„Czwórkami do nieba szli” – kapitulacja Westerplatte

7 września 1939 r. skapitulowało Westerplatte. Obrona Westerplatte przez polskich żołnierzy stałą się legendą kampanii wrześniowej. Dzięki Polskiemu Radiu wszyscy usłyszeli o waleczności zaledwie 182 ludzi. Dowództwo nad tym małym oddziałem objął mjr Henryk Sucharski. Obrońcy byli wyposażeni w zaledwie 4 moździerze i 3 działa małego kalibru.

PAI
„Czwórkami do nieba szli” – kapitulacja Westerplatte

Fot. PAI

Gdy 1 września o godz. 4:45 niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzeliwanie Westerplatte, symbolicznie dał początek II wojnie światowej. Kilka dni wcześniej przypłynął do Gdańska z „kurtuazyjną wizytą”. W społecznej świadomości Składnica stała się zatem pierwszym celem niemieckim, mimo iż w rzeczywistości w kilku punktach granicznych ofensywę rozpoczęto kilkanaście minut wcześniej.

Pierwsze ostrzeliwanie zwiastowało piekło, jakie mieli przeżyć na Westerplatte polscy obrońcy. 18 dział pancernika umilkło dopiero wtedy, gdy przeniósł się on w rejon Helu.

Jednocześnie Niemcy przypuścili szturm lądowy na Westerplatte. Pierwszym punktem, wokół którego toczono zaciekłe walki, była placówka „Prom”, którą dowodził Leon Pająk. Polacy pozwolili zbliżyć się Niemcom na możliwie najmniejszą odległość, po czym otworzyli ogień ze swoich karabinów maszynowych. Nieprzygotowani na tak skuteczną obronę Niemcy, zmuszeni zostali do wycofania się, zostawiając za sobą wielu zabitych i rannych. Również innym placówkom udało się przetrzymać pierwszy atak.

Po załamaniu ofensywy zaskoczeni Niemcy postanowili „zmiękczyć” obronę. „Schleswig-Holstein” podpłynął na odległość zaledwie 500 metrów i zaczął razić Składnicę ogniem. 1 września zameldowano o pierwszych stratach po polskiej stronie. Zginęli st. sierż. Wojciech Najsarek, kpr. Kowalczyk, st. leg. Ziemba oraz strzelec Bronisław Uss. W tym dniu Niemcy aż trzykrotnie podejmowali się przeprowadzenia ataku, lecz wszystkie próby zakończyły się niepowodzeniem.

Według wstępnych założeń dowództwa polska placówka miała wytrzymać 12 godzin, aż do nadejścia wsparcia. Taki był plan obrony, który i tak uznawano za optymistyczny, wziąwszy pod uwagę nikłość załogi Westerplatte i spodziewaną przewagę Niemców. Kontrofensywa nigdy nie nadeszła.

Fatalna sytuacja wokół Westerplatte doprowadziła do rozłamu w gronie dowódców Składnicy. Od 2 września na Westerplatte dowodził faktycznie kpt. Franciszek Dąbrowski, który będąc zastępcą Sucharskiego, zmienił go na stanowisku. Sucharski przeszedł ciężkie załamanie nerwowe, był gotowy się poddać.

Drugiego dnia wojny Niemcy ponowili ataki lądowe. Mimo naporu wroga, podciągającego coraz liczniejsze oddziały, żołnierze polscy wytrzymali natarcie. Dramat rozpoczął się około godz. 17.00, gdy nad Westerplatte nadleciały niemieckie bombowce. Straty tego dnia wyniosły 9 zabitych i wielu rannych. Wieczorem niemieckie oddziały jeszcze raz bez powodzenia spróbowały wedrzeć się do placówki.

To wtedy warszawski spiker radiowy nadal nadaje komunikat, który dociera do całej Polski: „Westerplatte broni się nadal”. Dopóki Westerplatte trwało, dopóty walka była możliwa.

W kolejnych dniach Niemcy za wszelką cenę usiłują zdobyć placówkę. 5 września Sucharski zwołał naradę dowódców, na której postanowiono trwać na stanowiskach.

Rankiem 7 września szaleńczy szturm niemiecki dotarł niemalże do centrum placówki. Bohaterstwo obrońców jeszcze raz pozwoliło na odrzucenie Niemców. To jednak ostatnia próba obrony. Na skutek wyczerpania amunicji oraz fatalnej sytuacji sanitarnej mjr Sucharski decyduje się poddać placówkę.

Polacy skorzystali z możliwości honorowej kapitulacji. Walczyli dopóki mogli, dalszy opór byłby pewną śmiercią. W dowód uznania dla bohaterskiej postawy Polaków gen. Eberhardt, kierujący niemieckim natarciem, pozwolił Sucharskiemu zachować oficerską szablę. Polskie straty wyniosły ostatecznie 15 zabitych oraz 50 rannych. Niemcy stracili nawet 400 zabitych i rannych.

Mieli bronić się 12 godzin, utrzymali się aż 7 dni, budując wokół siebie mit nieustępliwości i bohaterstwa polskiego żołnierza, tych, którzy „czwórkami do nieba szli”, jak napisał Konstanty Ildefons Gałczyński.

Źródło: PAI

PODCASTY I GALERIE