Kultura i Historia
Małgorzata Kozicz

„Moje córki krowy” w Wilnie

"Ten film to swego rodzaju terapia" - mówiła w Wilnie reżyserka filmu "Moje córki krowy" Kinga Dębska. W sobotę projekcji filmu, który na festiwalu Kino pavasaris bierze udział w programie konkursowym "Nauja Europa - nauji vardai" ("Nowa Europa - nowe nazwiska"), towarzyszyło spotkanie z ekipą filmu: reżyserką, odtwórcą jednej z głównych ról Marianem Dziędzielem oraz producentem Zbigniewem Domagalskim.

Film „Moje córki krowy” to historia dwóch sióstr, które w obliczu chorób, a w konsekwencji śmierci jednego z rodziców, są zmuszone do wspólnego działania. 42-letnia aktorka Marta (Agata Kulesza) i 40-letnia nauczycielka Kasia (Gabriela Muskała) nigdy się nie rozumiały. W obliczu dramatu rodzinnego powoli zbliżają się do siebie, docieranie się nie jest jednak łatwe.

Sytuacja rodzinna – punktem wyjścia

„Oparłam ten film o życie. To, co się działo w mojej rodzinie – śmierć moich rodziców, którzy odeszli jedno po drugim – było punktem wyjścia. Ale bohaterki filmu to nie ja ani moja siostra. Ja te charaktery sobie wymyśliłam” – mówiła podczas spotkania z litewskimi widzami reżyserka Kinga Dębska. „Ten film był swego rodzaju terapią dla mnie. Rzeczywiście z siostrą nie bardzo się dogadywałyśmy i po śmierci rodziców nie mogłyśmy się odnaleźć w tej nowej dla nas sytuacji, bo obie jesteśmy z różnych światów i całe życie się kłóciłyśmy. A teraz, gdy minęły już trzy lata od śmierci rodziców, bo właśnie tyle lat zajęło pisanie scenariusza, robienie filmu, jesteśmy z siostrą najlepszymi przyjaciółkami” – dodała reżyserka.

„Nie było czasu na rozważania”

Jak powiedział znany polski aktor Marian Dziędziel, który w filmie zagrał ojca, ta rola była inna od repertuaru, w którym przyzwyczaili się go widzieć widzowie. „Z filmów często brutalnych i ostrych, przeszedłem do filmu całkiem innego gatunku. Wspomagała mnie w tym reżyserka. Gdy otrzymałem scenariusz, było tyle materiału do zagrania i tyle wiedzy do zdobycia, że nie było nawet czasu, aby rozważać, przeprowadzać targi z producentem, tylko trzeba było natychmiast się godzić na rolę. Była ona fascynująca” – wyznał aktor. Przygotowanie do roli wymagało od Mariana Dziędziela spotkań z psychologami, ekspertami. „Wspomagała mnie reżyserka, ale muszę też powiedzieć, że wspomagaliśmy się wszyscy nawzajem” – przypomniał atmosferę na planie aktor.

„Coś jest nie tak z tym tytułem”

Producent filmu Zbigniew Domagalski zdradził, że nietypowa nazwa filmu omal nie została zmieniona. „Po zakończeniu pracy nad filmem spotkaliśmy się z przedstawicielami dystrybutora, którzy powiedzieli, że na film z taką nazwą nikt nie przyjdzie do kina. Zaproponowali wariant „Moja siostra”. Bardzo nam się to nie podobało. I oto gdy pewnego razu kierowca dystrybutora miał odebrać kopię filmu, po drodze zapomniał jego nazwy. A nasze biura są naprawdę blisko. Powiedziałem wtedy – skoro kierowca zapomniał tej nazwy w ciągu pięciu minut, to na pewno z tym nowym tytułem jest coś nie tak. Gdy okazało się, że wracamy do poprzedniej nazwy, cała ekipa z radości pracowała za darmo” – opowiadał Domagalski. Jak dodał, film „Moje córki krowy” obejrzało już 730 tys. widzów.

16 polskich filmów

W ramach festiwalu Kino pavasaris widzowie na Litwie mają okazję obejrzeć aż 16 polskich produkcji i koprodukcji. Tak liczna reprezentacja polskiego kina jest możliwa dzięki wieloletniej współpracy organizatorów z Instytutem Polskim w Wilnie. Kolejne spotkania z tymi twórcami filmu „Moje córki krowy” odbędą się 11 kwietnia o godz. 16.45 oraz 13 kwietnia o 17.15 w kinie Forum Cinemas Vingis.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!