Gelažiūtė: Litewska kinematografia wciąż nie może uciec od sowieckiej tematyki

Trzeba przyznać, że litewski przemysł filmowy nie należy do największych. Można nawet spotkać się z opinią, że Litwa nie posiada przemysłu filmowego jako takiego, a pojawiają się jedynie różne lepsze lub gorsze filmowe projekty - w rozmowie z zw.lt powiedziała Akvilė Gelažiūtė, jedna z koordynatorek programu „Naujasis Baltijos kinas” (pol. „Nowe Kino Bałtyckie”), który odbywał się w ramach zakończonego niedawno w Wilnie festiwalu filmowego Scanorama.

Bartek Borys
Gelažiūtė: Litewska kinematografia wciąż nie może uciec od sowieckiej tematyki

Fot. FB/AK

W czasie programu „Nowe Kino Bałtyckie” zaprezentowano filmy z Litwy, Łotwy i Estonii. Ich tytuły tak naprawdę nikomu nic nie mówią. Czego można się spodziewać po takich pokazach?

Zacznę od tego, że jak oglądałam te filmy jeszcze przed festiwalem, to moją uwagę zwróciły trzy bardzo dobre estońskie animacje: „Papa” Girlin Bassovsjakej, „On the Other Side of the Woods” autorstwa Evy Anu-Laury Turrelber oraz „Worst-Case Scenario” w reżyserii Kristjana Holma. Bardzo ciekawy był również program litewski. Zazwyczaj jest on dla młodych reżyserów bardzo dobrą okazją do pokazania się szerszej publiczności. Może też być dla nich pewnego rodzaju trampoliną, jeśli chodzi przyszłą karierę. Jest to pewnego rodzaju platforma dla przyszłych litewskich talentów i myślę, że Ci, którzy się na litewską część „Nowego Kina Bałtyckiego” wybrali, nie byli rozczarowani.

Ludzie często myślą o państwach bałtyckich jako o pewnej jedności. Czy tak jest też w świecie filmu? Czy filmy litewskie, łotewskie i estońskie mają jakieś cechy wspólne, charakterystyczne tylko dla nich?

W każdym kraju powstają całkowicie różniące się od siebie filmy i te różnice wynikają raczej
z charakterystyki poszczególnych reżyserów, a nie do końca z miejsca pochodzenia. Muszę jednak przyznać, że szczególnie z Estonii pochodzi bardzo wielu dobrych twórców i nawet filmy studentów tamtejszej szkoły filmowej prezentują wysoki poziom.

Jak wyglądał proces selekcji filmów do programu bałtyckiego?

Nie byłam w jury, ale z tego co wiem, proces ten nie różnił się zbytnio od tego, co widzimy
na innych festiwalach. Jeśli nadesłano dwa podobne filmy, to oczywistym jest, że jeden z nich nie zostanie wybrany. Ważne był oryginalny temat, jakość scenariusza i tak dalej.

W sumie otrzymaliśmy 50 zgłoszeń. W tym przypadku wyglądało to trochę inaczej, niż z filmami z Łotwy i Estonii, bo litewscy reżyserzy musieli wypełnić formularz i przesłać go do nas wraz z filmem. Jeśli chodzi o pozostałe dwa kraje, to ludzie od nas kontaktowali się ze szkołami filmowymi i prosiliśmy o możliwość pokazania filmu na Scanoramie.

Kim są reżyserzy litewskich filmów krótkometrażowych, które były pokazane w czasie programu bałtyckiego? Czy są to studenci bądź świeżo upieczeni absolwenci szkoły filmowej, czy też raczej doświadczeni reżyserzy?

Trójka reżyserów: Marija Stonytė, Marija Kavtaradzė oraz Robertas Nevecka właśnie ukończyli studia licencjackie w wileńskiej szkole filmowej. Filmy, które zostaną pokazane na festiwalu są ich pracami dyplomowymi. Jeden z reżyserów, Karolis Kaupinis, nie jest reżyserem lecz absolwentem politologii. Swój przygotował w ramach pracy magisterskiej. Ostatni reżyser, Jurga Zabukaitė, jest bardziej doświadczony, a jego film będzie pewnego rodzaju eksperymentem.

Zastanawiam się, jak wygląda budżet na film przygotowany przez studentów.

Nie jest to dużo, zazwyczaj jest to około 10 tysięcy litów. Część z nich uzyskała dodatkowe finanse dzięki crowdfundingowi, czyli dobrowolnemu wsparciu finansowemu ze strony społeczeństwa. Przykładowo film Karolisa Kaupinisa „Truikšmadarys” został wyprodukowany przy wsparciu Ministerstwa Kultury.

