Kultura i Historia
Krzysztof Kolanowski

Litwin w Wilnie. Litewski problem z Wilnem

Jest to książka na wskroś litewska, jednak również dla Polaków może być ciekawym i nietypowym kluczem do lepszego zrozumienia naszych sąsiadów.

Książkę Herkusa Kunčiusa „Litwin w Wilnie“ zdarzyło mi się czytać dwukrotnie: po raz pierwszy jeszcze w 2012 r. w oryginale, wtedy, gdy sam mieszkałem w Wilnie, a obecnie w tłumaczeniu polskim. Na samą wiadomość, że powieść ta doczekała się tłumaczenia polskiego, zareagowałem pewnym zdziwieniem – jest ona bowiem na wskroś litewska, właściwie jakby przeznaczona dla czytelników z Litwy, aby zobaczyli siebie w krzywym zwierciadle. A jednak czytając ją po polsku, pojąłem, że może być również dla Polaków ciekawym i nietypowym przecież kluczem do lepszego zrozumienia Litwinów takimi, jakimi oni są, a także poznania Wilna z zupełnie nietypowej strony. Ale o tym nieco później.

Mamy oto głównego bohatera – Napoleona Szeputisa, pracującego jako woźny w szkole, pochodzącego z litewskiej prowincji, niemal nietkniętej przez „zgubne obce wpływy” ani mniejszości narodowe: z miasteczka Kalwaria, nieopodal zresztą granicy z Polską. Bohater nasz przyjeżdża do Wilna autokarem wraz z zespołem ludowym. Jego przyjazd nie odbywa się jednak w zwykły dzień: samo Święto Pieśni, na którym miał występować ów kalwaryjski zespół, miało w owym 2009 roku mieć szczególną wyprawę: Wilno było bowiem Europejską Stolicą Kultury, zaś parę dni wcześniej – kontekst szczególnie ważny dla naszego bohatera – Rada Samorządowa Rejonu Wileńskiego ogłosiła Akt Intronizacji Chrystusa Króla w rejonie wileńskim (można dodać, że uchwała taka jest jak najbardziej prawdziwa, zaś rejonem tym, skupiającym miejscowości w najbliższym otoczeniu Wilna, od dawna rządzi niepodzielnie partia litewskich Polaków).

Już teraz poznajemy poglądy bohatera, jego stosunek do Wilna i jedną z jego swoistych pasji – komentowanie bieżących wydarzeń na forach internetowych – wygląda na to, że dodanie komentarza pod artykułem (i zbesztanie współrozmówcy) jest dla niego zapewne ważniejsze, niż zapoznanie się z samą treścią artykułu. Wilno jest dla Szeputisa niewątpliwą kolebką litewskości, ale też miejscem, w którym odbywały się wszelkie nieszczęścia w historii Litwy, a te – w przekonaniu bohatera – zawsze wychodziły od sąsiadów, którzy na przełomie lat tylko czyhali na to, by zmącić spokojne i tradycyjne litewskie życie, a niefrasobliwość Litwinów tylko w im tym pomagała. Wszelkie ślady obecności polskiej, białoruskiej, żydowskiej czy rosyjskiej w Wilnie postrzega on jako koronne dowody panoszenia się obcych na litewskiej ziemi.

Niestety, ilość alkoholu skonsumowanego w czasie podróży, a także uraz doznany podczas hamowania pojazdu sprawia, że Szeputis ląduje w szpitalu, następnie ucieka z niego i wychodzi na miasto. Nie może bowiem pozostać bierny wobec zagrożeń, jakie w jego oczach dzisiejszy świat niesie litewskim wartościom duchowym. Niczym prorok świadczy on swe prawdy napotkanym ludziom – przestrzega, gani, przemawia, roztacza wizje, komentuje. Szybko dołączają się do niego osoby, które każdy szanujący się wilnianin powinien znać z ulic stolicy Litwy, a być może też wspomógł paroma litami: wśród nich jest oczywiście brodaty, sarkastyczny i niezwykle gadatliwy „Wielki Książę Litewski Vilgaudas” (czytelnik bez problemu znajdzie jego „występy” na portalu YouTube) oraz Czerwony Kapturek (znana również jako Różyczka – Rožytė).

Niewątpliwie autor bawi się Szeputisem – wkłada w jego usta słowa, w które sam nie wierzy, ale przyjmuje jego narrację. Okoliczni przechodnie początkowo ignorują wypowiedzi naszego świeżo upieczonego „wieszcza”, albo też reagują z pobłażaniem, jednak później „prawdy” Szeputisa znajdują coraz większy poklask.

Ponieważ sam bohater, zaprawiony kolejnymi trunkami, coraz bardziej pogrąża się we własnych wizjach, czytelnik również w nich uczestniczy. Dowiadujemy się zatem, jak wyglądało życie prastarych Litwinów, nieskażone zgubnymi obcymi wpływami. Życie, w którym „nie było ani zazdrości, ani chęci się wyróżniać bądź pysznić przed swoim bliźnim”, zaś „ludzie obarczeni pracą nie mieli czasu czczo gaworzyć czy czytać książek”. „O ciepłych krajach nic nie słyszeli. Jeśli przybłęda zaczynał mówić na temat życia na obczyźnie, pięścią takiego zamykano”. Autor opowiada o tej dawnej sielance w taki sposób, że naszkicowana przez niego sylwetka praojców staje się niemal odrażająca w swym prostactwie, zamknięciu i okrucieństwie wobec wszystkich, którzy się wyłamują z ogółu.

