Kultura i Historia
Alwida Antonina Bajor

Alwida Bajor: Dziady Nekrošiusa – głęboki, piękny, poetycki spektakl

„Taaaak???” – zapytuje sarkastycznie Architekt Świata. Nareszcie! Długośmy na to czekali. „Dziady” w reżyserii Nekrošiusa, wystawione na deskach Teatru Narodowego w Warszawie, zawitały do Wilna. Wydarzenie! Dwa z rzędu przedstawienia zagrane na scenie wileńskiej opery tuż przed Zaduszkami.

Na obu przedstawieniach – sala wypełniona co do centymetra. Reakcja, wrażenia, opinie? Niejednoznacznie… Czego też należało się spodziewać. A nawet się cieszyć. Bo dla twórcy tego przedstawienia właśnie o to i chodzi. Nekrošius jest architektem przedstawień zbudowanych z mnóstwa wielorakich środków artystycznych na rzecz wieloznaczności. Ponimaj kak choczesz, jak mawiają Rosjanie… No właśnie, wszystko co choczesz można o tym spektaklu powiedzieć, ale nie to co usłyszałam z ust pewnej osoby, nawet wykształconej: „Więcej na takie coś się nie wybiorę, bo jest to spektakl pogański“…

Nic bardziej mylnego. Bowiem jest to spektakl ewidentnie antypogański, czego zapowiedzią są już pierwsze sekwencje przedstawienia. Na słynne „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, / Co to będzie, co to będzie?“ Guślarz odpowiada jednoznacznie: „Nic nie będzie!“. Powtórzy to z naciskiem, niejednokrotnie. Obrzęd jednak trwa. Pojawiają się wywołane Duchy – Zosi, Złego Pana „z tej wioski“, Pasterki, Upiora… Mickiewiczowskie postaci. Mickiewiczowski tekst – przepiękna poezja. Z tym że „rzecz dzieje się“ tu i teraz.

Pomieszane części „Dziadów“, z wypunktowaniem sekwencji dla Autora spektaklu – Nekrošiusa najważniejszych. Cela Konrada w wileńskim klasztorze bazylianów, przemienionym na carskie więzienie, gdzie osadzono Mickiewicza (Gustawa – Konrada) i jego przyjaciół, w której to celi jedną z zaskakująco ważnych ról pełni postać w dramacie rzekłbyś niepozorna – Kapral, pilnujący młodych więźniów, Polak, będący w służbie carskiej. Prosty poczciwiec, szczerze współczujący rodakom skazańcom, a jednocześnie wzburzony ich światoburczą postawą, bluźnierstwem – udziela im (mimo że go o to wcale nie proszą) św. Komunii (na rękę). W wersji Nekrošiusa jest kimś – czymś w rodzaju preludium do pojawienia się ks. Piotra.

Podobnych przykładów perwersji artystycznej można w „Dziadach“ Nekrošiusa dopatrzyć się więcej. Podobnie – w centralnej postaci, Bociana. Bocian – ptak śmierci, odprowadzający dusze zmarłych (gdyż żywi się stworzeniami żyjącymi w glebie – gadami, żabami, a więc należącymi do świata podziemnego, chtonicznego), ale jednocześnie symbolizuje też wiosnę, urodzajność, dobrą wróżbę, narodziny dziecka. Takoż zmartwychwstanie. Bocian jest przeciwieństwem węża, żaby. A więc jest to ptak antydiabelski, nieprzyjaciel zła, symbol Chrystusa. Bocian w tradycji chrześcijańskiej oznacza egzaltację religijną.

Który z tych wariantów Bociana wybrał Nekrošius? Odpowiedź jest czytelna – jednoznaczna.

Zaskakuje, zdumiewa, bawi, rozśmiesza interpretacja Wielkiej Improwizacji, w której to trakcie, w momentach światoburczych uniesień, gdy Konrad „w męczarniach“ i w pysze wadzi się z Bogiem – Ten, skądś tam, z Niebiańskich Wysokości, kwituje to sarkastycznie brzmiącym pytajnikiem: „Taaaak???“.

Filomaci, filareci – przemienieni następnie w dzieci kwiaty i przeniesieni w nasz obecny czas. Duchy zmarłych i żywych, snujących się w jakimś sennym korowodzie na tej jeszcze obecnej Ziemi, a już wpadający każdy w swoje „dołki“ (bądź wciągający w nie swoich bliźnich).

Gra w golfa. Te piłeczki przemienią się w bocianie jaja i powędrują do nas, w pudle z napisem „Na Wilno“… Co mamy z nimi robić? Co symbolizują? Mamy czekać na wiosnę? Płodzić się, rozmnażać? Wiadomo, jaki jest stan demograficzny na Litwie…

Ważnym elementem scenografii są makówki, głowy maku. Usypiają nas. Wolimy błogi sen, brata śmierci? Co wybieramy? (Chociaż Nekrošius makówek do pudła nie wkłada i „Na Wilno“ je nie wysyła).

Oprawa plastyczna – wszystkie możliwe odcienie szarości. Do tego oszczędność rekwizytów: krzesła, jakiś pojemnik na mleko, zegar, czarna płachta z celofanu… I doły, dołki, jamy… Grób Konrada okolony jego książkami, grób… z wystającą ręką. (Kostiumy, scenografia – Nadieżda Gultiajewa i Marius Nekrošius).

Głęboki, piękny, poetycki spektakl. Są to już drugie „Dziady“ w wersji litewskiej. Blisko 30 lat temu na scenie ówczesnego Litewskiego Akademickiego (obecnie Narodowego) Teatru Dramatycznego wystawił je Jonas Vaitkus. Były to fantastyczne „Dziady“, barwne, widowiskowe, z ponad 100-osobową obsadą z Valentinasem Masalskisem w roli głównej. Wystawione w czasie wyjątkowo dramatycznym, gdy ulicami wileńskimi jechały sowieckie czołgi, a pod wieżą telewizyjną ginęli ludzie. Akcja rozgrywała się „w kopalni soli“ (w jamie orkiestrowej). Te Vaitkusowe „Dziady“ były później prezentowane w Warszawie i w Krakowie… Były to „Dziady“ „pogańskie“, dokładniej – stanowiły piękną symbiozę pogaństwa z chrześcijaństwem. „Dziady“ Nekrošiusa i „Dziady“ Vaitkusa – to krańcowo odmienne interpretacje. Odpowiada mi i jedna, i druga. Mickiewiczowskie „Dziady“ są i będą aktualne dla wszystkich czasów, niezależnie od tych czy innych ustrojów społecznych. Przebogaty arsenał myśli i uczuć ludzkich, z którego litewscy mistrzowie potrafią czerpać „gołą ręką“.

Niewykluczone, że na „Dziady“ porwie się jeszcze niejeden litewski reżyser, z młodszego pokolenia. Oby się z tym pośpieszył. Nie czekajmy na moment, by do „Dziadów“ zabrały się… roboty.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!