Kultura i Historia
Ewelina Knutowicz

Joanna Jax: Zdarza mi się płakać w trakcie pisania książek

W ramach cyklu „Spotkania z polską książką” w Instytucie Polskim w Wilnie odbyło się spotkanie z Joanną Jax, autorką popularnych w Polsce książek o tematyce historycznej. Przedstawiła ona m.in. nowy cykl powieści "Zanim nadejdzie jutro". Bohaterowie książek - to mieszkańcy Kresów (m.in. Wilna), którzy zostali wywiezieni do Kazachstanu w czasie okupacji sowieckiej.

Która jest to Pani wizyta w Wilnie?

Pierwsza. Jest to pierwsza moja wizyta, mimo, że napisałam książkę o Wilnie przedwojennym. Przyjechałam tu dzisiaj nie tylko po to, aby spotkać się z czytelnikami, ale też po to, aby zwiedzić miejsca, o których pisałam w swojej powieści.

Jakie są pierwsze impresje, związane z miastem?

Dopiero przyjechałam. Mam całą sobotę oraz niedzielę na to, aby wszystko pooglądać. Trochę zobaczyłam tego miasta z okien samochodu. Niestety, trochę to Wilno znam z nazewnictwa ulic, jakie były przed wojną. Wilno litewskie nic mi nie mówi. Mam taką fajną mapę z nakładką, wiąc mam nadzieję, że jakoś poradzę.

Dlaczego w takim wypadku Pani postanowiła napisać książkę o Wilnie?

Jestem wolontariuszką Fundacji dla Rodaka. Prezes fundacji wyszła z taką inicjatywą, aby przygotować materiał o osobach zesłanych do Kazachstanu. Miała być to powieść, w związku z tym postanowiłam, że muszę z czegoś rozpocząć. Z uwagi na temat rzezi wołyńskiej, bardziej popularne były Kresy Południowe. Natomiast te Północne były trochę przez literatów zapomniane, dlatego postanowiłam, że to będzie dawne województwo wileńskie. W książce znajduje się również miejscowość Oszmiana, w tej chwili jest to już Białoruś. Tu przed wojną rozpoczyna się akcja mojej powieści. Oczywiście, opisuję, co tu się działo w Wilnie 17 września, kiedy wkroczyły wojska sowieckie, a potem była okupacja niemiecka.

Fot. Ewelina Knutowicz

Jak Pani poszukiwała źródeł historycznych oraz rodzin, które przeżyły tragedię zesłań?

Nie ukrywam, że Fundacja dla Rodaka przyszła mi z pomocą i miałam okazję porozmawiać z ludźmi, którzy przeżyli Kazachstan i tutaj mieszkali. Nie byli na tyle mali, aby pewnych rzeczy nie pamiętać. Byłam w Kazachstanie, spotkałam się z potomkami zesłańców, których historie stamtąd przywiozłam. Dzięki Paniom, przez które dotarłam do Związku Sybiraków, otrzymałam dostęp do literatury, która nie jest łatwo dostępna. Była to m.in. publikacja Uniwersytetu Wrocławskiego na temat tego, jak wyglądało życie w Kazachstanie.

Natomiast poznawanie Wilna rozpoczęłam w przedziwny sposób, a mianowicie przestudiowałam rocznik statystyczny województwa wileńskiego za rok 1937. Dzięki temu zobaczyłam, ilu ludzi tu mieszkało, ilu pracowało lekarzy, o której przyjeżdżał pociąg z Warszawy do Wilna, ile kosztowało miejsce w schronisku studenckim. Wbrew pozorom, znalazłam bardzo dużo informacji.

Jeżeli chodzi o zrobienie researchu, poszukiwanie wiadomości, powiem szczerze, że nie była to sprawa łatwa. Wilno, mimo wszystko, w umysłach Polaków kojarzy się z takim sielankowym życiem, takim słodkim wspomnieniem. Natomiast przed wojną w rzeczywistości nie żyło się łatwo z uwagi na obecność mniejszości narodowych. Takie historie opisałam.

Czy taka opinia na temat Wilna będzie się zmieniała?

