Kultura i Historia
Ewelina Mokrzecka

Ewa Baliul: Chciałabym zawładnąć światem!WYWIAD

W związku z odbywającym się w Wilnie w dniach 4-12 maja Tygodniem Designu (Dizaino Savaitė) rozmawialiśmy z Ewą Baliul - młodą litewską projektantką polskiego pochodzenia o modzie, trendach, jej pracy i planach na przyszłość. ,,Staram się być wymagająca wobec siebie i ukrycie skromna. Przyjmuję krytykę, analizuję ją i obmyślam, żeby następnie wyciągnąć wnioski. Po dziadku mam szacunek do ubrań dobrej jakości i ludzi, którzy będą je nosili" – w wywiadzie dla zw.lt powiedziała młoda artystka.

Dzisiaj rozpoczyna się „Tydzień designu 2013” (Dizaino savaitė, przyp. red.), w którym bierzesz udział. Co zaprezentujesz? 

Będę miała stoisko z koszulkami własnego projektu, ponadto zaprezentowana zostanie książka „Liliputų {ir} blefuskų knygos”, w której znajdą się ilustracje mojego autorstwa. Wydawcami są moi koledzy – Daniel Samulewicz i Gulnara Galiachmetova. Grafiki będą przedstawiały wstępne etapy tworzenia strojów – czasem zwykłe plamy, szkice itd.

Do Twojej twórczości jeszcze wrócimy. A co można powiedzieć o samej artystce? Jaka jest Ewa Baliul?
Staram się być wymagająca wobec siebie i ukrycie skromna. Moi przyjaciele zapewne odbierają mnie zupełnie inaczej, ponieważ jest mnie wszędzie pełno i głośno. Tak naprawdę jestem osobą bardzo samokrytyczną, jeżeli dotyczy to mojej twórczości. Ten, kto myśli, że dał mi dużego kopa w negatywnym tego słowa znaczeniu, może mieć pewność, że sama siebie mogę skopać, zagryźć o wiele mocniej.

Czyli do krytyki podchodzisz pozytywnie, jeżeli jest ona produktywna?
To zależy w jaki sposób jest podana. Nikt nie lubi krytyki i pierwsza reakcja bywa zawsze różna. Przyjmuję krytykę, analizuję ją i obmyślam, żeby następnie wyciągnąć wnioski. Krytyka jest po to, żeby ciągle być lepszym, dążyć do doskonałości.

Jakie były początki Twojej twórczości? Dlaczego akurat projektowanie ubrań?
Moje początki sięgają czasów, kiedy uciekałam z przedszkola i siedziałam w domu z dziadkiem, który był krawcem. Szyłam sobie i koleżankom gałganki, ubranka lalkom Barbie. Następnie był okres, kiedy to obumarło i gdzieś od 16 roku życia znowu zaczęłam rysować, szyć. Gdzieś po cichu zawsze tego chciałam, tylko te głośne chęci wyklarowały się, jak byłam nastolatką. W 11-12 klasie już dokładnie wiedziałam, czego chcę i przygotowywałam się do egzaminów na Akademię Sztuk Pięknych w Wilnie, gdzie skończyłam Wydział projektowania ubioru.

Kto był Twoim wzorcem do naśladowania?

Wtedy i teraz ikoną historyczną mody jest dla mnie Coco Chanel. Nie tylko to, że uwolniła kobiety od gorsetów, ale to jak silną figurą była w historii. Za to, co teraz nosimy, powinnyśmy praktycznie jej dziękować. Jej wkład był na tyle duży, że w owych czasach poglądowo stała na równi z mężczyznami. To właśnie ona zaczęła ubierać kobiety z punktu widzenia kobiety. Bo co mężczyzna może wiedzieć o tym, jak kobieta się czuje w gorsecie?

Nie chodzi o to, że kobieta nie może zaistnieć w świecie mody, ale jest to o wiele trudniejsze, niż w przypadku mężczyzn.

