Dziarskim krokiem ku niepodległości

Ciekawą zbieżnością dat jest to, że 11 marca 1985 r., stosunkowo młody Michaił Gorbaczow został generalnym sekretarzem Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Jego „demokratyczne” rządy oraz reformy stworzyły podstawę do działań niepodległościowych, które na Litwie pięć lat później, również 11 marca, zwieńczono ogłoszeniem Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego.

Tomasz Bożerocki
Dziarskim krokiem ku niepodległości

Fot. iStock.com

Początek przedsięwzięcia
Realne możliwości zmian pojawiły się, gdy w czerwcu 1988 r. został powołany Litewski Związek na Rzecz Przebudowy – Sąjūdis. Obrana nazwa miała sugerować klice komunistycznej, że inteligencja litewska dąży do poparcia reform M. Gorbaczowa – Pierestrojki. Oczywiście to była zasłona dymna dla ukrycia zasadniczego celu Związku – odzyskania niepodległości.

Sąjūdis prędko nabierał wiatru w żagle, do końca 1988 r. w całej Litwie zostało zarejestrowanych ponad 1200 lokalnych grup inicjatywnych. W październiku tegoż roku odbył się walny zjazd Sajūdis’u, na którym wyklarowano główne postulaty związku oraz sposoby na ich zrealizowanie. Zjazd ów stał się kamieniem milowym na drodze do niepodległości Litwy. W owym czasie niezależna telewizja związku, czasopisma związkowe oraz odezwy wywołały prawdziwą furorę w uciśnionym społeczeństwie. Dzięki
staraniom Sajūdis’u przywrócono symbolikę narodową i hymn. Jednak zabrakło jasności co do losu mniejszości narodowych na Litwie. Niestety, zostało to wykorzystane przez komunistów. Nie przeszkodziło to jednak przedstawicielom mniejszości narodowych dołączyć do ogólnego nurtu
niepodległościowego, Szlaku Bałtyckiego i dążenia do niepodległości.

Krótki ekskurs historyczny
Przypomnę, że w połowie 1926 r. odbyły się ostatnie wolne wybory do Sejmu RL. Zwyciężyła wówczas lewica, prezydentem został Kazys Grinius i na Litwie rozpoczęła się demokratyzacja, nota bene rządy te były bardzo przychylne mniejszościom narodowym. Jednak radość trwała krótko, ponieważ żołdacy na czele z majorem Povilas’em Plechavičius’em dokonali przewrotu, a fotel prezydenta obsadzili tchórzliwym Antanasem Smetoną. W skrócie, 17 grudnia 1926 r. odbył się „uroczysty pogrzeb” demokracji na Litwie. Nawiasem mówiąc, złe języki „plotą”, że cały ten przewrót był sfinansowany przez bolszewików. Ponoć nie przypadły im do gustu lewicowe reformy na Litwie, które zbyt mocno kontrastowały z socjalistycznym radzieckim „rajem”. Chodzący w łykowych łapciach bolszewik mógłby jeszcze pozazdrościć obywatelowi Litwy skórzanych butów, choćby i na drewnianej podeszwie. Inna przyczyna, dla której Sowdepia mogła sfinansować taki przewrót – rządy niedemokratyczne to zawsze dobry pretekst dla państwa rad przynieść „demokrację”.

Dziarskim krokiem ku niepodległości
Wracając do 1989 r., 18 maja Rada Najwyższa uchwaliła „Deklarację o Suwerenności Państwowej”. W tym samym roku deputowani Rady, wśród których byli też przedstawiciele Sąjūdis’u, głosowali za przywróceniem litewskiego obywatelstwa i statusu języka państwowego językowi litewskiemu, potępiono też Pakt Ribbentrop – Mołotow. Wśród wielu przyjętych projektów i zmian było wprowadzenie mechanizmów gospodarki rynkowej, uchwalono też nową ordynację wyborczą, która
otworzyła drogę do przeprowadzenia pierwszych od 1926 roku wolnych wyborów. W 1990 r. starły się w nich dwie strony – Litewska Partia Komunistyczna (trochę niby zreformowani, samodzielni bolszewicy)
na czele z Algirdas’em Mykolas’em Brazauskas’em oraz Sajūdis, na czele z Vytautas’em Landsbergis’em. Czerwoni zrozumiawszy, że kres Związku Radzieckiego jest nieunikniony, w obliczu tej wielkiej radości zreformowali się, stali się niby bardziej samodzielni, niezależni od Moskwy. Coraz to
głośniej wśród nich przebijała się idea niepodległości, tylko takiej niespiesznej – małymi kroczkami. Sajūdis i jego przywódcy byli bardziej radykalni i ogłosili wyborcom, że „niczego nie możemy obiecać
oprócz wolności”
.

Wybory do Najwyższej Litewskiej Rady Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w 1990 r. skończyły się zdecydowanym zwycięstwem Sajūdis’u. Przypadło mu wówczas 96 mandatów poselskich z ogólnie wybranych 133. Rada została przemianowana na Radę Najwyższą Republiki Litewskiej, a jej
przewodniczącym został profesor V. Landsbergis. Na posiedzeniu 11 marca 1990 r. Najwyższa Rada Republiki Litewskiej ogłosiła:

„Rada Najwyższa Republiki Litewskiej, reprezentując wolę narodu, orzeka i uroczyście oznajmia, że sprawowanie suwerennej władzy przez Państwo Litewskie, przerwane przez zagraniczne siły w roku 1940, zostaje przywrócone i od tej pory Litwa staje się ponownie niepodległym państwem.”

