Kultura i Historia
Aleksander Radczenko

Dlaczego trzeba obejrzeć „Chernobyl”

Gdy rok temu przeczytałem „Modlitwę Czarnobylską” Swietłany Aleksijewicz, przyszła mi do głowy myśl, że to gotowy scenariusz na film. Nie mnie jednemu. Przed miesiącem na ekrany telewizorów trafił mini-serial – oparty częściowo na tej książce. Amerykańsko-brytyjski „Chernobyl”. I jest to obraz świetny.

„Czarnobylską modlitwę” Swietłany Aleksijewicz czytałem bardzo długo, przez kilka miesięcy, z długimi przerwami, wracałem do niej i odstawiałem ją. Bo to książka przerażająca. Nie jestem osoba sentymentalną, ale ta książka doprowadzała mnie do łez. Książka o katastrofie w Czarnobylu i jej skutkach, widzianych oczyma naocznych świadków: żołnierzy, którzy zostali rzuceni w wir walki z atomowym monstrum bez żadnych środków ochronnych, strażaków, którzy dosłownie własnymi ciałami zasłaniali najbardziej niebezpieczne odcinki awarii, mieszkańców pobliskich wiosek, których najpierw przez wiele dni okłamywano, że nic się nie stało, a następnie błyskawicznie ewakuowano, ponownie kłamiąc, że „wyjeżdżają na trzy dni”.

Film o głupocie i arogancji autorytaryzmu

Podobnie mocny, wzruszający i doskonale oddający klimat epoki jest i film Johana Rencka na podstawie scenariuszu Craiga Mazina. Serial grany jest przez świetnych angielskojęzycznych aktorów (Con O’Neill,
Stellan Skarsgard, Jessie Buckley, Emily Watson), jednak wręcz emanują wschodnioeuropejską słowiańskością. Z wręcz archeologicznym pietyzmem twórcy odtworzyli także realia życia codziennego w Związku Sowieckim. Jednak nie z powodu tej dbałości o szczegóły techniczne ten film świeci tryumfy na całym świecie. Ba, pod względem popularności i ocen przebił nawet słynny serial „Game of Thrones”! Po prostu jest to uniwersalny obraz o ustroju autorytarnym, który teoretycznie ma odpowiedzi na wszystkie pytania, ale w praktyce – jest jedynie opartym na kłamstwie domkiem z kart.

Nie widziałem jeszcze zachodniego filmu bądź serialu, który tak dobrze oddawałby sowieckie klimaty. Bez epatowania czerwonymi flagami, uszankami, alkoholem, biedą. ZSRS został w nim przedstawiony nie jako przysłowiowe „imperium zła”, tylko jako arogancka, głupia, autorytarna maszyna, a sowieccy ludzie – śrubki w tej maszynie – jako ludzie porządni i bohaterscy nie dlatego, że mają to bohaterstwo we krwi lub genach, a dlatego, że nie mają innego wyjścia. Bez nachalnej propagandy, dosłownie w dwóch ujęciach, udaje się autorom pokazać mechanizmy systemu autorytarnego oraz jak skończyć musi każdy taki system. Skazany na zawalenie się pod ciężarem własnej nieomylności, bierności, arogancji. Podobnie jak jego obywatele są skazani na rozgrzebywanie promieniotwórczych ruin gołymi rękami.

Najpotężniejsza katastrofa i największe kłamstwo

26 kwietnia 1986 o godzinie pierwszej minut dwadzieścia trzy i pięćdziesiąt osiem sekund seria wybuchów obróciła w ruinę reaktor i czwarty blok energetyczny elektrowni atomowej w położonym niedaleko granicy ukraińsko-białoruskiej Czarnobylu. Najpotężniejsza z katastrof technologicznych XX wieku. Jednak gdy oglądam „Chernobyl” – to nie katastrofa wzbudza największe emocje. Tylko ludzie. Okłamywani ludzie i okłamujący ludzie.

