Kultura i Historia
Renata Butkiewicz

Kasia Smutniak: My, artyści, zamknięci w klatce cenzury jesteśmy niczym

Kasia Smutniak robi piękną karięrę we Włoszech, gdzie mieszka od 20 lat. Pierwsze sukcesy zaczęła odnosić jako modelka, a od kilkunastu lat gra w filmach, między innymi w znanym niemal na całym świecie „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Powstał nawet polski remake ,,(Nie)znajomi", gdzie też zagrała. Podziwiać ją można również w filmie "Oni" Paolo Sorrentino, gdzie wcieliła się w rolę Kiry, ulubienicy Berlusconiego. A obecnie na ekranach kin w Wilnie mamy ,,Słodki koniec dnia" z jej udziałem, a tam tworzy popisowy duet z Krystyną Jandą.

Teraz, kiedy sobie rozmawiamy, jest 11.30 we Włoszech. Ten nawyk wstawania podobno różni Polaków i Włochów. To jest wczesna pora? Włosi lubią sobie leniwie zacząć dzień.

– No tak, fakt jest taki, że tutaj słońce wstaje później, ludzie wstają później. Życie się toczy w innym rytmie.

Film ,,Słodki koniec dnia”, który mamy na ekranach w Wilnie, też był kręcony w leniwym słońcu Toskanii. Mimo, że jest to produkcja polska, to jednak dla Ciebie – zagraniczna.

– Zagraniczna, bo polska. Ale to było naprawdę pół na pół. Ekipa była z Polski, ale kręciliśmy wszystko w Toskanii w trzech językach, tak jak u mnie w domu. Mieszkam od dwudziestu lat we Włoszech i mój dom jest tutaj. Tutaj pracuję i mieszkam na co dzień i w tym momencie jakikolwiek wyjazd do Polski, robi się wyjazdem za granicę. Chociaż dla mnie już nie ma granic. W Europie czuje się jak w domu praktycznie wszędzie.

Włochy też wydają się być krajem multikulturowym…

– Nie tak do końca. Są krajem multikulturowym, ale dosyć zamkniętym. Ostatnio co się dzieje w Europie, odbija się na wszystkich krajach. Oczywiście, jeżeli chodzi o położenie geograficzne, Włosi są o wiele bardziej otwarci i mają dostępność do innych kultur, które miały bardzo ważną wagę w stworzeniu tego państwa. Włochy są bardzo odmienne kulturowo, jednak to jest kraj trochę mentalnie zamknięty.

Dlatego, że się różnimy, konieczna była adaptacja włoskiego filmu ,,Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, gdzie zagrałaś. Powstał polski remake ,,(Nie)znajomi”. Żarty, poglądy właśnie musiały być dostosowane do polskich realiów.

– Generalnie temat podjęty w filmie – te szczerości, telefony, dostępność do mediów społecznościowych w naszym życiu, jak my się w tym odnajdujemy i jak się do tego odnosimy – sprawdził się na całym świecie. Widocznie wszyscy mamy z tym problem od Bangladeszu po Amerykę. Jednak właśnie ciekawe w ogóle w doświadczeniu, jeśli chodzi o ten film i remake’i, które powstały na całym świecie, to adaptacja dla danego kraju. W polskiej adaptacji przekonał mnie scenariusz, który jest fantastycznie napisany na polskie realia. Czuć polską dynamikę i to sprawdza się w kinach. Ale to był taki eksperyment. W Polsce nie powstaje wiele remake’ów. Trochę baliśmy się, że ta pieczątka remake’a nie pozwoli wielu osobom ruszyć się z domu.

Ostatnio zaczęłam doceniać kino lekkie i przyjemne, które pozwala zapomnieć o codziennych troskach.

