Kultura i Historia
Renata Butkiewicz

Łukasz Grzegorzek: Wszyscy popełniamy błędy względem osób, które kochamy

Łukasz Grzegorzek, twórca genialnego "Kampera" zaprasza nas tym razem w refleksyjną podróż o dojrzewaniu i odnajdywaniu samego siebie. Czerpiąc doświadczenie z własnego życia, opowiada o rodzinnej relacji, pogoni za marzeniami, presji, jaką rodzice wywierają na dzieciach, realizując swe niespełnione marzenia. Sam reżyser był świetnie rokującym tenisistą, karierę porzucił w wieku 18 lat i dostał się na studia prawnicze, by w końcu właśnie móc tworzyć filmy. Córkę Trenera będzie można oglądać w ramach Festiwalu Filmu Filmu Polskiego w dniach 3-13 października.

Renata Butkiewicz: Główni bohaterowie od lat przemierzają Polskę, zgarniając nagrody na podmiejskich zawodach tenisowych. Ojciec usilnie próbuje utorować córce drogę do sukcesu. Ciężkimi treningami i surową dyscypliną. Czy „Córka trenera” była bardziej potrzebą sztuki czy potrzebą serca?

Łukasz Grzegorzek: Ja robiąc ten film, bo sam jestem synem trenera, chciałem lepiej zrozumieć swojego tatę, który był i wciąż jest dla mnie bardzo sprzeczną postacią. Z jednej strony – jokerem, z drugiej – idolem, z trzeciej – kimś bardzo opresyjnym. Te wszystkie sprzeczności składają się na jedną osobę i pomyślałem sobie, że może warto się jej przyjrzeć, tym bardziej, że widzę ich coraz więcej wokół. 

Myślę, że relacje dzieci z ojcami są wręcz sztampowe, czymś podobne do siebie. Gdyby każdy  o swoim ojcu zaczął opowiadać, to jakiś wspólny pierwiastek można byłoby wyłonić. To tak jakbyśmy się w lustrze przeglądali. 

To już wiele osób mi mówiło. Moja przyjaciółka opowiadała, że po obejrzeniu Córki Trenera wspominała, jak tato ją katował grą na pianinie. Inny znajomy opowiadał, jakie było ciśnienie, żeby został prawnikiem i ojciec strasznie dużo wymagał od niego, jeśli chodzi o oceny w szkole, żeby dobrze sobie radził na olimpiadach, a później na studiach, żeby miał stypendium i żeby się dostał do jak najlepszej kancelarii.Ta presja jest wszechobecna.

I ten żal w nas siedzi. Często brakuje odwagi, żeby o tym porozmawiać.

Jednym z naszych celów było stworzenie platformy do rozmowy pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Trochę jest tak, że dzieci zawsze będą miały pretensje do rodziców. Albo że za mało czasu poświęcali, albo też za bardzo cisnęli w ramach swoich niespełnionych ambicji w jakiś kierunek, który jest nie do końca ich. I zawsze jest powód, żeby potem narzekać na leżance u psychoterapeuty na złego rodzica. Ale jest tak, że ten świat jest bardziej złożony. Świat Macieja Korneta i Wiktorii Kornet, to jest świat narzucony przez Macieja i to są jego niespełnione ambicje. On jest byłym sportowcem i chciałby, żeby córka osiągnęła taki wynik, którego jemu się nie udało. I to jest bardzo częsta sytuacja w Polsce.

Film dużo podróżuje po świecie. Jak został przyjęty?

Miałem wiele spotkań za granicą i jest to na tyle uniwersalne – czy to w Niemczech, czy w Czechach, czy w Rosji. Ja mam takie poczucie, że łatwo jest winić tego rodzica. Ale też warto spojrzeć na drugą stronę medalu – ile serca, energii daje temu dziecku i to, co wybrzmiewa w tym filmie, to jednak jest sposób na to, żeby znaleźć porozumienie i zrozumieć obydwie strony. Bo tutaj też oczekiwania Wiktorii wobec Macieja są zbyt duże. Ona chciałaby, żeby to był ojciec, który jest partnerski, który traktuje ją podmiotowo i który ją rozumie. I ona musi się wybić na niepodległość. Z drugiej strony ją to bardzo dużo kosztuje, bo decyzja, do której dojrzewa, może go zranić. Wszyscy popełniamy błędy względem osób, które kochamy. I chodzi o to, jakie wyciągamy wnioski.

