Baltasis Kiras: Widzieliśmy pioruny na tle pięknej nocnej panoramy Tbilisi

„Inspirowaliśmy się szeroko pojętą amerykańską kulturą, nie ograniczając się tylko do muzyki. Naszym celem było przeniesienie tych inspiracji na grunt litewski” – powiedział dla zw.lt Tautvydas Paulius Augustinas Augustinas, wokalista i wiolonczelista wileńskiej kapeli „Baltasis Kiras” („Biała Mewa”).

Bartek Borys
Baltasis Kiras: Widzieliśmy pioruny na tle pięknej nocnej panoramy Tbilisi

Fot. Bartek Borys

Kapela „Baltasis Kiras” w mediach opisywana jest często jako zespół grający muzykę country, albo coś w stylu indie/rock/folk. Czy takie szufladkowanie ma w ogóle coś wspólnego z rzeczywistością?

Szczerze mówiąc „Baltasis Kiras” to projekt, co do którego sami do końca nie wiemy, w którą stronę zmierza. Po prostu gramy muzykę, która płynie z naszych serc. Mamy wiele inspiracji. Trudno jest grać z innymi ludźmi muzykę, którą wcześniej dokładnie planujesz. Jest o wiele łatwiej prostu grać to, co czujemy. A efekt, który taka postawa przynosi, jest często zaskakujący, również dla nas.

Nagrywając nasz ostatni album „Amerika” inspirowaliśmy się szeroko pojętą amerykańską kulturą, nie ograniczając się tylko do muzyki. Naszym celem było przeniesienie tych inspiracji na grunt litewski. Mogę więc powiedzieć, że wszystkie te gatunki muzyczne, o których wspomniałeś, świetnie do nas pasują jak i nie pasują zarazem.

Czy możesz powiedzieć coś więcej na temat Waszej ostatniej płyty.

Chcąc zrealizować nasze „amerykańskie” inspiracje zdecydowaliśmy się użyć typowych amerykańskich instrumentów, których używali artyści tacy jak Jimmy Hendrix, Bob Dylan czy Elvis Presley. Właśnie Bob Dylan był dla nas wzorem jeśli chodzi o nagrywanie płyty. Weszliśmy do studia, nagraliśmy „na żywo” każdą piosenkę w trzech wersjach, a później wybraliśmy po prostu najlepszą wersję. Płytę nagrywaliśmy w najlepszym naszym zdaniem litewskim studiu LRT.

Dlaczego tzw. książę Vilkdaugas jest na okładce tego albumu?

Z tym gościem wiąże się naprawdę ciekawa historia! Wcześniej był politykiem, który jednak, rozczarowany polityką, zaczął pić i spędzać coraz więcej czasu na ulicy. Spotykaliśmy go wiele razy grając w okolicy, zawsze z nieodłączną fajką i piwem, krzyczącego „Amerika! Amerika!”. Często, gdy graliśmy na ulicy, siadał obok i śpiewał razem z nami. Wtedy uznaliśmy, że musimy wykorzystać jego postać na okładce naszej płyty.

Jak wyglądały początki Waszej kapeli?

Cóż, na samym początku „Baltasis Kiras” tworzyły trzy osoby. Ja grałem na wiolonczeli, a poza mną był jeszcze basista, a także osoba grająca na gitarze akustycznej i harmonijce. W tamtym czasie graliśmy typowy folk. Później zaczęliśmy trochę eksperymentować, ale zawsze elementy muzyki folkowej były gdzieś tam w tle. Coraz więcej osób dołączało do naszej kapeli, tak że nieraz nasz skład przekraczał dziesięć osób. Zaczęliśmy używać coraz więcej liczby instrumentów i grać coraz więcej koncertów. W Wilnie odwiedziliśmy chyba każdy zakątek w mieście. Po pewnym czasie zdecydowaliśmy się nagrać i wydać nasz pierwszy album, “Su Geltonu Snapeliu”, który utrzymany jest w folkowym klimacie. Było to swego rodzaju zamknięcie pewnego etapu w naszej działalności. Po wydaniu tej płyty zaczęliśmy grać trochę inaczej, wykorzystując więcej elektrycznym instrumentów.

Jak długo gracie razem?

Tak ogólnie zajmuję się muzyką od 1995 roku, kiedy to mama zaprowadziła mnie do szkoły muzycznej w Poniewieżu. Natomiast jako kapela „Baltasis Kiras“ gramy razem od pięciu, może sześciu lat.

Kilka tygodni temu reprezentowaliścię Litwę na Dniu Muzyki Ulicznej, który odbył się w Gruzji, w Tbilisi. Jak było?

