Muzeum powstańczego ducha

Jedyne na Litwie muzeum powstania styczniowego (Muzeum Powstania 1863 roku) nie znajduje się wcale tam, gdzie spodziewać mogliby się go turyści, czyli w jednym z dużych miast, na których placach ginęli powstańcy. Zbudowano go w miejscu, gdzie genius loci połączył powstańczą czerwień i biel i gdzie gniazdo oporu odrodziło się w czasach kolejnej niewoli.

Ilona Lewandowska
Muzeum powstańczego ducha

Dwór Szylingów w Podbrzeziu (lit. Paberžė) pod Kiejdanami stał się w 1863 r. jednym z miejsc, gdzie idea powstańcza zrealizowała się najpełniej. Ks. Antoni Mackiewicz (lit. Antanas Mackevičius), 35-letni wówczas duchowny, nazywany czerwonym kapłanem, poderwał tu do walki przeciw zaborcom okolicznych chłopów. 8 marca w swoim kościele odczytał Manifest Rządu Narodowego, a później zebrał ochotników i rozpoczął walkę z zaborcą. Jego działanie wspierał Stanisław Szyling, ziemianin, właściciel dworu podbrzeskiego i okolicznych wsi. Obaj za opór zapłacili wielką cenę.

Powstańcze dzieje Podbrzezia

Pojmany przez Rosjan ks. Mackiewicz za udział w powstaniu został 16 grudnia1863 r. powieszony w Kownie. Szylingowie stracili dwór w ramach popowstańczych represji. Stanisław Szyling w 1864 r. został zesłany na Syberię. Dodatkowo zredukowano mu tytuł szlachecki z hrabiego do barona. Historia oporu wobec niewoli miała jednak jeszcze powrócić. Po latach szlakiem Stanisława Szylinga podążył jego wnuk, również Stanisław. Najpierw jako młody człowiek odrzucił swój tytuł szlachecki. Używał go tylko wtedy, gdy mógł mu pomóc w osiągnięciu  korzyści dla Litwy, poprzez ułatwienie dostępu do rosyjskiej elity. Brał czynny udział w rewolucji 1905 r., stając na barykadach, a następnie poparł litewskie dążenia do   niepodległości. W czasach rządów Antanasa Smetony dwukrotnie pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Po zajęciu Litwy przez Sowietów w 1941 r. został wywieziony na Syberię. Na zesłaniu zmarły jego żona i córka, a on sam w sowieckich więzieniach spędził 20 lat.

Nieposłuszne gniazdo

W 1966 r., przeszło sto lat po śmierci ks. Mackiewicza, do Pobrzezia miał powrócić także duch księdza-rewolucjonisty. Co dziwić może najbardziej – stało się to dzięki sowieckim władzom. Ojciec Stanisław Dobrowolski (Olgierd Michał Dobrowolski, lit. Algirdas Mykolas Dobrovolskis), kapucyn, który miał już za sobą wieloletnie więzienie za antysowiecką działalność, został zesłany właśnie do Podbrzezia, bo Sowieci myśleli, że będzie tu nieszkodliwy. Najbliżsi ludzie mieszkali 3 km dalej, a cała okolica była raczej niezamieszkana. Został więc kapucynem bez klasztoru, księdzem bez parafian. Wkrótce jednak do Podbrzezia miały zjeżdżać tłumy.

– Od razu zachwycił go nie tylko kościół, ale też ten dwór, chciał go odnowić, bo przecież to właśnie było ognisko, gdzie zbierali się powstańcy o liberalnych poglądach, gdzie prowadzono narady razem z Szylingiem i ks. Mackiewiczem.To było takie nieposłuszne gniazdo.„Nawet nie przypuszczali, gdzie mnie wysyłają. Tu wszędzie czuć ducha księdza Mackiewicza. Jestem po prostu zobowiązany, by kontynuować jego działalność, ale już nie z bronią w ręku, ale słowem”, mówił – wspomina Regina Galvanauskienė, która wraz z rodziną wspierała kapucyna w jego pracy przez ok. 20 lat.

Jedyne na Litwie muzeum powstania styczniowego (Muzeum Powstania 1863 roku) nie znajduje się wcale tam, gdzie spodziewać mogliby się go turyści, czyli w jednym z dużych miast, na których placach ginęli powstańcy. Zbudowano go w miejscu, gdzie genius loci połączył powstańczą czerwień i biel i gdzie gniazdo oporu odrodziło się w czasach kolejnej niewoli.

Organizował więc tajne spotkania dla  studentów, na   których potajemnie śpiewano hymn Kudirki, próbowano odbudowywać dworek, władze to oczywiście chciały kontrolować.– W budynku dawnej plebanii służby zakwaterowały kobietę, która spisywała numery wszystkich samochodów, jakie przejeżdżały do o. Stanisława. Studentów potem na uczelni wzywano na rozmowy, pytano, czy chcą skończyć uniwersytet, ale nie przestawali przyjeżdżać. Był wielką osobowością. Ludzie ciągnęli tu z całej Litwy. Szukali jego rady, rozmowy. On przyjmował wszystkich. Miał też wielką wrażliwość na sztukę, stąd nie brakowało tu artystów. To dzięki nim to miejsce wygląda teraz tak, jak obecnie– zauważa rozmówczyni „Kuriera Wi-leńskiego”.