Karolina Bruchnicka czyli główna bohaterka z odwagą, ale też czułością porzuca dotychczasowe życie. Może to kwestia jej urody przywołuje nam na myśl kino francuskie. Siła tego filmu właśnie tkwi głównie w postaciach.

Znalazłem ją w Internecie. Nie był to Tinder (śmiech), była to baza aktorów polskich już nieistniejąca niestety, gdzie były świetnie wyszczególnione umiejętności aktorów. To już były wielomiesięczne poszukiwania, dlatego zacząłem szukać w Internecie na własną rękę i tam wśród wielu aktorek, odnalazłem Karolinę, która interesowała się tenisem i napisała w zakładce – Umiejętności – tenis. To musieliśmy szybko zweryfikować na korcie. Ale to, co mnie ujęło, to przede wszystkim jej oczy, które z jednej strony mają dużo głębi i smutku, a z drugiej strony czułem, że to mogą być oczy córki Macieja Korneta czyli Jacka Braciaka, bo w pierwszej kolejności  zwróciłem się z propozycją do Jacka, żeby zagrał główną rolę u mnie, a potem dopiero szukałem córki.

To jest drugi pana film pełnometrażowy. Odbiega pan od schematu kina komercyjnego, gdzie się kręci dla jak największej liczby widzów.

Największą bolączką dzisiaj kina nie tylko w Polsce, ale w ogóle na świecie,  jest to, że bardzo mocno się rozwija ta nóżka komercyjna, a z drugiej nazwijmy  – nóżka arthousowa. Komercyjne filmy z roku na rok, mam wrażenie, są coraz bardziej płaskie, ze świata mielonki, ćwiećproduktów, które nie wymagają żadnej uważności i myślenia. A kino artystyczne często jest hermetyczne. Ja w swoim kinie staram się wyciągnąć to, co jest najlepsze z jednej i drugiej nóżki, ale żeby to były filmy stricte autorskie. Żeby przebijała z tego szczerość i prawda. Bardzo  często pojawia się taki argument, że my robimy niepolskie kino. Nie wiem za bardzo, co mam wtedy powiedzieć. Sam jestem z małej miejscowości z Opolszczyzny, moja operatorka jest spod Wrocławia, montażystka jest spod Katowic, główna aktorka jest z Wałbrzycha, Jacek Braciak pochodzi z Lubuskiego. Chcemy coś dawać tym filmem, a nie zabierać. Podchodzimy do bohaterów z dużą czułością, by nie byli jednowymiarowi albo ze schwarzcharakterem albo dobrzy. Chcemy żeby to był jak najbardziej wielobarwny soczysty świat – pełen ułomności, ale w którym raczej dostrzegamy humor niż mrok.

Świetne dialogi. Są tak subtelne, że pan zostawia miejsce dla inteligencji widza

To jest efekt wielomiesięcznych przygotowań. Ja czerpałem z własnego życia i własnych doświadczeń. To jest nasz charakter pisma. My szukamy, jak pięknie pani nazwała, subtelności i najbardziej lubimy zabawę z widzem, który jest uważny i koncentruje się na tym świecie, który budujemy. I często chcemy się z nim bawić, żeby nic nie podawać na tacy, bo wierzymy,  że jednak jest inteligentny.

Jeśli chodzi o pozyskiwanie pieniędzy na filmy, czy młodzi twórcy mają trudny start?

Na pewno jest łatwiej zbierać fundusze niż pięć, dziesięć, czy piętnaście lat temu. Aczkolwiek problem polega na tym, ze tych filmów powstaje coraz więcej i coraz trudniej o godne życie dla filmu. Jestem teraz w trakcie przygotowań do trzeciego filmu i zobaczymy, co przyszłość przyniesie.

Wywiad ukazał się w czasopiśmie „7 meno dienos”

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!