Tak się składa, że dosyć dobrze tamte czasy pamiętam. W kwietniu 1986 roku przebywałem w szpitalu w Moskwie. Przez pierwszą dobę sowieckie media milczały jak zaklęte. W Prypieci mieszkańcy masowo wylegiwali na balkony, żeby obejrzeć malinowy ogień nad reaktorem, w Wilnie ludzie kopali grządki w ogrodach, bo dni nastały słoneczne i piękne. A wiatry niosły już na Zachód radioaktywny pył… Gdy mój wuj przyszedł do mojego ojca i powiedział, że krążą plotki o awarii na stacji atomowej w Czarnobylu, ojciec go wyśmiał: „To najbezpieczniejsze źródło energii. Wiesz jak bezpiecznie takie stacje są budowane? Nic nie może się tam stać!”

Dopiero, gdy zaobserwowano wzrost promieniowania radioaktywnego w Europie Zachodniej — władze ZSRS niechętnie przyznały się do problemu. Na początku maja, gdy wracałem z Moskwy do Wilna pociągiem, o katastrofie czarnobylskiej już zdawkowo informowały gazety. W czarnobylski kocioł rzucono blisko 300 tysięcy poborowych i rezerwistów. Pamiętam, jak wszyscy krewni i znajomi mężczyźni w wieku średnim drżeli w obawie przed wezwaniem z „wojenkomatu”. A tymczasem z ekranów telewizorów Michaił Gorbaczow uspokajał: „Towarzysze, zachowajcie spokój, sytuacja jest pod kontrolą… To jest pożar, zwykły pożar… Nic specjalnego… Ludzie tam żyją, pracują…”.

ZSRS nadal w nas tkwi

Prypeć w „Chernobylu” zagrały wileńskie Fabianiszki. Artur Płokszto w „Szóstym Dniu Tygodnia” mówił z przekąsem, że nie cieszy go ten fakt. Bo skoro po 30 latach od odzyskania niepodległości nadal mamy blokowiska bez makijażu nadające się do filmowania sowieckiej rzeczywistości z lat 80-ych – to coś jest z nami nie tak. Przesadza. Takie blokowiska można spotkać na terytorium całego byłego Związku Sowieckiego. HBO wybrała Litwę nie tylko z ich powodu. Wybrała, bo Litwa ma bardzo dobrą bazę kinematograficzną, ma też jedne z najlepszych w Europie Środkowo-Wschodniej warunki podatkowe i finansowe dla twórców filmowych. A propos wielu uważnych widzów zauważyło (i skrytykowało za to filmowców) w filmie plastykowe okna w filmowanej w wileńskich Fabianiszkach serialowej Prypiaci. Dla mnie te okna są symbolem – jak daleko się jednak posunęliśmy w ciągu tych lat na Zachód. Nawet przy największych chęciach już nie da się ukryć, że wyrwaliśmy się ze Związku Sowieckiego. Przynajmniej w sensie technicznym, bo mentalnie ten Sowieckij Sajuz nadal gdzieś tam w nas tkwi.

Przed 30 laty na wiece antyatomowe, żądające prawdy o Czarnobylu, zadbania o ofiary katastrofy wychodziły na Białorusi, na Ukrainie, na Litwie, w Rosji dziesiątki i setki tysięcy osób. Minęło zaledwie 30 lat, a o wszystkim zapomnieliśmy. Oto na Białorusi powstaje – jak zapowiedział Aleksander Łukaszenko – „najtańsza elektrownia atomowa na świecie”. W 50 kilometrach od Wilna. I jest… cisza. Czas od czasu nasi notable coś tam powiedzą przeciw. Podobno Waldemar Tomaszewski, wiceprzewodniczący delegacji Europarlamentu do spraw relacji z Mińskiem, próbował interweniować, ale jednocześnie AWPL-ZChR wciąga na swoje listy wyborcze aktywnych zwolenników atomówki w Ostrowcu. ZPL milczy jak zaklęty. Z polskich organizacji na Litwie jedynie Polski Klub Dyskusyjny ośmielił się przed paroma laty publicznie wypowiedzieć się przeciwko. Być może należałoby więc każdemu z tych, co bagatelizują problem, obejrzeć „Chernobyl”?

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!