11 lutego 1991 r. Islandia uznała niepodległość Litwy, tym samym stając się pierwszym państwem zachodnim, które pokazało figę Związkowi Radzieckiemu.

Skromny polski wkład do niepodległości
Pod pamiętnym Aktem Odbudowy Niepodległości Litwy podpisało się wówczas 124 posłów, wśród których znalazło się trzech Polaków: Medard Czobut, Zbigniew Balczewicz, Czesław Okińczyć. Česlovas Juršėnas przy kolejnej rocznicy 11 marca powiedział, że był i czwarty Polak – Romuald
Rudzys. Osobiście nie miałem okazji zapytać Rudzysa, czy uważa się za Polaka, czy nie, ale sądzę, że troczanie i landwarowianie (a też i on sam) na pewno odpowiedź znają. Z bólem muszę przypomnieć też o tych Polakach, którzy nie podpisali się pod aktem, a byli to: Ryszard Maciejkianiec, Stanisław Pieszko, Walentyna Subocz, Edward Tomaszewicz, Stanisław Akanowicz, Leon Jankielewicz, którzy wstrzymali się od głosu. Kiedyś prof. V. Landsbergis wspomniał, że to on ich prosił, by nawet jeżeli nie popierają, to przynajmniej wstrzymali się od głosu. Natomiast S. Pieszko w jednym z wywiadów mówił, że tę ideę przeforsował Ryszard Maciejkianiec. Niektórym spieszno oceniać ten czyn, ja się od tego wstrzymam. Być może na ich decyzję wpłynęło to, że w owym czasie nie było żadnych konkretnych postulatów dotyczących mniejszości narodowych na Litwie. Być może wpływ miała popularyzowana przez Jana Ciechanowicza oraz Aniceta Brodawskiego idea autonomii. Musieliby sami powiedzieć, co nimi
kierowało, gdy wstrzymali się od głosu w tak doniosłym, historycznym momencie.

Reakcja władz Związku Sowieckiego nastąpiła niebawem – rozpoczęto blokadę ekonomiczną Litwy, a w styczniu 1991 r. sowieci i ich stronnicy próbowali przemocą przejąć kontrolę nad zbuntowaną Republiką. Była to haniebna próba zbrojnego przewrotu i obalenia legalnie wybranej władzy. Życie w Związku Radzieckim można ładnie podsumować słowami Piłsudskiego – było to życie w wychodkowej atmosferze. Nikt nie chciał utracić niepodległości, na którą czekano bardzo długo, dlatego obywatele sami ją obronili.

Podsumowanie
Wywalczona niepodległość nie okazała się mlekiem i miodem płynąca. Raptownie stanęliśmy w obliczu zobowiązującej samodzielności, troski o własny budżet, pełnej wyzwań gospodarki rynkowej, budowy własnych sił zbrojnych. Okazało się, że tylko rzetelna praca, osobiste starania i chęć do realnych zmian są drogą do sukcesu. Niestety, dotąd nie udało nam się w całości pozbyć kumoterstwa, czego sztandarowym przykładem jest sytuacja w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, gdzie Vytautas Leškevičius zrobił karierę dyplomaty bez żadnego wykształcenia. Gediminas Jaunius nie ma
wykształcenia, a pracuje w samorządzie stołecznym, Justas Džiugelis bez wykształcenia jest posłem na Sejm RL. No tak, zapomniałem, niektórym wystarczy „skończyć” szkołę życia. A jest przecież tylu światłych ludzi, którzy kończą z wyróżnieniami wyższe uczelnie, bronią stopni naukowych i ostatecznie nie mogą znaleźć pracy. Ale ktoś ze strony zawsze rzuci, że sami są sobie winni, bo nie umieli się zaprezentować.

W tym czasie nie zrealizowano wielu zapowiedzianych postulatów, zamiast nich często wypaczano realne potrzeby obywateli. Mieliśmy takie dziwactwa jak przenoszenie ziemi – nieruchomość w XX w. raptem stawała się ruchomością, to dopiero fenomen dziejowy. W rezultacie dzisiaj
spadkobiercy, którzy nie otrzymali należnej im ziemi mogą się spodziewać jedynie kompensacji godnej pośmiewiska. Przykładowo – 600 euro za działkę wielkości 21 arów w Wilnie.

Prawa mniejszości narodowych i ich oczekiwania dzisiaj niestety często są odbierane jako zagrożenie – pisownia nazwisk, nazwy ulic, szkolnictwo. Nie muszę chyba wspominać o ostatniej porażce, kiedy to posłowie nowej kadencji Sejmu RL nie byli w stanie przegłosować nowelizacji ustawy
o pisowni nazwisk. Nota bene ten sam Sejm RL nowego składu obiecywał nową kulturę polityczną i troskę o mniejszości narodowe.

Nie jest jednak tragicznie. W odróżnieniu od sąsiadów, Litwa nadała obywatelstwo wszystkim, którzy tego chcieli, niezależnie od narodowości, wyznania czy poglądów. Wystarczyła chęć bycia obywatelem Litwy. Jeśli spojrzymy na to bardziej optymistycznie (co całkiem niedawno proponowała na Facebooku wicemer rejonu trockiego) zobaczymy, że dzisiaj każdy ma możliwość swobodnie prowadzić działalność gospodarczą, dążyć do sukcesów naukowych i kariery międzynarodowej. Ostatecznie, nawet jeśli nie zawsze możemy głośno mówić, co nam ślina na język przyniesie, może czasami i cisza ma wartość?

PODCASTY I GALERIE