Bernardyńska tajemnica albo jak dokumenty AK w garażu czytano

Temat Wileńskiej Armii Krajowej oraz dziedzictwa organizacji do niedawna budził większym stopniu ujemne emocje po stronie litewskiej. Po długich latach debatowania nad dziejami wileńskiej AK, po stronie litewskiej zrodził się błędny stereotyp, że AK w Polsce była uczciwą, honorową organizacją godną naśladowania, natomiast tu na Wileńszczyźnie było wręcz odwrotnie. Dzisiaj chociaż ten stereotyp wciąż istnieje, jednak stały się możliwe konstruktywne dyskusje na temat wileńskiej AK. Dzisiaj Litwini, z resztą jak też i Polacy na Litwie potrafią obiektywnie oceniać działalność oraz dziedzictwo polskiego podziemia zbrojnego na Wileńszczyźnie.

Tomasz Bożerocki
Bernardyńska tajemnica albo jak dokumenty AK w garażu czytano

Fot. dzieje.pl

Niestety, ale wciąż wielu kojarzy dziedzictwo AK jako pomniki na cmentarzach, tablice pamiątkowe, ewentualnie miejsca bitew (np. Krawczuny). Owszem, to jest dziedzictwo i to nawet bardzo ważne, ponieważ to tam odbywają się uroczystości, w czasie których jest przywoływana pamięć. Brzmi nieco dziwnie, ale tak – jest przywoływana pamięć. Jednak musimy zrozumieć, że pojęcie dziedzictwo obejmuje znacznie szerszy zakres obiektów oraz zjawisk. Dziedzictwem jest wszystko co pomaga przywoływać pamięć o AK. Takim dziedzictwem godnym uwagi są też tzw. zbiory „bernardyńskie”, które zostały odnalezione 26 lat temu. Właściwie nie tylko dziedzictwo AK jest tematem artykułu, ale też okoliczności odnalezienia.

Okoliczności odnalezienia dokumentów

W zwykły zimowy dzień 18 lutego 1995 r. w wileńskim kościele pod wezwaniem Św. Franciszka z Asyżu (tzw. bernardyńskim) wydarzyło się… Prowadząc prace konserwatorskie, pod grubą warstwą śmieci odnaleziono pliki starych, zbutwiałych dokumentów. Autorami odkrycia byli Vytautas Urbaitis i Robert Pylimonis – pracownicy prywatnej spółki „Mažesniųjų brolių ordino Šv. Pranciškaus ir Bernardino vienuolynas”. Dokumenty były schowane w niszy nad chórem na wysokości ok. 6 m. Część dokumentów stanowiły oddzielne pliki pozawijane w stare gazety, część była włożona do kopert.

V. Urbaitis oraz R. Pylimonis wyciągnęli „znalezisko” ze skrytki i jedną część, „co wlazło”, włożyli do kartonowego pudła, a drugą po prostu ułożyli na kawałku kartonu. R. Pylimonis po przeczytaniu treści kilku odnalezionych dokumentów zorientował się, że w swoich rękach ma nic innego jak tylko dokumenty Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej. Przypuszczając, że może z tego być niesamowita sensacja – pomyśleć sobie, Litwini dokumenty polskich bandytów znaleźli! Goniąc za sensacją ów pracownik zadzwonił do redakcji gazety „Respublika” w celu poinformowania o odkryciu. Jednak musiał odczuć wielkie rozgoryczenie, gdyż redakcja wcale nie wyraziła zainteresowania tematem. Chyba z żalu mógł pomyśleć – „głupcy, przecież taki temat im z rąk się wymknął”. Wówczas pracownicy czym prędzej udali się do proboszcza sąsiedniego kościoła św. Anny i jego o wszystkim dokładnie poinformowali. Proboszcz po wysłuchaniu całej „spowiedzi” zasugerował, że warto o tym wydarzeniu powiadomić kierownika prac Petrasa Kanevičiusa i jemu przekazać znalezione dokumenty – dla świętego spokoju. P. Kanevičius przybył na miejsce dopiero wieczorem. W tym czasie na miejscu obecny był już tylko V. Urbaitis. Po wstępnym zapoznaniu się z dokumentami kierownik podjął DECYZJĘ o zabraniu dokumentów do…. do swojego garażu. Dopiero później, już w trakcie zeznań w Departamencie Bezpieczeństwa Państwowego (Valstybės Saugumo Departamentas – VSD) P. Kanevičius tłumaczył się, że wcale nie myślał o przywłaszczeniu dokumentów. Chciał przekazać je do archiwum, ale na razie – dla świętego spokojuschował je we własnym garażu (!). Jak wynika z raportu majora A. Pautienisa ówczesnemu szefowi VSD pułkownikowi Jurgisowi Jurgelisowi, VSD „otrzymało operatywną informację”, że znaleziono dokumenty polskiej AK 22 lutego 1995 roku.