By upamiętnić dzieje walki o wolność

Pomysł utworzenia muzeum powstania stał się możliwy dopiero po odzyskaniu niepodległości.– Przeprowadziliśmy się tu razem z mężem z Szawli. Pokazano mi siedem pustych pokoi w zaniedbanym dworku i zaproponowano, żeby zrobić w tym miejscu muzeum powstania. Przez dwa lata zbierałam materiały, jeździłam po archiwach, muzeach. Byłam w Wilnie, ale  też w Kownie, Szawlach, Telszach. Musiałam się bardzo dużo nauczyć, bo nie jestem z wykształcenia historykiem, ale muzykiem. Początki były więc bardzo trudne –  Regina Galvanauskienė wspomina lata 90.

Założycielka muzeum mówi, że po przyjeździe do Podbrzezia próbowała również wśród miejscowych ludzi pytać o ks. Mackiewicza.– Nie było tego wiele, bo minęło przecież150 lat. W świadomości ludzi na w przetrwała jedynie opowieść o kolędowaniu ks. Mackiewicza, o tym, jak odwiedzał ludzi żyjących w nędzy, dzieci umierające z głodu – opowiada kobieta. W końcu w 1993 r.  bardzo skromne jeszcze muzeum zostało otwarte.–  Część eksponatów przekazał o.  Stanisław. Jako  biblioteka w naszym muzeum eksponowane są książki z kościelnego archiwum, to on przekazał obrazy, świecznik. Gabloty informacyjne robiłyśmy własnoręcznie – zauważa Galvanauskienė. Skromna była nie tylko ekspozycja, ale również warunki materialne, które dawało się odczuć zwłaszcza w zimie.

–  Ja,   później także moja synowa pracowałyśmy jednak z serca. Nie miałyśmy wielkich możliwości, ale robiłyśmy wszystko, co możliwe. Podbrzezie żyło dzięki ojcu Stanisławowi. To do niego zjeżdżali się ludzie po radę, przyjmowaliśmy chętnych do odprawienia rekolekcji, uzależnionych, wszystkich potrzebujących pomocy. Kiedy umierał, bardzo troszczył się o to miejsce, nie chciał, by umarło wraz z nim – wspomina rozmówczyni.

Podbrzezie jednak nie umarło. Nie ma tu, co prawda, tak wielkich tłumów, jak w czasach pracy o. Stanisława, ale ludzie nadal odwiedzają to miejsce.– Osiem lat temu muzeum otrzymało nowe życie. Po rekonstrukcji nasza ekspozycja wygląda zupełnie inaczej. Przyczyniły się do niej nie tylko lokalne organizacje, ale nawet takie kraje, jak Norwegia, Liechtenstein, Islandia przekazały środki. Wszystko zostało zrobione w związku ze 150. rocznicą wybuchu powstania, to była ogromna inwestycja – zapewnia działaczka.

W muzeum na plan pierwszy wybijają się biało-czerwone barwy, symbolizujące dwa powstańcze stronnictwa i dwa sposoby na walkę z niewolą. Można obejrzeć broń, rzeczy osobiste oraz dokumenty powstańców. Ekspozycja obejmuje również prace artystyczne litewskich grafików i malarzy, odzwierciedlające walki powstańców. W muzeum są organizowane plenery, odbywają się czytania poezji R. M. Rilkego. Interesujący jest  także kościół w  Podbrzeziu, który budowali mistrzowie ludowi. Są tu przechowywane krzyże oraz ołtarz najbardziej znanego litewskiego artysty ludowego, Vincasa Svirskisa. W kościele, na starej plebanii i w spichlerzu można również zobaczyć wyjątkowe zbiory dzieł sztuki kościelnej, metaloplastyki, rzeźby, obrazy i inne.

To, co może pozytywnie zaskoczyć polskiego turystę, to fakt, że ta położona w głębi Litwy placówka jest doskonale przygotowana na wizyty Polaków.– Nie mówimy po polsku, ale to przecież nie musi być problem. Cała ekspozycja jest również w języku polskim, więc ktoś, kto nas odwiedza, na pewno będzie czuł się dobrze. Bardzo często odwiedzają nas Polacy, zwłaszcza wiosną, więc jest to bardzo potrzebne. Pracujemy tu razem z moją synową, teraz ona jest kierowniczką muzeum, a ja tylko pomagam. Staramy się żyć tak, jak nauczył nas ojciec Stanisław. Przyjmujemy wszystkich, tak samo podchodzimy do dużej grupy, jak i do pojedynczych osób. Robimy wszystko, co w naszej mocy, by to miejsce nie straciło swojego ducha –   podsumowuje opiekunka podbrzeskiego  muzeum.

PODCASTY I GALERIE