Czy uważasz zatem, że tylko kobieta zaprojektuje wygodne rzeczy dla kobiety, a mężczyzna dla mężczyzny?
Wygodę może sprawić każdy. W każdym zespole mężczyzny jest kobieta i odwrotnie. Zanim strój pójdzie na witrynę, jest kilkakrotnie przymierzany.

Dlaczego zatem w świecie mody dominują mężczyźni?
Dlatego, że to przede wszystkim bardzo czasochłonne. Żeby zaistnieć musisz dużo poświęcić. Mężczyźni nie rodzą, nie opiekują się dziećmi tyle, co kobiety. Nie chodzi o to, że kobieta nie może zaistnieć w świecie mody, ale jest to o wiele trudniejsze, niż w przypadku mężczyzn. Jest wiele kobiet, które nadążają być businesswoman i mamą, ale wówczas mają nianie, a na tym przede wszystkim cierpi dziecko. Niektóre designerki mogą pozwolić sobie w studiu na pokoik dla dziecka i niani, taka kobieta jednak nie może być ciągle oddaną, ciepłą mamą, bo ma w tym momencie kapryśne nieraz klientki itd. Jedno z drugim się nie łączy.

Czym się kierujesz tworząc swoje projekty? W jaki sposób to się odbywa?
Dość różnie, ale zawsze tak, czy inaczej jest temat kolekcji (Ewa Baliul zaprezentowała swoją kolekcję pt. „Piinga-piinga“ na pokazie ,,Mados Infekcija 2013”, przy. red.). Tym razem to był cytat z książki ,,Rio Anaconda. Gringo i ostatni szaman plemienia Carapana” Wojciecha Cejrowskiego o której opowiedziała mi koleżanka. Plemię Carapana zamieszkuje okolice Amazonii, w ich języku ,,piinga-piinga” oznacza stosunek płciowy, coś w rodzaju naszego czpok-czpok (śmiech). Generalnie chodziło o mały urywek z tej książki, który mnie zaciekawił. Młode małżeństwo nie miało pojęcia co się robi w noc poślubną, więc szaman plemienia Carapana zademonstrował to na dwóch małpach obu płci. Zwierzętom zrobiono sekcję zwłok i pokazano, ,,co i gdzie się wkłada”. Spodobało mi się to zderzenie kultur, czyli naszej katolickiej i tej plemiennej. W swojej kolekcji próbowałam to właśnie połączyć. Dominują w niej przezroczyste tkaniny, chodziło o pokazanie seksualności w sposób subtelny, ale zarazem też dziki. Czyli właśnie połączenie katolickiej pruderii z dzikością. Cały opis był na pograniczu wulgarności z subtelnością. Niektóre pozycje są bardziej wulgarne, ale zależy to od tego, przez jaki pryzmat na to spojrzymy.

Ile projektów zaprezentowałaś?
Zgodnie z wymaganiami miało być 20, zaprezentowałam – 21 projektów.

Większość moich projektów jest z pogranicza uniseks z tego powodu, że krój niektórych rzeczy jest podobny do męskiego, ale nie staje się przez to męską rzeczą.

Czy ubrania, które zaprezentowałaś na ,,Mados Infekcija” są do użytku codziennego? Chodzi mi przede wszystkim o to, czy każdy może to założyć i iść w tych strojach do pracy, na spotkanie, imprezę?
Oczywiście. To jest taki sam ciuch, jak w sieciówkach, tyle że ciekawszy i lepszej jakości. To nie są ubrania z papieru, czy metalu (śmiech). Uważam, że tworzenie stroju, który będzie ,,żył” 3 minuty na podium nie ma sensu. Niesamowite uczucie, kiedy idę ulicą i widzę, że ktoś idzie w stworzonym przeze mnie płaszczu. Nie znasz tej osoby, bo kupiła rzecz w jakimś sklepie, nie wie, że to ty jesteś projektantem jej płaszcza. Coś wspaniałego!

