Ich wołało Wilno – relacje uczestników operacji Ostra Brama

7 lipca 1944 roku rozpoczęła się operacja „Ostra Brama”. Oddziały wileńskiej Armii Krajowej zaatakowały okupowane przez Niemców Wilno. Kilkudniowe zmagania prowadzone wspólnie z Armią Czerwoną doprowadziły do tego, że 13 lipca Wilno zostało wyzwolone. Niedługo potem Sowieci rozpoczęli ponowną okupację Wileńszczyzny i Litwy, a żołnierzy AK podstępnie rozbrojono i aresztowano.

Tomasz Bożerocki
Ich wołało Wilno – relacje uczestników operacji Ostra Brama

Fot. Domena publiczna

Zapraszam do zapoznania się z relacjami bezpośrednich uczestników tego wydarzenia. Być może relacje te odbiegają od stereotypowo utartych widoków walecznych akowców, brawurowo atakujących nazistowskie umocnienia. Nie jest to próba kwestionowania odwagi żołnierzy, a po prostu próba ukazania innej strony medalu. Jedni w decydujących chwilach potrafią zostać walecznymi bohaterami, a inni po prostu są cichymi bohaterami, którzy też byli tam i mogą zaświadczyć o tym, co tam się działo.

Pułkownik Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, komendant wileńskiego okręgu Armii Krajowej, w rozkazie do żołnierzy biorących udział w operacji, której nadano kryptonim „Ostra Brama”, napisał: „Walką żołnierza polskiego musimy zadokumentować nienaruszalność ziem północno-wschodnich Rzeczpospolitej Polskiej”. Celem operacji było samodzielne wyzwolenie Wilna z rąk okupanta, zanim do miasta wkroczy Armia Czerwona. „Ostra Brama” była częścią planu „Burza”, w założeniu którego AK miała wystąpić wobec Sowietów w roli gospodarza, akcentując swoje prawo do tych ziem.

Jan Morelewski „Roland”

[…] Pragnęliśmy więc urzeczywistnić nasze marzenia i pokazać światu, że ziemie północno-wschodnie są polskie i że inne narodowości, współgospodarujące z nami na tych terenach, popierają nas i dążą do tego samego celu. […]

Choć zdawaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji i z tego, że za kilka godzin wielu z nas nie będzie żyć lub zostanie okaleczonych, co w naszym położeniu było jeszcze gorsze, wszyscy zachowywali wielki spokój, a nawet sporo dumy, że doczekaliśmy się tej bitwy, tak ważnej dla nas wszystkich. Najcenniejsze dla nas było spokój i opanowanie gen. „Wilka”, który szedł w zasięgu mego wzroku. W pewnym momencie polecił mi, abym był blisko niego. […]

Najcięższe walki toczyły się na południowym wschodzie miasta, w konsekwencji naszego uderzenia w kierunku cmentarza Rossa i dzielnicy Belmont. Walka była krwawa od początku, ponieważ Niemcy mieli nad nami ogromną przewagę dzięki bunkrom i ciężkiej broni maszynowej, a także artylerii i czołgom. Oddziały polskie zdołały jednak przedrzeć się przez pierwszą linię bunkrów. Koło 16-tej zjawiły się czołgi sowieckie i wsparły nasz atak. […]

W tym okresie wspólnych bojów z Niemcami sowieccy dowódcy odnosili się do nas z entuzjazmem; nawet chciano odznaczać naszą dzielność. Nie przyjmowaliśmy ich medali i orderów twierdząc, że wykonaliśmy tylko swój obowiązek. Sowieckie i polskie patrole wspólnie czuwały nad bezpieczeństwem w mieście. […]

Zaczęli napływać do nas w ogromnej ilości ochotnicy. Niektórych z nich sprowadziła obawa przed powołaniem do wojska sowieckiego.

