Co słychać w estońskim filmie krótkometrażowym?

Festiwal filmowy Scanorama był świetną okazją, by przyjrzeć się współczesnym produkcjom filmowym państw bałtyckich.

Bartek Borys
Co słychać w estońskim filmie krótkometrażowym?

Fot. Scanorama

Przed projekcją estońskiego krótkiego metrażu, zaprezentowanego w ramach programu „Naujasis Baltijos Kinas” zadawałem sobie pytania zarówno o to, czy warto w ogóle chodzić na krótki metraż, jak i o to, czy estońskie szorty będą równie dobre, jak zbierające wiele nagród filmy pełnometrażowe, takie jak nagrodzone wielokrotnie „Nasza Klasa” czy rewelacyjne, opowiadające o wojnie w Abchazji „Mandarynki”.

„Tupsu” (ang. „Pussy”), film młodej reżyserki Triin Ruumet, opowiada o świecie przestępczym w Tallinnie początku lat 90. Andrej i Oliver, dwójka głównych bohaterów, pakują do bagażnika zawiniętego w dywan pijanego mężczyznę i wywożą za miasto. Surrealizmu pokazywanym scenom dodaje motyw odwiezienia po drodze córki Andreja do szkoły. Kolejne poczynania bohaterów wskazują na egzekucję, ale rozmowa telefoniczna, którą odbywa Oliver, poddaje w wątpliwość sens ich działania.

„Lata 90. w Estonii to był bardzo ciekawy, ale niebezpieczny czas” – stwierdziła po seansie reżyserka. „Dlatego uznałam, że tamte realia świetnie nadają się na tło opowiadanej historii” – dodała. Na pytanie o wyzwania związane z realizacją filmu, takie jak problem z pokazaniem na ekranie pijanej osoby, powiedziała: „Cóż. Muszę przyznać, że aktor grający pijanego mężczyznę, zabranego przez Andreja i Olivera, nie był do końca trzeźwy”.

Inna wartą uwagi produkcją z Estonii był film „Papa” w reżyserii Girlin Bassanovskajej. Pod tym nazwiskiem kryje się tak naprawdę duet w postaci Jeleny Girlin oraz Mari-Liis Karuli, absolwentek Estońskiej Akademii Sztuk Pięknych”. „Papa” jest ich czwartą wspólną produkcją.

W filmie, o dość abstrakcyjnej fabule, szczególną uwagę zwraca animacja, która wraz z kolejnymi minutami, gra coraz większą rolę. „Staraliśmy się – mówiła po projekcji Mari-Liis Karula – by widz miał możliwość obserwowania płynnego przejścia, krok po kroku, od pokazywanych na początku filmu postaci ludzkich, przez ich wspólną grę z kukiełkami, aż do całkowitego oddania pola tym ostatnim”. Przygotowanie filmu, w którym animacja jest na bardzo wysokim poziomie, trwało pięć miesięcy, ale sam pomysł, jak przyznała Jelena Girlin, przyszedł do głowy dziewczynom już pięć lat temu.

Trzecią wartą polecenia produkcją z Estonii jest film „Dzień Iwana” (est. „Ivanipäev”).

Jego autorem jest Ivan Pavljustkov, absolwent Bałtyckiej Szkoły Medialnej i Filmowej, a także laureat konkursu „Naujasis Baltijos Kinas” na festiwalu Scanorama w 2012 roku. Jego debiutancki film inspirowany jest, jak przyznał po projekcji reżyser, własnym życiem Pavljustkova.

Film opowiada historię Ivana i Kadri, którzy wybierają się na wieś świętować midsommar, święto obchodzone głównie w Skandynawii w weekend najbliższy nocy świętojańskiej. Ivan, rosyjskojęzyczny Estończyk, czuje się wyobcowany wśród rodziny i znajomych Kadri, ze względu na swoje rosyjskie pochodzenie, zdradzane zarówno przez jego imię, jak i przez akcent.

„Myślę, że film ten jest bardzo uniwersalny – opowiadał po projekcie Pavljustkov.

Z podobnymi problemami, wyobcowaniem czy brakiem akceptacji, spotkać się można nie tylko w Estonii, ale i w wielu innych krajach, gdzie ludzie z różnych grup narodowościowych mieszkają obok siebie, ale właściwie się nie znają”.

Ponad trzy godziny z kinem estońskim pokazały, że kilkanaście minut oraz ograniczony budżet mogą wystarczyć, by zaprezentować bardzo świetne historie. Udowodniły też, że kino estońskie warte jest uwagi i prezentuje wysoki poziom artystyczny także w krótkim metrażu.

PODCASTY I GALERIE