Czy Twój styl można określić jednym słowem?
Na dany moment ten styl jeszcze się formuje, ale przede wszystkim stawiam na wygodę i subtelną seksowność. Nie każdy może również to założyć, dlatego że moje ubrania wyrażają taki, czy inny pogląd na świat. Większość moich projektów jest z pogranicza uniseks z tego powodu, że krój niektórych rzeczy jest podobny do męskiego, ale nie staje się przez to męską rzeczą. Lubię rzeczy z męskiej garderoby, zachwycają mnie swoją wygodą. Niektóre elementy z męskiej garderoby adoptuję do swoich ubrań. Nie znoszę damskich spodni! Nie wiem, kto wymyślił w nich te małe kieszenie, do których się nie zmieści nawet telefon. Kto powiedział, że kobieta nie lubi nosić telefonu w kieszeni? Kto powiedział, że w damskiej marynarce nie powinno być wewnątrz kieszonki, jak w przypadku męskich marynarek?

Czy walczysz zatem za równouprawnieniem w garderobie?
To nie jest walka, to jest po prostu zdrowy rozsądek. Jestem przedstawicielką płci pięknej i wiem, jakie to uczucie będąc w gronie przyjaciół w klubie ciągle myśleć o torebce – zostawić, nie zgubić, nie zapomnieć. To są ciągłe łamigłówki. Spotykamy się, żeby dobrze spędzić czas, a nie myśleć o rzeczach postronnych.

A gdzie kupujesz ubrania dla siebie?
Ubrania kupuję bardzo rzadko dlatego, że jestem skrajnie wybredna. W lumpeksach lubię sobie pogrzebać i znaleźć coś ciekawego, podobnie jeżeli chodzi o sieciówki. Generalnie bardzo różnie kompletuję swoje stroje. Obuwie zawsze się staram kupować ze skóry naturalnej, w butikach na starówce, jeżeli trafię na atrakcyjną cenę. Szanuję wszystkie poglądy, ale nie rozumiem wegan. Dobre obuwie powinno być skórzane – koniec, kropka. To jest moje subiektywne zdanie, którego nie narzucam. Szczerze nie cierpię zakupów, jest to dla mnie ciągły stres i ból głowy. Rozkładam ubrania na części pierwsze, wszystko dla mnie jest zazwyczaj źle skrojone, uszyte itd. Nie znoszę nie jakościowych tkanin. W większości sieciówek, to nie są ubrania, a symulacja ubrań. Jest to brak szacunku do klienta. Po dziadku mam szacunek do jakościowych ubrań i ludzi, którzy będą je nosili. Dziadek na to kładł nacisk. Już 20 lat minęło od jego śmierci, a ludzie wciąż noszą uszyte przez niego rzeczy.

Czy w związku z tym szyjesz sobie sama ubrania?
Tak, chociaż swój projekt wolę zanieść do krawcowej. To naturalne, że krawcowa ma lepszy warsztat i uszyje to bardziej jakościowo.

Projektujesz też biżuterię. Gdzie można ją nabyć?
Bezpośrednio zamawiając u mnie, a poza tym można ją kupić w butikach w Londynie i w Mediolanie.

A ubrania?
Na chwilę obecną trwają rozmowy z butikami. Generalnie można się kontaktować ze mną bezpośrednio, za pośrednictwem mojej strony, bądź fanpage na Facebooku.

Co jest Twoim celem w życiu?
Przytoczę tu powiedzenie z kreskówki ,,The pinky and the brain”: Zawładnąć światem (śmiech). Żartuję, oczywiście, ale jest w tym trochę prawdy. Chcę mieć swój brand, linię ubrań i istnieć w tym, co robię.


Ewa Baliul (ur. 1984 w Wilnie) litewska designerka oraz projektantka biżuterii polskiego pochodzenia. W roku 2008 ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Wilnie (VDA). Projektantka kostiumów do filmu ,”Łaskotki” (Kutenimai), uczestniczka wielu pokazów mody, laureatka konkursu młodych projektantów ,”Mados injekcija”, co było przepustką do przedstawienia swojej kolekcji szerokiej publiczności podczas największego w krajach bałtyckich festiwalu mody ,”Mados infekcija”. 

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!