VSD przeprowadziło dochodzenie, w czasie którego przesłuchano P. Kanevičiusa oraz V. Urbaitisa, chociaż przy odnalezieniu także był R. Pylimonis, który notabene przywłaszczył sobie kilka znalezionych kartek, w tym plany kilku bitew stoczonych przez AK. P. Kanevičius w trakcie przesłuchania oświadczył, że 26 lutego nawiązał z nim kontakt poseł na Sejm Republiki Litewskiej Romualdas Ozolas, który poprosił go o zwrot znalezionych dokumentów do Sejmu RL (!), a także, aby nikomu nic nie mówił a już tym bardziej nie informował żadnych instytucji. P. Kanevičius był na tyle łaskaw, że zgodził się na taki transfer. Spotkanie wyznaczono na 28 lutego i tegoż dnia do P.Kanevičiusa przybyli przedstawiciele VSD, którzy od tego momentu czuwali nad całą procedurą przekazania dokumentów. 28 lutego 1995 r. dokumenty AK po raz kolejny odbyły wojaż i tym razem z garażu wędrowały do Sejmu RL, niesamowity awans! P. Kanevičius przyniósł dokumenty AK do Sejmu RL. Dokumenty przekazano w obecności posłów: Romualdasa Ozolasa i Juozasa Dringelisa, zastępcy dyrektora Generalnej Dyrekcji Archiwów Veroniki Karklelienė oraz przedstawiciela VSD M. Ladigi. Obecność funkcjonariuszy VSD oraz ich zainteresowanie się całym zajściem zostało uzasadnione tym, że w tym czasie VSD badało możliwy udział żołnierzy AK w aktach ludobójstwa.

W dniach 3-6 marca 1995 r. w Sejmie zapoznano się z treścią znalezionych dokumentów, sporządzono akt ich przekazania do LCVA. Wzięli w tym udział posłowie litewscy (R. Ozolas i J. Dringelis), zastępca V. Karklelienė, kierowniczka działu dokumentów pisanych LCVA Aldona Naruškevičienė, kierowniczka działu konserwacji Litewskiego archiwum audio i wideo Danguolė Šlaustienė oraz M. Ladiga.

Do LCVA przekazano 2088 kart dokumentów, 2 taśmy fotograficzne, 21 części taśm fotograficznych. Petras Kanevičius w czasie wywiadu wskazał na to, że kopie znalezionych dokumentów zostały przekazane do Polski, a inicjatorem przekazania był ówczesny prezydent Litwy Algirdas Brazauskas. 25 kwietnia 1995 r. LCVA otrzymało 102 teczki, które tworzyły zbiór sygnowany R-601. Ostatecznie, po pracach konserwatorskich 16 listopada 1995 r. odnotowano, że zbiór „bernardyński” składa się ze 110 teczek. Jednak do ostatecznego zbioru nie trafiły powtarzające się dokumenty to jest 120 kartek, które zniszczono. Także przy formowaniu teczek z luźnych dokumentów wybrano te dokumenty, które ze względu na bardzo zły stan nie nadawały się do konserwacji, dlatego dodatkowo zniszczono 2 kartki, 17 części taśmy fotograficznej, 100 g skrawków dokumentów oraz 20 g resztek taśm fotograficznych. Latem 1995 r. ostatecznie uporządkowano teczki całego zbioru i sporządzono opis znajdujących się w nim dokumentów. Większa część dokumentów, które się zachowały są w języku polskim, choć trafiają się pojedyncze dokumenty w językach litewskim, białoruskim oraz rosyjskim. Dokumenty zostały zmikrofilmowane i w 1996 r. udostępnione badaczom w LCVA.