Mam nadzieję, że się zmieni, ponieważ mam dosyć sporą rzeszę czytelników w Polsce. Starm się im przybliżać niektóre tematy. Moim „konikiem” jest okres przedwojenny i czasy II wojny światowej. 6-tomowa saga „Zemsta i przebaczenie” jest o II wojnie światowej, ale bardziej od strony inwazji niemieckiej. Natomiast „Zanim nadejdzie jutro” jest napisane bardziej od strony jednak drugiego wroga, jaki się pojawił 17 września.

Bardzo ubolewam nad tym, że data 17 września, w porównaniem do dnia 1 września, jest traktowana po macoszemu. A jednak tutaj bardzo wiele osób cierpiało. Nawet nie jesteśmy w stanie podać pełnej liczby osób, które zostały w tym czasie zesłane do Kazachstanu czy na Syberię. Należy w takim wypadku mówić o większym szacunku.

Być może, Pani czytelnicy wysyłali jakieś informacje na nurtujące tematy?

Czytelnicy mniej. Natomiast bardzo często spotykam się z czymś takim, że kiedy książka się pojawi, to mówią do mnie: „Pani opisała życie mojego dziadka! Miałem rodzinę w Oszmianie, na Wileńszczyźnie!” Wtedy dopiero opowiadają swoje historie. Już jest wtedy za późno. Dzielą się tymi emocjami, które targają, zwłaszcza, że ja jestem olsztynianką. W tym regionie mieszka bardzo dużo repatriantów z Kresów Północnych.

Fot. Ewelina Knutowicz

Czy trudno było się otworzyć zesłańcom i ich rodzinom?

Otworzyć – nie. Fundacja dla Rodaka jest fundacją, która bardzo mocno wspiera proces repatriacji Polaków, którzy chcieliby wrócić do swojej historycznej Ojczyzny. Wciąż mają oni z tym nie lada problemy. Ci starsi, którzy jeszcze pamiętają pewne rzeczy, bardzo się wzruszają. Opowiadają o tym, co się z nimi stało i mówią, dlaczego chcą, aby ich dzieci czy wnuki wróciły do Polski.

Pewnie w trakcie takich opowiadań ludzie reagowali bardzo emocjonalnie?

Były łzy. Powiem szczerze, że, jeżeli o chodzi o pocieszenie, nie bardzo wiedziałam, jak mam to zrobić. Sama byłam po prostu zryczana. Kiedy miałam spotkanie autorskie w Karagandzie w Kazachstanie, w domu „Drużby”, przyszło bardzo dużo Polaków. Część z nich bardzo źle zna język polski, ponieważ był on w tym kraju zakazany. Nie ukrywam, łamał mi się głos, kiedy słuchałam niektórych wypowiedzi. To było takie wzruszające. Chciałam również pokazać Polakom sprawy, o których, być może, zapomnieli, a mianowicie historie osób, którym udało się uciec ze Związku Sowieckiego wraz z Armią gen. Andersa, które tułały się przez cały okres wojny po różnych zakątkach globu. To była Afryka, niektórzy wylądowali w Meksyku, inni w Indiach, Australii, Nowej Zelandii. Koniec wojny – i nagle się okazało, że nie są już nikomu potrzebni. Mogą wrócić, ale do Związku Sowieckiego, z którego z taką determinacją uciekali. To był bardzo przykry moment w polskiej historii.

Jak takie emocje przełożyć na papier? Czy Pani płacze, kiedy pisze?

Zdarza mi się. Generalnie jestem mniej rzemieślnikiem, natomiast więcej wkładam emocji w to pisanie. Wiem, że czasami książki stricte historyczne są bardzo trudne do przyswojenia, dlatego ludzie od nich uciekają. Staram się to napisać tak, aby ta historia weszła do głowy „tylnymi drzwiami” i była urozmaiceniem, tłem. Czytelnicy emocjonują się losami moich bohaterów, ale jednocześnie zdobywają wiedzę. „Zanim nadejdzie jutro” – życiorys tych osób, które później zostały wywiezione do Kazachstanu i na Syberię, to są zlepki historii, które wydarzyły się naprawdę.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!