Ceny gazu szybują, podczas gdy Nord Stream 2 czeka na certyfikację

Ceny gazu w Europie notują historyczne rekordy. Choć na początku jako przyczyny bezprecedensowych podwyżek wskazywano zwiększony popyt, niskie stany magazynowe po zimie i spadek importu LNG, dziś coraz bardziej ewidentne stają się manipulacyjne działania Rosji. Gazprom stosuje szantaż energetyczny w celu wymuszenia certyfikacji Nord Stream 2.

polskieradio.24
Ceny gazu szybują, podczas gdy Nord Stream 2 czeka na certyfikację

Fot. BNS/ Erikas Ovčarenko

Od początku jesieni Europa walczy z podwyżkami cen energii. Gaz podrożał nawet o 600-900 proc., co jest na rynku zjawiskiem bezprecedensowym. Kontrakty terminowe TTF na jesień i zimę tego roku, aż po koniec I kwartału 2022 r., są obecnie wyceniane na poziomie przekraczającym 100 euro za MWh. Jeszcze przed rokiem analogicznymi instrumentami handlowano po 15 euro za MWh.

Jako przyczyny astronomicznego wzrostu notowań surowca Komisja Europejska wskazała zwiększenie zapotrzebowania związane z odbudową gospodarek po pandemii, niskie zapełnienie magazynów oraz spadek importu.

Już w I kwartale 2021 r. konsumpcja gazu w UE była o 7,6 proc. wyższa niż przed rokiem. W tym samym okresie import gazu spadł o 3 proc. przy także spadającej produkcji rodzimej. Po stronie podażowej znacząco spadł import LNG – w I kwartale o niemal 30 proc. LNG z USA i Bliskiego Wschodu popłynął do Azji, gdzie od początku roku ceny mocno odbiły. Od jesieni zeszłego roku importowany gaz zdrożał w Japonii dwukrotnie.

Jednak jako kluczowy czynnik, który przyczynił się do drastycznego wzrostu cen energii, eksperci coraz bardziej jednoznacznie wymieniają manipulacje Gazpromu. Jak wskazują, rosyjski monopolista celowo ogranicza wysyłkę gazu do UE i w ten sposób potęguje energetyczny kryzys na rynku. Zdaniem wielu analityków koncern usiłuje w ten sposób doprowadzić do uruchomienia dostaw gazociągiem Nord Stream 2, który jest gotowy, ale nie spełnia europejskich regulacji prawnych.

Na początku września br. zakończono budowę gazociągu Nord Stream 2. Niecały miesiąc później, 4 października, rozpoczęło się napełnianie pierwszej nitki rurociągu bałtyckiego, co oznaczałoby, że rosyjski gaz ziemny za kilka tygodni będzie dostarczany rurociągiem do Niemiec. Plany te pod znakiem zapytania postawiły wątpliwości niemieckiej Federalnej Agencji ds. Sieci Gazowych. 

Nord Stream 2 ma tłoczyć do Niemiec 55 mld metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, z czego część będzie transportowana do innych krajów UE. Ostatnie 50 kilometrów rurociągu o wartości dziesięciu miliardów euro znajduje się na terytorium Niemiec, dlatego wymaga specjalnych certyfikatów.

Niemiecki regulator ma wątpliwości, czy wszystkie wymogi zostały spełnione. Federalna Agencja ds. Sieci zwróciła się do Nord Stream 2 AG o niezwłoczne dostarczenie informacji oraz – w razie potrzeby – o przedstawienie dowodów, że wszystkie wymogi regulacyjne zostaną spełnione i zachowane w kontekście eksploatacji interkonektora. Ponadto potrzebne jest zaświadczenie Federalnego Ministerstwa Gospodarki, że projekt nie zagrozi bezpieczeństwu dostaw w Niemczech i UE. Cała dokumentacja musi następnie zostać zatwierdzona przez Komisję Europejską. Jak wskazują eksperci, procedura ta najprawdopodobniej nie zostanie zakończona przed wiosną 2022 roku.

W tym kontekście nasilający się kryzys energetyczny w Europie wydaje się mieć źródło przede wszystkim w celowych działaniach rosyjskiego monopolisty. Rosjanie świadomie ograniczają podaż w Europie, hamując wykorzystanie szlaku białoruskiego i ukraińskiego, a także sprzedaż na giełdzie, żeby wymusić uruchomienie Nord Stream 2. W zeszłym tygodniu głos w sprawie tych zarzutów zabrała wiceprezes Gazpromu Jelena Burmistrowa, a także rzecznik prezydenta Władimira Putina, Dmitrij Pieskow. 

Rzecznik prezydenta stanowczo oświadczył, że Rosja nie ponosi odpowiedzialności za to, co dzieje się obecnie na europejskim rynku gazu. – Rosja wypełniała, wypełnia i będzie konsekwentnie wypełniać wszystkie zobowiązania zaciągnięte w ramach istniejących kontraktów – stwierdził. Przekonywał, że obecne podwyżki w Europie „nie mają nic wspólnego z Rosją” i „tylko ludzie, którzy nie rozumieją istoty tego, co się dzieje, mogą twierdzić inaczej”.

Wiceprezes Gazpromu zabrała głos na międzynarodowym forum gazowym w Petersburgu. – Gazprom szczerze współczuje wszystkim krajom, które dotknął szok cenowy na rynku gazu – powiedziała. Burmistrowa wskazała też krajom Zachodu możliwe rozwiązania obecnego kryzysu. Podkreśliła, że Gazpromowi zależy na przewidywalnym rynku gazowym, a w tym celu nie należy opierać się na cenach spot, czyli stosowanych przez dystrybutorów, tylko zawierać długoterminowe kontrakty. 

Kilka dni później Kreml wskazał kolejne antidotum na wzrost cen gazu. Najszybszym i najskuteczniejszym rozwiązaniem ma być tutaj bezproblemowa certyfikacja gazociągu Nord Stream 2, który będzie pompował rosyjski gaz bezpośrednio przez Morze Bałtyckie do konsumentów w Niemczech i poza nimi. 

Jak wskazują analitycy, Gazprom ucieka się do szantażu: będzie sprzedawać większe ilości gazu, jeśli uzyska certyfikację Nord Stream 2, a także jeżeli Unia Europejska zrezygnuje z przepisów antymonopolowych, takich jak trzeci pakiet energetyczny. Przestrzeganie wymogów trzeciego pakietu energetycznego UE i unijnych dyrektyw gazowych nie pozwoli Gazpromowi na przesyłanie więcej niż 65 mld m sześc. gazu rocznie gazociągami Nord Stream i Nord Stream 2.

PODCASTY I GALERIE