Smutny los dokumentów

Od upublicznienia dokumentów minęły już 24 lata, jednak treść dokumentów jest w ciąż słabo znana wśród badaczy historii wileńskiej AK, publicystów i wszystkich innych, których mogłyby zainteresować. Taka sytuacja wynika chyba z tego, że w zbiorach „bernardyńskich” jest bardzo mało informacji na temat działań poszczególnych brygad partyzanckich wileńskiej AK. A właśnie działania tych jednostek najczęściej i są obiektem zainteresowania badaczy historii AK. Zbiory „bernardyńskie” przedstawiają sytuację ludności cywilnej, postawy mieszkańców, którzy znaleźli się w obliczu różnych okupacji, a takie elementy przeszłości są mało atrakcyjne. Jest to widocznie wystarczający powód, małego zainteresowania instytucji gromadzących dziedzictwo pisane narodu polskiego.

Pracownicy Instytutu Sikorskiego, Instytutu Piłsudskiego oraz Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu gromadzą i publikują dokumenty polskiej emigracji, uchodźców, polskich instytucji działających na emigracji, itd. Swoją działalnością nie tylko ocalają to dziedzictwo od zapomnienia, ale też przez digitalizację zbiorów czynią je dostępnym dla szerszego grona badaczy. W tym kontekście można wspomnieć o przechowywanych z Litewskim Centralnym Archiwum Państwowym (Lietuvos centrinis valstybės archyvas) zbiorach „Bernardyńskie”, które w taki sam sposób mogłyby być udostępnione.

Dokumenty przechowywane np. w archiwach Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Zjednoczonego Królestwa świadczące o działalności AK doczekały się publikacji w sześciotomowym wydawnictwie „Armia Krajowa w Dokumentach”. Od 2015 r. publikacja ta doczekała się reedycji w uzupełnionym formacie i ukazały się ich dwa dodatkowe tomy, jednak bez uwzględnienia źródeł, które znajdują się w zbiorach „bernardyńskich”. Analizując dokumenty, z których składają się te zbiory odnotowano, że są wśród nich materiały, które mogą zmienić lub uzupełnić istniejące narracje o wileńskiej AK, a także odkryć dotąd nieznane momenty działalności wileńskiej AK.

Dokumenty, które stanowią trzon zbiorów „bernardyńskich” są wartościowe z dwóch powodów. Po pierwsze, dokumenty rzucają światło na sytuację ludności z dzisiejszej Litwy Wschodniej oraz części Zachodniej Białorusi w czasach Drugiej Wojny Światowej. Po drugie, jest w nich zbyt mało informacji na temat działalności brygad partyzanckich AK. Dokumenty, które tworzą te zbiory to rozkazy Komendy Głównej AK oraz komendanta okręgu, na podstawie których zamierzano uregulować pracę struktur podziemnego państwa. Są to również dyrektywy dotyczące organizacji pracy Biura Informacji i Propagandy AK (BIP AK), okólniki przeprowadzania zajęć kulturalnych dla partyzantów, sprawozdania zwierające informacje o nastrojach ludności cywilnej Wileńszczyzny, sprawozdania z pracy propagandowo-informacyjnej, itd. Znaczna część tych materiałów rzuca nowe światło na działalność wileńskiego BIP-u oraz siatki konspiracyjnej Wilna.

Dokumenty zbioru trudno poddać szczegółowej analizie ze względu na dwie podstawowe przyczyny. Pierwsza przyczyna wiąże się z tym, że poszczególne teczki zbioru były formowane w oparciu o subiektywną ocenę pracownika archiwum, dlatego dokumenty są połączone w zbiory w sposób chaotyczny. Obok siebie w jednej teczce są dokumenty przedstawiające pracę BIP-u oraz te naświetlające działalność brygad partyzanckich. Inną przyczyną utrudniającą konsekwentne badanie jest brak dat raportów, brak pseudonimów autorów tekstów oraz brak tytułów. Połączenie tych materiałów w jeden logiczny ciąg jest zadaniem bardzo czasochłonnym, ze względu na to, że w przypadku każdej teczki konieczna jest odrębna analiza jej zawartości.

PODCASTY I GALERIE