„Halka/Haiti” w Wilnie: Zupełnie nowy model tożsamości narodowej

"Szczególnie ważne, że ten projekt jest pokazywany w Wilnie, gdzie mamy sąsiadów, z którymi łączy nas wspólna historia, często trudna. Tutaj również możemy zapytać, co to znaczy, że coś jest polskie, narodowe, jeżeli zostało napisane w Wilnie, które było wówczas litewsko-polskie, ale należało do Rosji" - mówi Magdalena Moskalewicz, koordynatorka wystawy „Halka/Haiti: Z powrotem w Wilnie”, która w piątek została otwarta w Centrum Sztuki Współczesnej w Wilnie. Projekt, który reprezentował Polskę na Biennale Sztuki w Wenecji, na Litwę trafił jeszcze przed premierą w Warszawie.

Małgorzata Kozicz
„Halka/Haiti” w Wilnie: Zupełnie nowy model tożsamości narodowej

Fot. Małgorzata Kozicz

„Dzisiejszy projekt artystów polskich C.T. Jaspera i Joanny Malinowskiej, którzy na co dzień mieszkają w Nowym Jorku, to nie po prostu wystawa, to duma Polski, oficjalna reprezentacja tego kraju na Biennale Sztuki w Wenecji” – przedstawił projekt Kęstutis Kuizinas, dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej w Wilnie. Wystawa została zorganizowana we współpracy z Zachętą – Narodową Galerią Sztuki w Warszawie. Partnerem wystawy jest Instytut Polski w Wilnie.

„Cieszę się, że odbywa się tak wiele polsko-litewskich projektów kulturowych, kwitnie współpraca pomiędzy polskimi a litewskimi instytucjami kultury. Mamy nadzieję, że ta współpraca będzie się rozwijała” – powiedział podczas otwarcia dyrektor Instytutu Polskiego Marcin Łapczyński.

C.T. Jasper i Joanna Malinowska oraz kuratorka Magdalena Moskalewicz w lutym 2015 roku wystawili „Halkę” Stanisława Moniuszki w Cazale na Haiti, gdzie do dziś mieszkają potomkowie polskich żołnierzy czasów napoleońskich.

„Ich potomkowie w ósmym, dziewiątym i dziesiątym pokoleniu do dziś identyfikują się z Polską, nazywają siebie Le Polone, czyli Polacy, chociaż ta samoidentyfikacja odbywa się na bardzo specyficznym poziomie. Dokumentacja tego pokazu była pokazana w pawilonie polskim podczas Biennale Sztuki w Wenecji, a po Wenecji – jeszcze przed Warszawą – przyjechała do Wilna” – opowiada kurator Magdalena Moskalewicz.

Inspiracją dla artystów był film Wernera Herzoga z 1982 roku pt. „Fitzcarraldo” o przedsiębiorcy w Peru, który chce wybudować operę w dżungli.

„Jest to historia wielkiego fiaska, ale też wielu napięć kolonialnych i kwestia zderzenia kultur – białej, Europejczyków-kolonizatorów i kultury miejscowej” – tłumaczy Moskalewicz. Artyści zafascynowani tą historią zaczęli się zastanawiać nad realizacją podobnego przedsięwzięcia. Gdy podczas researchu historycznego dowiedzieli się o potomkach Polaków na Haiti, szukali utworu, który jednocześnie reprezentowałby Polskę poprzez sztukę i był zrozumiały w dalekim kraju.

„Historia tragicznej miłości – to każdy zrozumie. Jest biedna porzucona dziewczyna, chłopka z ludu, którą wykorzystał szlachcic, ona jest w ciąży, a on żeni się z inną szlachcianką. Po drugie – ona jest góralką. Mieszkańcy Cazale mieszkają w górach i mogą utożsamiać się z tą postacią. Trzeci element jest taki, że na Haiti – inaczej niż na Litwie czy w Polsce – wciąż istnieją podziały klasowe. Są bardzo silne i przebiegają po linii rasowej. Osoby najbiedniejsze to te o najciemniejszej karnacji skóry, osoby najbogatsze są białe lub prawie białe. Dla nich ta historia mezaliansu jest dużo bardziej realna niż dla nas” – mówi kuratorka wystawy.

Kolejnym zagadnieniem tego projektu są kwestie tożsamości narodowej.

„Ci Haitańczycy, w dziesiątym pokoleniu już zupełnie czarni, wciąż mówią o sobie Polone. Ich nazwiska to kreolskie wersje polskich nazwisk, czasami zresztą jeszcze się zdarza, że ktoś ma niebieskie oczy, jaśniejsze włosy. Wydawało nam się, że jest kluczowe dla Polski, która ciągle jest krajem bardzo homogenicznym, jednolitym etnicznie, językowo, religijnie, żeby pokazać zupełnie inny model narodowej tożsamości. Pokazać ludzi, którzy bardzo silnie czują się Polakami, ale rozumieją tę Polskę zupełnie inaczej – to bardzo ważne w dzisiejszym momencie historycznym. Ten projekt był pokazywany w Wenecji, jest to największa impreza w świecie sztuki, która odbywa się od ponad 100 lat i cały czas opiera się na reprezentacji narodowej. Zastanawialiśmy się, co to w ogóle znaczy, że możemy reprezentować swoją tożsamość narodową poprzez sztukę. Jaka powinna być sztuka, która rzeczywiście mówi coś o nas jako o narodzie. Opera „Halka”, która wyrażała chęć walki z zaborcą, była napisana w celu podtrzymania ducha narodowego – co to znaczy 150 lat później, czy to wciąż jeszcze mówi coś o nas jako o narodzie” – tłumaczy Magdalena Moskalewicz.

„W tym sensie szczególnie ważne, że ten projekt jest pokazywany w Wilnie, gdzie mamy sąsiadów, z którymi łączy nas wspólna historia, często trudna. Historia wspólnych zaborów, ale też historia okupacji, animozji różnego rodzaju, ale również bardzo wielu kulturalnych podobieństw. Tutaj również możemy zapytać, co to znaczy, że coś jest polskie, narodowe, jeżeli zostało napisane w Wilnie, które było wówczas litewsko-polskie, ale w Rosji. Sytuacja często jest o wiele bardziej skomplikowana, niż chcielibyśmy ją widzieć” – dodaje kuratorka.

„Halka” na Haiti została wykonana przez pięciu solistów i dyrygenta z opery poznańskiej, dwudziestu jeden haitańskich muzyków oraz osiemnastu tancerzy z Cazale. Przedstawienie odbyło się na drodze biegnącej pomiędzy domami, pośród przejeżdżających motorów, przechodzących zwierząt i przy udziale ponad stuosobowej publiczności tworzonej przez zarówno mieszkańców wioski, jak i przyjezdnych.

Wystawa „Halka/Haiti: Z powrotem w Wilnie” w Centrum Sztuki Współczesnej w Wilnie potrwa do 13 marca.

PODCASTY I GALERIE