Nagroda za najlepszy film krótkometrażowy z krajów bałtyckich, którą otrzymała Marija Stonytė za swój film „Kelių eismo taisyklės“ to 10 tysięcy litów.

Myślisz, że jest to poważne wsparcie finansowe dla młodego twórcy, czy raczej symboliczna kwota?

Myślę, że ta kwota poważnie może pomóc. 10 tysięcy litów to wcale nie mało i prawdopodobnie takie pieniądze zostaną wydane mądrzej, niż na przykład wsparcie z Ministerstwa Kultury.
Za 10 tysięcy litów można już zrobić cały film krótkometrażowy.

Jakie problemy są poruszane w litewskich filmach krótkometrażowych? Czy są tematy szczególnie popularne wśród reżyserów „szortów”?

Jako, że sama jestem reżyserką, mogę powiedzieć, że występują pewne tendencje. Litewska kinematografia ciągle nie może uciec od tematyki poruszanej jeszcze w czasach sowieckich.

Dopiero w ostatnich latach zarówno w mojej szkole, jak i na festiwalu, zaobserwowałam pewne zmiany. Wydaje mi się, że w końcu zaczynamy trochę bardziej spoglądać na Zachód. W filmach pojawiają się tematy takie jak miłość, relacje międzyludzkie czy też tematyka młodych ludzi i ich miejsca w społeczeństwie.

Jako przykład mogę tu podać film „Man dvim keli” w reżyserii Mariji Katvaradzė. Opowiada
on o grupie przyjaciół, którzy chcą spędzić razem interesujący wieczór, jednak mimo wielu prób nie mogą znaleźć żadnego ciekawego miejsca na imprezę. W absurdalny sposób pokazuje on problemy całej generacji młodych ludzi, którzy nie wiedzą, co chcą ze sobą zrobić. Nie mają na siebie pomysłu mimo tego, że mają praktycznie nieograniczone możliwości.

Myślisz, że można w jakiś sposób zmienić tą sytuacją i otworzyć na przykład na studiach taki kierunek, jak aktorstwo filmowe? Czy miałoby to w ogóle sens?

W tym roku po raz pierwszy w szkole filmowej mieliśmy kurs dla aktorów filmowych. Problemem jest jednak to, że uczestnicy tego kursu mieli tych samych wykładowców, co studenci w szkole teatralnej. Pokazuje to, że brak jest na Litwie wykładowców, którzy mogliby uczyć zawodu aktora filmowego swoich studentów.

Może rozwiązaniem byłoby wysłanie najlepszych studentów do szkół filmowych za granicę?

Moim zdaniem bycie dobrym aktorem jest pewnego rodzaju darem od Boga. Nie wydaje mi się, żeby konieczny był wyjazd za granicę i nauka zawodu aktora przez 4 lata. W USA jest wiele szkół, w których przyszli aktorzy uczą się przez 9 miesięcy. Myślę, że tyle czasu wystarczy, bo w końcu to i tak reżyser pracuje z aktorem, a każdy reżyser ma inny warsztat i metody pracy.

A jak wygląda sytuacja z reżyserami na Litwie? Czy możemy mówić o czymś takim, jak litewska szkoła filmowa?

Według mnie mieliśmy na Litwie bardzo dobre kino w latach 50., 60. czy 70. Po odzyskaniu niepodległości sytuacja się pogorszyła, bo w pewien sposób utknęliśmy w sowieckiej stylistyce, z której po 1991 roku nie potrafiliśmy się przez długi czas uwolnić. Wierzę jednak, że zmiana pokoleniowa wyjdzie naszej kinematografii na dobre, a kiedy nasza mentalność się zmieni, to zmienią się także filmy.

Co myślisz o tegorocznym litewskim kandydacie do Oskara, filmie „Lošėjas“? Czy Twoim zdaniem to co nowego, jaki powiew świeżości?

Na pewno. Jednym z powodów jest to, że reżyser tego filmu, Ignas Jonynas, zajmował się wcześniej głównie produkcją reklam. W środowisku filmowym taka działalność nie cieszy się popularnością, tak więc pojawienie się Jonynasa przyniosło pewien powiew świeżości i inne spojrzenie na produkcję filmów. Ten film nie jest, co prawda, moją ulubioną litewską produkcją, ale na pewno jest zrobiony bardzo dobrze i pozwala patrzeć optymistycznie w przyszłość.

Jakiś czas temu widziałem film Sauliusa Drungi „Anarchija Žirmunuose”, który w interesujący sposób pokazywał problemy młodych ludzi na Litwie. Co myślisz o tej produkcji?