Było świetnie! Panowała niesamowita atmosfera. Graliśmy w czasie burzy. Widzieliśmy pioruny na tle pięknej nocnej panoramy Tbilisi, z górami za miastem. Przed koncertem zaprosiliśmy do wspólnego występu kilku muzyków z Ukrainy (saksofonistę, perkusistę i gitarzystę) oraz jednego Chorwata grającego na trąbce. Graliśmy bardzo eksperymentalny dub w świetnej atmosferze. Wszyscy, zarówno my jak i publiczność, dobrze się bawili.

Czy poza „Baltasis Kiras“ masz jeszcze jakieś inne projekty muzyczne?

Razem z moim przyjacielem, Audriusem Kliševičiusem zaczęliśmy z projektem „Elektroninis Baltasis Kiras” gdzie gramy te same kawałki co w „Baltasis Kiras”, ale w wersjach bardziej dubowych i elektronicznych. Od czasu do czasu gram również z innymi przyjaciółmi. Jako wiolonczelista mam możliwość dołączenia do wielu projektów muzycznych. Grywam m.in. z Martinem Wallem i Šarūnasem Petrutisem. W tym roku na kilku koncertach będę grał z kapelą „Karma”. Raz w barze „Balti Drambliai” z okazji kolejnej rocznicy urodzin Boba Marleya zorganizowaliśmy wraz z przyjaciółmi z kapeli „Ministry of Echology” interesujący koncert, w czasie którego graliśmy dubowe wersje naszych piosenek z „Baltasis Kiras”. Było niesamowicie. Paulius z „MoE” robił naprawdę niesamowite dubowe efekty. Myślę, że w przyszłości jeszcze to powtórzymy. Z chłopakami z „MoE” zaczęliśmy ostatnio jeszcze jeden projekt, w którym gramy muzykę afrykańską. Póki co bardziej przypomina to jam session, ale dobrze się bawimy i chcielibyśmy ten projekt kontynuować. Paulius z „MoE” gra tam na basie i – mówię Ci – wymiata.

Jak wyglądają Wasze plany na przyszłość?

Chcielibyśmy wydać singla na winylu. Z „Baltasis Kiras” chciałbym grać trochę inną muzykę w przyszłości. Widzę naszą kapelę jako ptaka, który właściwie tak do końca nie wie, dokąd leci, ale jednak leci. Tak jak my. Tego lata będziemy grali wiele koncertów. W większości na Litwie, ale zagramy też jeden koncert na Ukrainie. Chłopaki, z którymi graliśmy w Tbilisi, zaprosili nas na festiwal Jazzowy. Myślimy też oczywiście nad naszym trzecim albumem.

Wygląda na to, że po prostu kochacie wszelkiego rodzaju eksperymenty…

Jasne, że tak! Dla mnie jest to coś bardzo ważnego i inspirującego. Od czasu do czasu po prostu pytam innych muzyków, czy nie chcieliby dołączyć do „Baltasis Kiras” i trochę z nami pograć. Zawsze jestem bardzo ciekawy, jakie będą tego efekty, jako że różni ludzie dorzucają do naszej muzyki trochę inny styl, przynoszą inne wibracje. Dla mnie muzyka jest czymś nie do końca trwałym, bardzo płynnym. Wierzę, że jest czymś, czego nie można skończyć. Możesz ja uchwycić w dobrym momencie i być szczęśliwy, ale zauważ, że następnym razem to co grasz, będzie już brzmieć całkowicie inaczej.

Wygląda na to, że trudno jest stwierdzić, czego tak właściwie można oczekiwać na Waszych koncertach.

Nasz skład w ostatnim czasie nie jest zbyt stabilny. Przykładowo mamy trzech perkusistów i czterech basistów i wszyscy oni w pewien sposób wymieniają się pomiędzy naszymi koncertami. Z jednej strony mogę powiedzieć, że przypomina to trochę zmianę pór roku, która jest całkowicie naturalna. Z drugiej strony niesamowicie wpływa to na naszą kreatywność. Dzięki temu nie ma czasu na rutynę i nudę w czasie naszych koncertów. Jesteśmy jak głodny królik, jeśli wiesz co mam na myśli.

Czy mógłbyś wymienić współczesnych litewskich muzyków, którzy są warci usłyszenia?

Na pewno Šarūnas Petrutis. Chłopak gra folkowe piosenki na gitarze akustycznej. Od czasu do czasu gra z kapelą „Graveyard Conglomerate”. Jest jednym z moich ulubionych młodych litewskich muzyków. Mogę też polecić artystę grającego pod pseudonimem „Martin Wall”. Również muzyka folkowego. Czasami na koncertach wspomaga go jego dziewczyna, która jest francuską aktorką, i są to występy, które naprawdę warto zobaczyć.

Facebook
Soundcloud

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej