„Mój chłopiec, motor i ja”: Z Druskiennik do Szanghaju 1934-1936

Prezentację książki warto zacząć od przedstawienia jej autorów, będących jednocześnie głównymi bohaterami. Byli nimi: wilnianka Halina Korolec-Bujakowska oraz jej mąż Stanisław Bujakowski. 19 sierpnia 1934 roku para wybrała się na motocyklową podróż, której celem był Szanghaj. Dlaczego akurat tam?

Bartek Borys
„Mój chłopiec, motor i ja”: Z Druskiennik do Szanghaju 1934-1936

Fot. czytajcie.blogspot.com

Miasto to było bowiem, jak pisała w dzienniku
z podróży Halina, „najdalszym miejscem, dokąd lądem można zajechać”. Sam pomysł ówcześnie wydawał się niemożliwy do zrealizowania, jednak okazało się,
że na dwucylindrowym motocyklu B.S.A. angielskiej produkcji, o mocy 10 koni mechanicznych i legitymującym się numerem rejestracyjnym W 19 – 484 (PL) jest to możliwe, o czym przekonuje nas treść omawianej publikacji.

Główna treść książki to zapis wrażeń dotyczących wyprawy, przebytej już trasy, odwiedzanych miejsc, poznanych ludzi, licznych obserwacji, a także wzajemnych relacji między jej uczestnikami. Została ona spisana przez Halinę. Stanisław zajmował się szeroko pojętą logistyką. Był również w tej podróży kierowcą, mechanikiem oraz fotografem. Podział ról został ustalony na samym początku: „mój chłopiec ma motor, czuje każde drgnienie maszyny, pracuje, prowadzi, naprawia, opiekuje się dziesięciokonnym potworem, pasażerka wózka telepie się bezczynnie, oczy otwarte, uszy nastawione, wypatruje, nasłuchuje i pisze. Może uda się spisać kronikę tej przygody XX wieku?” – pisała Halina Korolec – Bujakowska.

Reportaże autorstwa Bujakowskiej publikowane były już w czasie trwania wyprawy
w „Kurierze Wileńskim” oraz miesięczniku „Świat”. O samej podróży informowały czytelników media zarówno polskie, takie jak „Kurier Warszawski” czy też „Głos Druskiennik”, ale także prasa zagraniczna: „Ngo – Bao” z Hanoi, „Times of India” z Bombaju, „Shanghai Times”
z Szanghaju, „South China Morning Post” z Hongkongu oraz wiele innych. Artykuły autorstwa Stanisława ukazywały się w specjalistycznych czasopismach takich jak „Turystyka i auto” oraz „Motocykl i cyclecar”.

Trasa dziewiętnastomiesięcznej, rozpoczętej w Druskiennikach, podróży wiodła początkowo na zachód, przez Warszawę, aż do Berlina. Następnie podróżnicy udali się
na południowy – wschód i przez Pragę, Wiedeń, Belgrad i Sofię dotarli 19 września, czyli równo miesiąc po starcie, do Stambułu. Dalsza część trasy wiodła przez Ankarę, syryjskie Aleppo, iracki Bagdad, aż do Teheranu, stolicy Iranu, nazywanego jeszcze ówcześnie Persją, gdzie para dotarła 30 września i została do pierwszych dni grudnia. Koniec 1934 i początek 1935 roku
to podróż przez tereny dzisiejszego Afganistanu, Pakistanu i Indii. W Bombaju para zameldowała się pod koniec stycznia i pozostała aż do 3 maja oczekując na przekaz pieniężny
z wynagrodzeniem z Polski, aby móc ruszyć dalej. Kolejna była Kalkuta, birmański Rangun oraz francuskie Indochiny. W Loi Mwe w Birmie z powodu awarii silnika i konieczności oczekiwania na nowe łożysko kulkowe do motoru Halina i Stanisław pozostali przez niemal pół roku, mieszkając w tym czasie w namiocie w dżungli. Tamten czas para wspomina z jednej strony pozytywnie, ze względu na kontakt z miejscowymi ludźmi, a także opiekę nad małym, wykupionym z niewoli, niedźwiadkiem. Z drugiej jednak strony był to bardzo trudny epizod podróży, w czasie którego podróżnicy zmagali się z trudnościami finansowymi oraz chorobami, takimi jak malaria i dżuma.

