Wilno i Wileńszczyzna

Wspomnienia ze Szkoły Pedagogicznej w Trokach: Anna Aleksandrowicz

W tym roku mija 60 lat odkąd pierwsza promocja Wileńskiej Szkoły Pedagogicznej opuściła mury placówki, która początkowo działała w Trokach, później została przeniesiona do Nowej Wilejki. Publikujemy pierwsze wspomnienia z tego okresu. Autorką jest Anna Aleksandrowicz (Bukowska), wieloletnia nauczycielka języka polskiego w mejszagolskiej szkole.

1953 rok, wrzesień powitał mgłami nad trockimi jeziorami. Egzaminy wstępne, nocleg w dużej sali na słomie. Egzamin z języka rosyjskiego zdawałam u nauczycielki Kirpicznikowej, z języka polskiego u pani Piotrowiczowej, która bardzo mi zaimponowała swoją szlachetnością, inteligencją i poprawną polszczyzną. Później ta pani nauczała języka niemieckiego. Przygotowywała również nas do pierwszych praktycznych lekcji: pisania planów, konspektów. Miło było słuchać jej porad i zaleceń.

W tym to roku ukształtowały się trzy polskie grupy – a, b i c. Zostałam zapisana do grupy a. Większości były to dziewczynki nie tylko z Litwy, ale też z Białorusi i Ukrainy. Wychowawcą był pan Kudaba. Był on również świetnym matematykiem. Wymagający, ale o ile pamiętam, bardzo dobrze wyjaśniał wzory matematyczne i prawie nie mieliśmy z tym trudności. W tej grupie było czterech chłopców, ale muszę wspomnieć o nieszczęśliwym wypadku jaki miał miejsce. Było to wiosną, pracowaliśmy na działce szkolnej, byliśmy zmęczeni.Chłopcy poszli nad jezioro, aby się orzeźwić i zaczęli się kąpać. Okazało się, że jeden z nich nie umiał pływać i utonął. To był Kozakiewicz. Szukano go dwie doby. Przeżyliśmy straszną tragedię. Pochodził z okolic Trok i jest pochowany na trockim cmentarzu, więc dość często odwiedzaliśmy jego grób.

Języka polskiego i literatury uczył nas pan Olechnowicz. Ten wspaniały wykładowca należał do polonistów przedwojennych. Bardzo kochał literaturę. Szczególnie interesował go romantyzm i nas do niego zachęcał. Później pan Olechnowicz odszedł, widocznie na emeryturę, bo to już był pan w wieku. Jego miejsce zajął młody nauczyciel, pan Mozyro, dopiero po studiach. To był zupełnie inny wykładowca, współczesny. Niektóre studentki zachwycały się jego postawą i młodością. Wykładowczynią języka rosyjskiego na początku była pani Kirpicznikowa, a następnie pani Kudabiene, żona naszego wychowawcy. Była dość wymagająca, a wymaganie to polegało na tym, że należało prawidła gramatyczne wypowiedzieć tak, jak w podręczniku. I z tym był kłopot, bo sprawdzała według konspektu. Syn państwa Kudabów wykładał pedagogikę i psychologię, a więc całe rodziny przewijały się przez tą szkołę.

Mieszkaliśmy najczęściej w prywatnych mieszkaniach. W takim małym pokoiku o powierzchni 9-10 m2 mieszkało nas cztery osoby. Było bardzo ciasno. Później Troki się rozbudowały, powstało więcej mieszkań i trochę się rozluźniło.

Bardzo lubiłam historię, a nauczała nas pani…, której nazwiska nie pamiętam. Była ona również zastępczynią dyrektora, pana Karbowskiego. Właśnie ta pani od historii chcąc zapoznać nas z miejscami historycznymi, zorganizowała wyjazd do ówczesnego Leningradu. Zebrała 10 osób – chyba że najlepszych – z każdej grupy po 1-2 osoby i pojechaliśmy pociągiem. Była to dla nas wielka atrakcja. Tyle ważnych obiektów zwiedziliśmy – Pałac Zimowy, różne muzea. Później byłam nieraz w Leningradzie, ale to pierwsze przeżycie zostawiło głęboki ślad w moim sercu. Mile to wspominam i z całego serca dziękuję. Może dlatego później, gdy pracowałam w szkole, organizowałam podobne wycieczki do Leningradu, Moskwy, Rygi, Mińska i innych miast. A później zwiedzaliśmy Polskę, naszą drugą ojczyznę, ojczyznę mowy polskiej.

Istniał wspaniały chór, który skupiał studentów z różnych grup. Należeli do chóru i młodzi, i starsi. Wyjeżdżaliśmy z koncertami na występy do kołchozów, a także braliśmy udział w Święcie Pieśni, organizowanym w Parku Trockim. Bardzo lubiliśmy ten park i wczesną wiosną chodziliśmy tam na spacery, choć nie zawsze mogliśmy sobie na to pozwolić, bo musieliśmy się przygotowywać do zajęć i egzaminów. Od wyników nauki zależało nasze stypendium. Musiały być przynajmniej czwórki.