Przy okazji dowiadujemy się więcej o Szeputisie. Jak na każdego spóźnionego bohatera i proroka przystało, nie ma on wcale życiorysu męczennika: w latach, gdy Litewska SSR jeszcze się dobrze trzymała, wiódł swoje pełne wrażeń młodzieńcze życie, ocierając się chyba o wszystkie ciemne strony rzeczywistości. Gdy biorą go do wojska, akcja książki przybiera postać „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, oczywiście z bardzo sowiecko-litewskim kolorytem. Powolutku, jednak konsekwentnie, poznajemy też przyczynę, dla której Szeputis nabrał takich poglądów, jakie manifestuje na wileńskich ulicach (oczywiście nie mam zamiaru jej zdradzać!).

Teraz znów o Wilnie.. Ponieważ prawie cała akcja toczy się w tym mieście, poznajemy je na nowo, w przynajmniej dwóch postaciach: jeszcze niedawnej sowieckiej i dzisiejszej litewskiej. Zaś niepokój samego Szeputisa wyraźnie pokazuje litewski problem z Wilnem: miastem, którego bogatej historii nijak nie da się zamknąć w wąsko pojmowanej litewskości, miastem, które jest przecież „nasze litewskie”, a jednak którego budynki i ulice mówią całą masą niezrozumiałych dla zwykłego litewskiego woźnego języków.

Jednak to działa w dwie strony: sama powieść nie tylko może rozbawić polskiego czytelnika (choć w niektórych fragmentach może być ona niezrozumiała, tutaj tłumacz się natrudził, by w przypisach wyjaśnić czytelnikowi wszystko to, czego ktoś, kto nie żyje rzeczywistością Litwy, może nie wiedzieć). Pokazuje nam ona jeszcze Wilno z zupełnie innej strony niż to, które polski czytelnik może znać z wycieczek autokarowych do Ostrej Bramy bądź wyjazdów służbowych, spędzanych w hotelach i restauracjach. Nie widzimy Wilna Mickiewicza, Śniadeckiego i Domeyki (Wilno, które już jest historią), lecz Wilno blokowisk po drugiej stronie Wilii, Wilno ludzi czekających na przystankach autobusowych, wreszcie – Wilno pacjentów oddziału psychiatrycznego szpitala w pobliżu Kościoła Św. Piotra i Pawła oraz Wilno często podchmielonego „księcia Vilgaudasa” i innych, którzy może są poza systemem, ale z pewnością w widoczny sposób dodają barw litewskiej stolicy.

Autor zwraca też chyba uwagę na jeden z problemów społeczeństwa litewskiego, a może i ludzkości: nasz świat jest pełen przybyłych znikąd fałszywych proroków pokroju Szeputisa. Na Litwie widać to szczególnie w mediach, gdzie istnieje spora nadreprezentacja rzekomych „znawców”, którzy biorą się za komentowanie wszelkich możliwych problemów kraju, choć zapał wcale nie musi tutaj iść w parze z wiedzą potrzebną do takiej działalności. Im bardziej radykalne i emocjonalne poglądy ktoś wygłasza, tym częściej można o nim usłyszeć „nareszcie jest ktoś, kto odważył się powiedzieć prawdę!”. Szeputis takim śmiałkiem jest, a wybiórcza wiedza nie przeszkadza mu głosić sądów choćby o Franciszku Skorynie czy Fiodorze Dostojewskim i zyskać sobie popularność dzięki nim.

Jeszcze o tłumaczeniu: wydaje się, że Michał Piątkowski wykonał kawał dobrej roboty. Litewszczyzna Kunčiusa jest bogata, żywa, pełna skrótów, mrugnięć okiem do czytelnika, sarkazmu, właściwie jest „ulepiona” na potrzeby tej książki, dlatego też tak mocno bawi – w tłumaczeniu wszystko to zostało zachowane. Ponieważ niemało tu nawiązań do historii, przełożenie na język polski wymagało nie lada wiedzy historycznej. Tłumacz poradził sobie z tym wszystkim śpiewająco. Owszem, są malutkie niedociągnięcia, np. związani z Wilnem męczennik grekokatolicki Jozafat Kuncewicz oraz pisarz białoruski Maksim Harecki zostali przywołani w ślad za oryginałem z końcówkami litewskimi jako Kuncevičius i Hareckis (str. 233 polskiej wersji), a przecież nie jest to ta forma ich nazwisk, pod którą są oni znani światu. Jednak są to błahostki. Dużym plusem są wspomniane już przypisy, które sprawiają, że polski czytelnik może łatwiej się zanurzyć w koloryt lokalny.

Podsumowując, powieść „Litwin w Wilnie” warta jest przeczytania, szczególnie przez tych, którzy interesują się życiem naszych sąsiadów. Jest rzeczą wspaniałą, że ukazało się jej polskie tłumaczenie. Niewątpliwie warto szerzej poznać współczesną literaturę litewską – czekamy zatem na więcej!

O książce „Litwin w Wilnie”

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!