Scenariusz tego filmu, notabene zwycięzca jednego z konkursów, był bardzo dobry. Problemem było jednak to, że film został zrealizowany nie przez reżysera, lecz przez operatora filmowego, co nie jest najlepszym rozwiązaniem. Trochę szkoda, bo potencjał zawarty w scenariuszu nie został w pełni wykorzystany.

Osobiście jestem trochę zmęczona poruszaniem problemu emigracji w filmach litewskich. Oczywiście, jest to ważny problem, ale ile można? Chciałabym zobaczyć więcej „normalnych” filmów o „normalnych” problemach naszego społeczeństwa, takich jak relacje międzyludzkie, miłość, czy przyjaźń.

Wróćmy na chwilę do przeglądu nowych filmów z państw bałtyckich. W tym roku mieliśmy już szóstą edycję konkursu. Co ze zwycięzcami poprzednich edycji? Czy udało się, przynajmniej części z nich, osiągnąć jakiś sukces?

Części z nich na pewno zwycięstwo w tym konkursie pomogło. Świetnym przykładem jest estoński reżyser Ivan Pavljutskov, który wygrał w konkursie kilka lat temu, a w tym roku ponownie pojawi się ze swoją nową produkcją „Ivanipäev” (pol. „Dzień Iwana”). W taki właśnie sposób, pokazując się z dobrym skutkiem na festiwalach, reżyser może stawać się coraz lepszy, może zostać dostrzeżony i uzyskać wsparcie finansowe dla kolejnych produkcji.
Warty uwagi jest litewski reżyser Andrius Blaževičius, którego film pojawił się w przeszłości na naszym festiwalu, a który obecnie pracuje nad swoją nową produkcją w Polsce, w szkole filmowej Wajda School.

Oczywiście, żeby mówić o prawdziwym sukcesie w przypadku reżysera, trzeba poczekać. Czasem 10, czasem 20 lat. Niemniej jednak samo uczestnictwo w Scanoramie, która jest największym festiwalem filmowym na Litwie, dużo daje młodym reżyserom. Poza doświadczeniem festiwalowym mogą zostać zauważeni przez ludzi z Ministerstwa Kultury
i otrzymać w przyszłości wsparcie finansowe.

Co jeszcze jest ważne dla reżyserów, to możliwość spotkania i wymiany poglądów z innymi reżyserami. Jest to również okazja do nawiązania kontaktów, które mogą zaowocować w przyszłości. Myślę, że dla litewskich, ale też i łotewskich oraz estońskich reżyserów uczestnictwo w festiwalu takim jak Scanorama jest okazją do zebrania doświadczeń i sprawdzenia reakcji publiczności, a także innych twórców filmowych, na ich własne dzieła.

Scanorama w Wilnie właśnie się skończyła, jednak jeszcze przez kilka dni będzie trwała w Kownie, Szawlach i Kłajpedzie. Czy w czasie festiwalu zobaczyłaś jakieś filmy, które zrobiły na Tobie szczególne wrażenie i które mogłabyś polecić?

Tak, było wiele takich filmów. Jednym z nich była norwesko-szwedzko-irlandzka koprodukcja „Tysiąc razy dobranoc” (nor. „Tusen ganger god natt”). Główną rolę reporterki wojennej gra tam znana francuska aktorka Juliette Binoche. Będzie go można jeszcze zobaczyć w najbliższą niedzielę i poniedziałek w kinie Forum Cinemas Vingis.

Mogę polecić również dramat „Turysta” (fra. „Force Majeure”), który również będzie wyświetlany w niedzielę i poniedziałek w wileńskim kinie „Vingis”.

Ostatnio zobaczyłam również bardzo dobry duński dramat „Smutek i radość” (dun. „Sorg
og glæde”), o którym myślałem jeszcze długo po projekcji. Jest to historia matki, która zamordowała swoje dziewięciomiesięczne dziecko i ojca, który mimo wszystko chce utrzymać rodzinę razem. Po seansie miało miejsce spotkanie z reżyserem, który potwierdził, że jest to historia oparta na jego własnej biografii, co sprawiło, że film zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie.

A co z litewskimi produkcjami?

W czasie festiwalu miały miejsce trzy litewskie premiery: „Avinėlio vartai“ Audriusa Stonysa, „Lida Vanda Liusia“ Juliji Zubavičienė oraz „Meistras ir Tatjana“ Giedrė Žickytė. Wszystkie trzy są filmami dokumentalnymi. Pierwszy porusza temat chrztu świętego. Drugi opowiada o nostalgii za Związkiem Radzieckim z perspektywy trzech kobiet. Natomiast trzeci film opowiada o życiu słynnego litewskiego fotografa Vitasa Luckusa.

PODCASTY I GALERIE