Emigra w Wilnie: „Udało się tymi filmami wywołać emocje”

"Było gorąco" - mówi o wileńskiej odsłonie Międzynarodowego Festiwalu Filmów Emigracyjnych "Emigra" jego dyrektor Agata Lewandowski. Na warszawska edycję, która odbędzie się w październiku, zapowiada kolejne rarytasy filmowe.

Emigra w Wilnie: „Udało się tymi filmami wywołać emocje”

Fot. Maciej Mieczkowski

Wileńska odsłona warszawskiego festiwalu filmów emigracyjnych „Emigra” odbyła się w ramach imprez towarzyszących Międzynarodowego Festiwalu Poetyckiego „Maj nad Wilią”. W Instytucie Polskim zostały pokazane trzy filmy. „Było gorąco” – mówi dyrektor festiwalu Agata Lewandowski.

„Za każdym razem, jak układam program, nie jest to wybór przypadkowy. Zastanawiam się, jaka będzie grupa ludzi i co chciałabym im pokazać. W Wilnie było gorąco. Udało się tymi filmami wywołać emocje” – przekonuje Lewandowski.

Pokaz rozpoczął film „Księżniczka z Leicą” o polskiej fotografce Zofii Chomentowskiej w reżyserii Juryja Garulowa. „Przed wojną była arystokratką, mieszkającą na Polesiu. Ukochała ludzi tam mieszkających i krajobrazy, pokazała jak bardzo je kocha w swoich fotografiach. W dwudziestoleciu międzywojennym była prekursorem PR w Polsce – jej zdjęcia promowały Polskę, nieznane polskie miejsca i krajobrazy. To była wyjątkowa kobieta i wyjątkowy fotografik” – opowiada Agata Lewandowski.

Kolejny film „Joto Giotto Dimitrow” w reżyserii Zdzisława Siwika opowiadał o macedońskim rzeźbiarzu, mieszkającym na stałe w Koninie. To historia Macedończyka, który jako dziecko musiał opuścić swój kraj, przeszedł przez Bułgarię, Węgry, aż trafił do Polski. Chciałby wrócić do swego kraju, ale tego kraju i tego języka już nie ma.

„Myślę, że jest to film ponadczasowy, który warto pokazywać właśnie w Wilnie. Daje do myślenia, jakie znaczenie ma posiadanie szkół w języku ojczystym, własnego języka, w jakim stopniu ten język jest naszą ojczyzną. Trzeba zastanowić się nad tym, w jaki sposób zachować siebie, swoje korzenie. Nie będę dawała wskazówek, co robić, myślę jednak, że warto zacząć od rodzin. Pamiętać, by mówić do siebie codziennie w ojczystym języku – mówię to jako matka dwóch ponaddwudziestolatków mieszkających za granicą. Żeby pozwolono nam zachować naszą tradycję, żebyśmy się nie czuli lepsi, gorsi – żebyśmy się czuli po prostu normalnie” – mówi Agata Lewandowski.

Gościem wileńskiej „Emigry” był także fotoreporter Piotr Apolinarski, który opowiedział o swojej pracy na Ukrainie, gdzie relacjonował wydarzenia od Majdanu, poprzez aneksję Krymu, aż do konfliktu na Wschodzie Ukrainy.

„Chcieliśmy zwrócić uwagę, co się dzieje w miejscach, myślenia o których czasami unikamy. Żyjemy w krajach pokoju i nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, co znaczy żyć w kraju, gdzie poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane. Piotr Apolinarski pokazał film barzo osobisty, w którym nie lała się ani kropla krwi. Film właściwie nudny i męczący, bo robiony według zasady „kamera-oko”. To film o tym, jak naprawdę wygląda praca reportera, od podszewki” – podkreśla Lewandowski.

Na konkurs EMIGRA 2014 nadesłano 25 filmów z Polski, Niemiec, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Australii a nawet Filipin.

PODCASTY I GALERIE