Kolejnym etapem wyprawy było Hanoi oraz Sajgon (obecnie nazywany Ho Chi Minh,
od nazwiska wietnamskiego komunisty) w dzisiejszym Wietnamie. Przymusowy postój w tym drugim mieście, spowodowany kolejną awarią motoru, był okazją do zwiedzenia położonego
w dzisiejszej Kambodży słynnego kompleksu świątynnego Angkor Wat. Ostatnim epizodem były południowo – wschodnie ChinyL Nanning, Kanton oraz Szanghaj, będący jednocześnie metą, na której Halina i Stanisław zameldowali się 15 marca 1936 roku.

Barwny język, zmysł obserwacji oraz interesujące spostrzeżenia na świat, egzotyczny dla wielu również dziś, z perspektywy lat 30. to największe zalety tej książki. Na mapie świata
od 1934 roku wiele się zmieniło. Druskienniki nie leżą już w granicach Rzeczypospolitej,
na berlińskich ulicach nie powiewają flagi ze swastyką, Syria i Irak są, w przeciwieństwie do lat 30., pogrążone w wojnie, Iran nie nazywa się już Persja, a dawne francuskie Indochiny zastąpione zostały trzema niepodległymi państwami: Laosem, Kambodżą i Wietnamem.
Od tamtego czasu zmieniła się też nasza wiedza o świecie, która jest o wiele łatwiej dostępna. Ale nie zmieniła się ludzka ciekawość oraz chęć poszukiwania przygody, stąd czytając książkę „Mój chłopiec, motor i ja” utożsamiamy się z jej bohaterami, traktujemy ich jak naszych dobrych znajomych.

Godna uwagi jest także rewelacyjna oprawa graficzna. Sama publikacja wydana została w twardej oprawie, a okładkę zdobią trzy zdjęcia pokazujące parę podróżników i sam motocykl. Dalej jest jeszcze lepiej – świetna mapa Europy i Azji pokazuje zaznaczoną trasę podróży
z przystankami i datami. Samą książkę urozmaica kilkadziesiąt, albo i więcej, czarno – białych zdjęć wykonanych w czasie podróży przez Stanisława. Tytułowy „chłopiec” znał się na rzeczy, zdjęcia są bardzo dobre i bardzo ciekawe, dobrej jakości oraz przemyślane kadry. W książce znajduje się również artykuł autorstwa Stanisława Bujakowskiego zatytułowany „Motocyklem
z Polski do Chin”, opublikowany pierwotnie w 1937 roku w dwumiesięczniku „Motocykl
i cyclecar”. Większość ówczesnych porad jest już nieaktualna, niemniej jednak i tak jest
to świetna lektura. Podobnie jak napisany z humorem fikcyjny wywiad z motocyklem B.S.A., który opowiada, jak udało mu się przejechać 10 tys. km z Warszawy do Teheranu.

Książce tej trudno coś zarzucić i nie chciałbym na siłę doszukiwać się minusów. Jedyną rzeczą, którą bym zmienił, jest sam układ fotografii oraz ich rozmiar. W książce zdjęcia umieszczone są niemal na każdej stronie, w niewielkich rozmiarach, jako ilustracja do miejsc
i wydarzeń, które są właśnie opisywane. Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie mniejszej liczby fotografii w większym rozmiarze i o lepszej jakości. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że odbiłoby się to na cenie książki, która musiałaby być wtedy odpowiednio wyższa.

„Mój chłopiec, motor i ja” to z jednej strony książka podróżnicza, a z drugiej love story, którego bohaterami są ludzie, którzy nie bali się podążać za swoimi marzeniami. I chociaż opisywane wydarzenia miały miejsce prawie 80 lat temu są bardzo współczesne. Ciekawą rzeczą jest to, że książka została wydana dopiero 3 lata temu, niemal 70. lat po jej napisaniu.

Dziennik z podróży Bujakowskich jest świetną inspiracją do poszukiwania przygód. Pokazuje, że jedynym co nas powstrzymuje przed wyruszeniem w nieznane, jesteśmy my sami
i nasze ograniczenia. Halina i Stanisław swoją książką pokazują, że świat jest fascynującym miejscem, którego nie trzeba się obawiać. Zdecydowanie polecam, nie tylko fanom literatury podróżniczej, ale wszystkim, którzy lubią i cenią dobrą książkę.

Halina Korolec – Bujakowska, Mój chłopiec, motor i ja. Z Druskiennik do Szanghaju
1934 – 1936, Warszawa 2012.

*Książka została udostępniona do recenzji przez księgarnię „Elephas” w Wilnie.

PODCASTY I GALERIE