– Ten film ,,Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” jest trochę zgubny, bo to się tak wydaje, że ktoś sobie siądzie w kapciach i na spokojne obejrzy coś i będzie mu miło. A to jest właśnie cios w plecy, bo ten film jednak daje do myślenia. On jest podstępny. Moja przygoda z nim zaczęła się ponad 6 lat temu i od realizacji, premiery włoskiej wersji minęło dużo czasu, jednak życie tego filmu się nie kończy, bo powstało niesamowicie dużo remake’ów. Widziałam tylko hiszpański i turecki. Jak bardzo ciekawe dyskusje tworzą się dookoła. Widz ma ochotę przedyskutować, zastanowić się, przetrawić, iść po raz drugi na ten film. To jest ten film, na który widz wraca. Wraca, bo ma przemyślenie i jeszcze coś by chciał zrozumieć, przeżyć na nowo. Dużo rzeczy się traci w śmiechu. Sama byłam na polskiej premierze i widziałam, jak niektóre osoby się śmiały. Niektóre aż do końca. Wpada się w taką chichawkę. Fantastyczne są teksty, ale to właśnie jest ten podstęp. Człowiek nie wie, jak zareagować, więc się śmieje. A tam się dzieje coraz więcej i coraz bardziej jest tragicznie i groteskowo. To jest bardzo ciekawy projekt i sama miałam ochotę, żeby wziąć go za rękę i poprowadzić do Polski. Jestem jednym ze współproducentów polskiej wersji.

Z kolei teraz film Jacka Borcucha ,,Słodki koniec dnia” możemy oglądać w kinach w Wilnie. I to też jest jeden z tych filmów, do którego się chce wracać. Jacek Borcuch potrafi o sprawach ważnych opowiadać w sposób subtelny.

– Jacek jest osobą niesamowicie inteligentną i wrażliwą. Potrafi dostrzec coś, co inny nie jest w stanie. Ten scenariusz trafił do mnie i wstrząsnął mną. Wydało mi się, że znalazłam tam jakiś głos, który mam w głębi serca. To jest film polityczny, który podchodzi do tematu w sposób subtelny i elegancki. Tam są poruszane tematy osobiste czyli polityczne, bo dla mnie tematy polityczne są tematami osobistymi. O dziwo dzisiaj najtrudniej się o tym mówi i najwięcej dostaje się oskarżeń, jeśli ktoś w jakiś sposób politycznie się wysławia. Chociaż mamy większą możliwość, ale dzisiaj jeszcze bardziej się tego boimy. I nagle się trafia taki projekt z wielką odwagą i taktem. To będzie jeden z moich najważniejszych filmów.

Kadr z filmu „Słodki koniec dnia”, Fot. Materiały prasowe

Wcieliłaś się w córkę Krystyny Jandy.

Współpraca z Krystyną Jandą dla mnie była spełnieniem marzeń. Poznałam ją osobiście jako kobietę, zauroczyła mnie swoją osobowością, energią, odwagą. Ten film jest nakręcony w Toskanii, bo Toskania jakby jest sercem Europy. Gdy myślimy o Europie, myślimy o czymś, co jest historyczne, co jest piękne, co jest ważne, co jest kołyską naszej cywilizacji europejskiej, naszego mniemania, że ten nasz świat jest lepszy od innych i najbardziej cywilizowany. I na pewno kołyską tego są Włochy, a we Włoszech -Toskania. I właśnie Jacek Borcuch pokazał Toskanię poprzez międzynarodową rodzinę, małe miasteczko, w którym wszyscy żyją w zgodzie, ale w strachu. I to się objawia w momencie, gdzie jedna osoba, jaką jest Krystyna Janda, która gra poetkę, noblistkę, wyraża swoje poglądy. Ja widzę postać Krystyny Jandy jako piękną naszą Europę, która potrzebuje się zbuntować. W filmie pokazane są trzy bunty – córki, którą ja gram, wnuczki i właśnie babci. Jacek miał tę wrażliwość, żeby opowiedzieć nasze czasy poprzez pryzmat kobiety – pięknej, starszej, mądrej, szlachetnej, szanowanej, która się buntuje. To jest odważny punkt widzenia.

Czy Europa ma odwagę się zbuntować?

Ja sama mam czterdzieści lat i zadaję sobie pytanie, czy mogłabym sobie pozwolić na bunt? Wolność wypowiedzi Krystyny Jandy w tym filmie jako artystki, jest czymś niesamowicie ważnym. O cenzurze teraz bardzo dużo się mówi w Polsce. Cenzura jest atakowana. My artyści zamknięci w klatce tej cenzury jesteśmy niczym.

Albo kultura będzie wolna albo kultury w ogóle nie będzie.

– Nie będzie. Dokładnie.

I film ,,Słodki koniec dnia” o tym opowiada – w sposób hipnotyzujący.