Zamek Trocki był w ruinie. Nie było mostu. Na wyspach wypasały się kozy, których przywożono łódkami i my też dojeżdżaliśmy – za opłatą – łodziami na te wyspy.

Pamiętam również panią Ławrinowicziute, która była po studiach teatralnych. Uczyła nas twórczości scenicznej. Nauczycielem rysunków był pan Mojisiejew. Bardzo sympatyczna postać. Chemii uczył nas Otto Ptaszek. Mile wspominam panią Stefanowicz, wykładowczynię dziecięcej literatury. Wiadomo, że to była literatura w języku rosyjskim. Tym niemniej poznaliśmy wiele utworów i wzbogaciliśmy swoją wiedzę. Muszę wspomnieć panią Fiodorową, jak również panią od geografii. To były młode, wspaniałe wykładowczynie, które starały się w nas zaszczepić miłość do książki i miłość do ludzi. Darzyły nas wielką miłością, zrozumieniem. Nawet, gdy szykowaliśmy bal pożegnalny, pomagały nam w przygotowaniach.

To był bardzo trudny czas. W sklepach brakowało wszystkiego, nawet chleba. Gdy wracaliśmy z zajęć już nie było żadnego pieczywa. I wówczas zaczęto do szkolnego bufetu przywozić chleb. To były foremkowe bochenki, kosztowały 3 ruble. Bilet do kina też kosztował 3 ruble. Więc niekiedy należało wybierać między bochenkiem chleba a pójściem do kina (filmy zmieniały się dwa razy w tygodniu). Nowy rok też najczęściej spotykaliśmy w szkole wraz z dyrektorem i nauczycielami. Nauczyciele przygotowywali zawsze jakieś przedstawienie, a my byliśmy widzami. Było wspaniale i wesoło. Jesienią na miesiąc wyjeżdżaliśmy do okolicznych kołchozów do pracy. To była żmudna i uciążliwa praca. Warunki fatalne: spaliśmy najczęściej w stodołach na słomie. Wyżywienie to kartofle i mleko. Wykonywane prace – wykopki ziemniaków, rwanie lnu i wiązanie w snopki, rwanie gryki, bo była na tyle mała, że nie dała się kosić. Żadnych ochronnych rękawic. Skóra szybko się przecierała, krwawiło i powstawały rany. Tym niemniej byliśmy radośni, ze śpiewem wracaliśmy z pola, by jutro znów wrócić i kontynuować pracę. Wiedzieliśmy również, że dzięki temu, co zarobimy, wzbogacimy swoją ukochaną szkołę, której w owym czasie brakowało wielu rzeczy.

Uczyliśmy się również muzyki. Kto miał możliwości grał na pianinie lub na akordeonie. Reszta grała na mandolinach, bo to był najtańszy instrument, który mogliśmy nabyć za nieduże pieniądze.

Zbliżały się lata ukończenia szkoły. Wiele koleżanek wyjechało do Polski, bo to była bodajże ostatnia repatriacja. Nastąpiło ostatnie półrocze, musieliśmy odbyć miesięczną praktykę i przystąpić do końcowych egzaminów. Ale ponieważ wielu nauczycieli wyjechało do Polski, w szkołach brakowało pedagogów. Z tego powodu zamiast miesięcznej praktyki wysłano nas do stałej pracy, do szkół, gdzie brakowało nauczycieli. Najwięcej w rejonie solecznickim. Toteż tam zostaliśmy skierowani.

Byliśmy dość zgraną paczką, ale zostaliśmy rozrzuceni pojedynczo do różnych szkół. Najczęściej do szkół początkowych, znajdujących się w prywatnych, wynajętych mieszkaniach. W jednym końcu znajdowała się szkoła, a drugi zamieszkiwała rodzina.

Pracowaliśmy w dwie zmiany. Mieliśmy po 17-18 lat, a nasi uczniowie mieli często lat 16. W czerwcu wróciliśmy do szkoły pedagogicznej, by zdać końcowe egzaminy. Po egzaminach rozstaliśmy się prawie na zawsze.

Praca, kłopoty i tak minęło ponad 60 lat. Wielu z nas odeszło w zaświaty i tylko nieliczni wspominają Troki. To była ostatnia promocja nauczycieli klas początkowych w Trokach. Szkoła Pedagogiczna została przeniesiona do Nowej Wilejki.
Chcę podziękować panu Michałowi Treszczyńskiemu i całej grupie inicjatywnej za zwołanie I Zjazdu absolwentów polskich grup Wileńskiej Szkoły Pedagogicznej. Od 1952 roku do 1957 polskie grupy istniały w Trokach i o tym tu wspominam.

Zachęcamy wszystkich absolwentów Wileńskiej Szkoły Pedagogicznej do nadsyłania swoich wspomnień. Z jednym z inicjatorów I Zjazdu Absolwentów, Michałem Treszczyńskim, można się skontaktować mailowo: tremich7@interia.pl albo telefonicznie 860333278. Mogą się państwo w tej sprawie kontaktować również z Radiem Znad Wilii na portal@zw.lt albo 852490877 . Już wkrótce na naszym portalu znajdą się kolejne wspomnienia absolwentów Wileńskiej Szkoły Pedagogicznej.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!