Kultura i Historia
Małgorzata Kozicz

Introligator Jacek Tylkowski: Moje prace powstają w nocy

Nazywa siebie rzemieślnikiem, ale wykonane przez niego artystyczne oprawy książek są warte nawet kilka tysięcy złotych. Kunszt introligatorski i talent Jacka Tylkowskiego można podziwiać także w Wilnie - na wystawie zorganizowanej przez Centrum Grafiki i Zrzeszenie Introligatorów we współpracy z Instytutem Polskim.

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Introligator to artysta czy rzemieślnik?

Jacek Tylkowski: Ja czuję się rzemieślnikiem, zawsze to powtarzam. Czasami osoby, które komentują moje prace, nazywają je artystycznymi. Myślę jednak, że jest to przede wszystkim rzemiosło. Może staram się podnosić ten poziom, ale jednak rzemiosło.

Wydaje się to być praca, która wymaga ogromnego skupienia

To raczej praca dla osób, które są raczej zrównoważone, spokojne, cierpliwe. Raczej nie jest to praca dla osób, które chcą wszystko zrobić szybko i się z byle powodu denerwują. No i powinny być odporne na niepowodzenia, bo jest to zawód, którego nie można się nauczyć w tydzień. Trzeba poświęcić większą ilość czasu i też nie zważać na to, że ludzie czasami tego nie doceniają. Szczególnie młodzież traktuje ten zawód z przymrużeniem oka, czasami z kpiną – wiem to z autopsji, bo mam dwójkę dzieci i wysłuchuję ich opinii.

Zatem dla kogo się to robi – dla koneserów, bibliofilów?

Ja to robię dla siebie. Wszystkie prace, które przysłałem do Wilna, to są moje nocne prace. Ze względów ekonomicznych w Polsce ciężko jest sprzedać pracę, którą się wykonuje przez 2-3 tygodnie, za kwotę, która będzie adekwatna do nakładu pracy, użytych materiałów, umiejętności. Tego typu oprawy są wystawione przeze mnie za kwoty od 900 złotych wzwyż – najdroższa kosztuje 3 tysiące złotych. Zdaję sobie sprawę, że dla przeciętnego śmiertelnika jest to cena zaporowa, dlatego te oprawy wykonuję dla siebie i wysyłam na wystawy. Jeżeli uda mi się coś sprzedać, jestem podwójnie szczęśliwy.

Ile czasu powstaje oprawa artystyczna?

Od kilku do kilkunastu dni. Mój nauczyciel Jan Sobota (czeski mistrz introligatorstwa artystycznego, przyp. red.) rekordowo wykonywał jedną oprawę przez rok, ale sprzedał ją za 21 tysięcy dolarów, nabył ją jakiś amerykański kolekcjoner. Właśnie w tę stronę to zmierza – w tej chwili kupno oprawionych artystycznie książek jest jak kupno obrazu – jest to element bardziej dekoracyjny, inwestycja na przyszłość, niż książka do codziennego czytania. W Polsce jest coraz mniej introligatorów, którzy zajmują się artystyczną oprawą książek, i sytuacja raczej się nie poprawi.

Czy wykonanie takiej oprawy jest kosztowne również dla introligatora?

Skóra bardzo dobrej jakości, którą sprowadzam z Wielkiej Brytanii, kosztuje około 100 funtów. Najczęściej jednak zaopatruję się w materiały w Czechach, uwielbiam zresztą skórę czeską, gdzie kosztuje o połowę mniej. Z takiej skóry można wykonać ekstremalnie nawet trzy oprawy. W pracy introligatora najbardziej cenny jest czas i umiejętności – trzeba wiedzieć, jak to zrobić i poświęcić na to odpowiednią ilość czasu. Są różne techniki – niektóre techniki introligatorskie są na tyle trudne, że trzeba je powtarzać, bo pierwszy, drugi czy czwarty efekt są niezadowalające. Staram się utrzymywać poprzeczkę, nie schodzić poniżej pewnego poziomu i nie wypuszczać spod swojej ręki tak zwanych bubli. Jeżeli coś mi nie wyszło, po prostu chowam to głęboko w ciemny kąt.

Jak wygląda praca nad oprawą – stara się pan, by odpowiadała ona treści książki, czy jest to kwestia inwencji twórczej?

Są dwie drogi. Można przeczytać książkę, poznać jej tekst, wczuć się w treść i wykonać oprawę, która nawiązuje do tego, co jest w środku. A druga droga, którą stosują bardzo często introligatorzy z Europy Zachodniej – oprawa nie ma związku z treścią książki, to zupełna abstrakcja, to, co introligator ma w głowie i to, co uważa w tym momencie za słuszne. Panuje tu pełna dowolność. Sam ostatnio lubię obierać tę drugą drogę, mam chęć zrobić coś abstrakcyjnego, zupełnie odlotowego. Mój mistrz introligatorski Jan Sobota zawsze mi powtarzał, że mam mieć otwartą głowę, nie ulegać naciskom. „To jest twoja oprawa, spersonalizujesz ją, będzie podpisana twoim nazwiskiem, a jak ją ludzie ocenią, to sprawa drugorzędna” – mówił. Najważniejsze, by się czuć zadowolonym ze swojej pracy.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!