– Tak, ja sama Jackowi to powiedziałam. Mieszkam tutaj od dwudziestu lat i wydaje mi się, że tę Toskanię znam, zresztą nie jeden film nakręciłam w tamtym regionie, ale ja jeszcze nigdy jej takiej nie widziałam jak w naszym filmie. I to niesamowite, że trzeba było Polaka, żeby opowiedzieć coś w sposób tak intymny. Ostatni film, który przychodzi mi do głowy, który był wielkim hitem i wielkim sukcesem za granicą ,,Call Me by Your Name” (tłum. ,,Tamte dni, tamte noce”) reż. Luki Guadagnino – nakręcony w Toskanii. To jest coś, co sprzedaje się za granicą, ale nie sprzedaje się we Włoszech, bo Toskania wcale taka nie jest. Beztroskość włoska to tylko cliché. Tej beztroskości już dawno nie ma. Ta otwartość, ta muzyka, ta pizza, ta mozzarella, to piękno…. Jeśli chodzi o życie codzienne, to wygląda zupełnie inaczej.

Jakie są teraz Włochy? Mówisz, że multikulturowe są, ale nie do końca i że wbrew pozorom Włosi są zamknięci. A stereotypy są całkiem inne.

– No właśnie stereotypy są zupełnie inne. Dla mnie wiele stereotypów padło w ciągu tych dwudziestu lat. Włochy przechodzą teraz okres historycznie bardzo mocny, ciekawy i nie jeden bunt będzie potrzebny, żeby dokonać zmian. Oni sami w te stereotypy popadli i się pogubili. 20 lat berluskonizmu, który w telewizji pokazywał takie beztroskie życie na Riwierze Włoskiej, Sardynii, piękno morza, ptaków śpiew i szampan, który się leje, wszyscy szczęśliwi. Dlatego tak ważną rolę odgrywa telewizja, kultura, która przechodzi przez ekran, która jest pierwsza i najprostsza w dostępnie, jeśli chodzi o informacje, programy, kształcenie młodych pokoleń. Na włoskiej telewizji publicznej Rai 1 wychowało się już jedno pokolenie i to pokolenie żyje w zupełnie innym pryzmacie, poprzez programy, gdzie dalej jest pokazywany obraz kobiety pięknej roześmianej młodej tańczącej półnagiej, która nie ma głosu. We Włoszech od ponad dwudziestu lat istnieje program satyryczno-polityczny, gdzie są młodziutkie kobiety, które tańczą i nazywają się Veline. I to jest największa ambicja młodego pokolenia, żeby zostać tą Veliną. To nie są nawet tancerki, to są młode dziewczyny, które tańczą półnagie na stole i w ogóle się nie odzywają przez cały program. Na takich programach wychowało się społeczeństwo, które głosuje na rząd, który dzisiaj zamyka porty graniczne. Ktokolwiek, kto pokazuje inny pryzmat Włoch, z jego problemami, jest czymś nie do przyjęcia. Włosi dalej chcą się bawić.

Co politycy za pomocą telewizji chcą zamaskować?

W telewizji imigracja jest dzisiaj tematem numer jeden. To temat wykrzyczany przez polityków, ale to nie jest problem numer jeden. Problem numer jeden są młodzi ludzie, którzy uciekają z tego kraju za granicę, którzy nie widzą przyszłości, którzy nie mają pracy. Bezrobocie totalne. Także ta informacja, jaka przechodzi, jest rzeczą niesamowicie ważną i to w filmie Jacka też widać. Populizm ogarnia Europę i my się w tym zatracamy. Ja czuje się Europejką i jestem coraz bardziej zbuntowana i przerażona, widząc, co się dzieje w tej mojej Europie, którą postrzegałam jako piękną i mądrą, starszą, kulturowo odważniejszą, otwartą. Ona już taka nie jest. To nie jest już moment zastanawiania się, to na pewno jest już moment buntu i do tego dojdzie.

Jeśli mówimy o informacji, która na długo zostaje w internecie, to tam można przeczytać, że nazywają Cię „młodszą siostrą Moniki Bellucci”.

– (śmiech). I to jest następna bzdura. Nikt mnie tutaj we Włoszech do niej nie porównuje, ale ktoś kiedyś napisał tak w Polsce i od dziesięciu lat to słyszę. No właśnie, to co jest w necie, zostaje. Monica Bellucci jest ikoną kobiecości, gwiazdą, prawdziwą divą. Jej kariera jest międzynarodowa, szlachetna, pracowała z najlepszymi reżyserami, a moja kariera – mała, ale ja lubię małe kino i lubię kino odważne.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!