AK-owcy i sowieccy czołgiści

Leszek Jan Malinowski

[…] Kiedy dotarłem do Wilna, w mieście panował wielki ruch. Nawiązałem kontakty i dowiedziałem się, że sytuacja uległa zmianie i wcielono mnie do oddziału, gdzie dowódcą był należący do Kedywu Zygmunt Augustowski, a moim bezpośrednim przełożonym – „Dzik”, nie wiem, jakie miał nazwisko. Zgodnie z rozkazem zgromadziliśmy się na Skopówce. Jeśli patrzy pan od placu Napoleona na Skopówkę, był to pierwszy dom po prawej stronie – tam obecnie okna są chyba zamknięte, a wtedy w suterenie znajdował się warsztat szewski i właśnie w nim się zebraliśmy. Było nas kilkunastu, z bardzo nędznym uzbrojeniem: dwa pistolety empi, trochę rewolwerów, trochę granatów. Okazało się, że naszym zadaniem jest przejście przez plac Katedralny do Cielętnika i zaatakowanie Niemców, którzy mieli tam jakieś wyrzutnie. Czy pan zdaje sobie sprawę, co by się stało, gdyby do tego doszło? Nie dotarlibyśmy do katedry, wszystkich nas by po drodze wykończyli. Ale przy Skopówce stał także dom należący do urszulanek, gdzie w tym okresie mieszkała moja rodzina: ojciec i brat, bo matka pozostała jeszcze na wsi, więc zapytałem się, czy mogę razem z kolegą, który też miał tam rodzinę, pójść i się pożegnać. Odpowiedź była: „Dobrze, ale za pół godziny wracajcie”.

Ledwo tam doszliśmy, na ulicy zaczęły się strzały. Widzimy: po Skopówce biegają Niemcy, spędzają ludzi. Chciałem się chować, ale kolega mówi, że nie możemy tego zrobić, bo przecież zabierają także naszych rodziców. Niemcy wypędzali wszystkich z domów i ustawiali przed pałacykiem de Reussów, jakoby w odwecie za zamordowanie przez Polaków jednego hitlerowca. Nas też zgarnięto i pognano przed pałacyk z kolumnami, a przed nami uszykowano karabin maszynowy i jakiś żołnierz już kładł się koło niego, przygotowując się do strzału. Dali mu butelkę, wiadomo z czym i byłby nas wszystkich rozstrzelali. Gdyby nie to, co się stało za chwilę. Raptem rozległ się straszny huk, okazało się, że właśnie w tym momencie wysadzono w powietrze elektrownię. Niemcy byli zaskoczeni. Nadjechał samochód z jakimś wyższym oficerem, może komendantem, nie wiem, który zatrzymał auto i pyta, co się tu dzieje. Wtedy ja zacząłem po niemiecku krzyczeć, że to omyłka, że komuniści litewscy zamordowali Niemca, a my tutaj musimy cierpieć niewinnie. On powiada: „Komm, komm, komm!”. Podszedłem do niego, zaczął ze mną rozmawiać, zapytał, skąd znam język niemiecki. Ja zaraz popisałem się znajomością literatury, zacytowałem jakieś wiersze Goethego po niemiecku, tłumaczę mu, że to są niewinni ludzie i – on kazał wszystkich puścić! Ja teraz z tego śmieję się, ale nikt mi za to uratowanie nie podziękował. Potem próbowałem dostać się do kolegów, bo moja 3 Brygada uderzała od Pióromontu, ale nie udało mi się.

[…] Dostałem się do grupy pod kierunkiem „Jana” […], który działał na Kalwaryjskiej. W tej grupie wymaszerowaliśmy później z Wilna i w tej grupie nas rozbroili i doprowadzili do Miednik.

Zniszczony Zielony Most

Jan Nagrabiecki „Wandal”

[…] Wczesnym ranek 7 lipca. Walka się zaczęła. Ścieżyną leśną biegnę w kierunku naszych pozycji. „Szczerbiec” toczy właśnie pojedynek z niemieckim pociągiem, przystosowanym do naprawy zerwanych torów, częściowo opancerzonym i w ten sposób zabezpieczonym przed rażeniem ogniowym z zewnątrz. Ostrzeliwał z dział stanowiska brygady. […] okopani na wzgórzu widzieliśmy zarys nasypu kolejowego i dymiący kominem i lufami pociąg. […] Chłopcy niezdecydowani, nie wiedzieli co robić. Objąłem komendę.

Widziałem w oddaleniu takich samych młodych chłopców pierzchających na wszystkie strony przed nalotami pikujących „Sztukasów”, które siały kulami z broni maszynowej. „Oby tylko nas nie wypatrzyli” – modlił się każdy w duchu.

Zdjęcia pochodzą z:

ROKICKI, Paweł. Ku Ostrej Bramie: Wileńska i nowogródzka Armia Krajowa w obronie ziemi ojczystej. Warszawa 2016

Na podstawie:

MORELEWSKI, Jan. Pokolenia akowskie. Bydgoszcz 1995.

WOŁKONOWSKI, Jarosław. Okręg Wileński Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej w latach 1939-1945. Warszawa 1996.

TOMASZEWSKI, Tadeusz. Wracając do Wilna. Warszawa 2018.

NAGRABIECKI, Jan. Idąc na hasło: zapiski partyzanta. Warszawa 1989.

http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/28731?t=Operacja-Ostra-Brama-boj-o-Wilno#

PODCASTY I GALERIE