terytorium Polski dwóch osobników, którzy właśnie przekroczyli nielegalnie granicę. Kiedy patrol wezwał ich do zatrzymania się, osobnicy zaczęli uciekać – jeden w głąb terytorium polskiego, drugi w kierunku terytorium litewskiego. Dowódca patrolu zaczął ścigać pierwszego, gdy drugi był ścigany przez żołnierza Stanisława Serafima. Ten ostatni zbłądził w ciemności i znalazł się po drugiej stronie granicy, gdzie w odległości 3 metrów od linii granicznej został ostrzelany przez […] policję litewską. Żołnierz Serafim zmarł.

Do pełnienia służby granicznej w okolicy wsi Wierszaradówka, 11 marca 1938 r. zostali wyznaczeni strzelcy Stanisław Serafin i Stanisław Wolanin z 2. Kompanii „Marcinkańce”, 23. batalionu 6. Brygady Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP). Miejsce to było na północnym obrzeżu Puszczy Grodzieńskiej. Puszcza, słabo oznakowana granica, brak naturalnych przeszkód pozwalały na korzystanie z tego odcinka kontrabandzistom i służbom specjalnym przerzucającym swoich agentów. Okoliczności te stwarzały dodatkowe ryzyko dla żołnierzy KOP’u.

Prawdopodobnie Stanisław Serafin zginął w trakcie jednej z takich operacji. Strzelcy znaleźli się w złym czasie i w złym miejscu, a szpiegów przerzucano pod osłoną znacznej liczby litewskich policjantów. Władze Litwy oczywiście zaprzeczyły, że incydent mógł zajść z powodu akcji wywiadowczej. Naturalnie, oficjalnie nikt nie przyzna się do operacji szpiegowskiej wobec obcego państwa.

Polskie ultimatum dla Litwy

J. Beck w tym czasie przebywał z oficjalną wizytą we Włoszech, ale został poinformowany o zajściu na granicy. Tego typu incydent nie był jednak czymś nadzwyczajnym. Według P. Łossowskiego tylko w 1937 r. na polsko – litewskiej granicy zginęły 64 osoby ze strony litewskiej (policjanci, cywile, itd.). Zazwyczaj tego typu zajścia rozpatrywała wspólna polsko-litewska komisja na granicy. Jednak tym razem w nocy z 14 na 15 marca do polskiego ambasadora w Tallinie zgłosił się poseł litewski proponując niezwłoczne spotkanie w celu wyjaśnienia okoliczności śmierci polskiego żołnierza oraz podjęcia wspólnych działań prewencyjnych. Tym razem sytuacja międzynarodowa temu sprzyjała.

Po powrocie do kraju, 16 marca, na zamku królewskim w Warszawie, Beck odbył naradę z prezydentem Ignacym Mościckim oraz marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym. Jedną z rozpatrywanych alternatyw było zmuszenie Litwinów do wyrzeczenia się praw wobec Wilna. Ostatecznie przyjęto stanowisko J. Becka, który był zwolennikiem stanowczego wystąpienia wobec Litwy, ale ograniczonego jedynie do kwestii normalizacji stosunków. Wówczas zapadła decyzja o zmuszeniu Litwy do nawiązania stosunków dyplomatycznych przy użyciu ultimatum.

W związku z zajściem na granicy w Polsce rozpoczęła się trwająca kilka dni kampania propagandowa skierowana przeciwko władzom litewskim. Leon Mitkiewicz, pierwszy attaché wojskowy Polski na Litwie, wspominał, że 16 marca odbyła się duża manifestacja. „Manifestanci wznosili okrzyki brzmiące z daleka bardzo groźnie: „My chcemy Litwy!”, „Wodzu prowadź nas na Kowno!”, albo też bardziej umiarkowane i pojednawcze, jak np. „My chcemy unii Polski z Litwą!” i temu podobne”. P. Łossowski zaznaczył, że „manifestacje w dużym stopniu były reżyserowane i wśród większości uczestników nie było rzeczywistej wrogości wobec Litwinów”.

Cała ta antylitewska manifestacja, ponoć zaaranżowana przez ministra J. Becka, została zwieńczona przemówieniem Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego: „Cieszę się niewymownie, że w tej historycznej chwili serca polskie umieją bić jednym zgodnym rytmem. Jest to ważny fakt. Polska musi być gotowa do wielkich przeznaczeń. Niech żyje Polska!”. W niedalekiej przyszłości okazało się, że Polska nie była gotowa nie do wielkich przeznaczeń, a czekały ją ogromne ofiary.

17 marca 1938 r. Litwini otrzymali od strony polskiej żądanie natychmiastowej normalizacji stosunków dyplomatycznych bez żadnych warunków wstępnych. Powszechne ożywienie zapanowało wówczas zarówno wśród żołnierzy polskiej armii, jak i ludności cywilnej. Marszałek E. Rydz-Śmigły przybył do Wilna, zaś w kraju odbywały się masowe manifestacje poparcia dla polityki rządu.

19 marca 1938 roku rząd Litwy przyjął żądania Polski, jednak w dalszym ciągu kwestionował polskie roszczenia do Wilna. Do ocieplenia stosunków dyplomatycznych na linii Warszawa–Kowno miało dojść dopiero na wiosnę kolejnego roku, kiedy Niemcy zmusiły Litwę do przekazania im Kłajpedy.

PODCASTY I GALERIE