Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Wołkanowski i Nikžentaitis w PKD: Mówimy o koktajlu wielokulturowym, ale go nie spożywamy

W Wilnie brakuje instytucji sprawczej, która by inicjowała i kurowała utrwalenie wielokulturowego dziedzictwa historycznego tego miasta, za mało jest jednak inicjatywy samego społeczeństwa - zgodzili się uczestnicy dyskusji poświęconej polskiej spuściźnie Wilna. Gośćmi Polskiego Klubu Dyskusyjnego byli Waldemar Wołkanowski i prof. Alvydas Nikžentaitis.

„Ludzie zwiedzający Wilno nigdy nie kumulują miasta wielokulturowego, idą po swoich śladach. Najczęściej jest tak z wycieczkami żydowskimi, wycieczkami polskimi, wycieczkami litewskimi. Kto powinien lub kto może tę sytuację zmienić, żebyśmy robili ten koktajl wielokulturowy? Dużo o nim mówimy, ale fizycznie nie spożywamy tego koktajlu” – mówił Waldemar Wołkanowski, historyk, wybitny znawca Wilna, autor książki „Michał Węsławski – biografia prezydenta Wilna w latach 1905-1916″.

„Nie sądzę, aby było potrzebne wypracowanie jednolitego spojrzenia na spuściznę historyczną Wilna. Wilno dlatego jest ciekawym miastem, że jest dużo opowieści o tym samym obiekcie. Gdybyśmy zrealizowali takie zadanie, że Wilno powinno mieć jedną narrację, stałoby się ono bardzo nudnym miastem – jak Elektrėnai” – powiedział z kolei prof. Alvydas Nikžentaitis, historyk, przewodniczący Forum im. Jerzego Giedroycia.

Jak podkreślił, symbole Wilna w świadomości ludzi różnych narodowości są te same – to Ostra Brama, Katedra, Wieża Giedymina, Uniwersytet Wileński. Różne są jednak interpretacje dotyczące tych miejsc.

„Istnieje już możliwość, by ludzie poznali inne narracje, inne elementy kultur. Dwa-trzy lata temu socjolog Irena Šutinienė prowadziła badania, w których jedno z pytań brzmiało – jakich znaków z przeszłości brakuje w Wilnie, co musi być upamiętnione. Wielu respondentów Litwinów mówiło, że za mało jest znaków związanych z polską, żydowską mniejszością, tym okresem. Takie otwarcie na wspólne dziedzictwo tworzy perspektywę poznania różnych opowieści o Wilnie” – uważa Nikžentaitis.

„Relacja polsko-litewska, ze względu na wspólny korzeń, zarówno historyczny, jak i polityczno-gospodarczy, jest jak małżeństwo. Jest to jednak małżeństwo po rozwodzie, które obecnie przechodzi długi proces o podział majątku. Nie potrafimy się tym majątkiem podzielić i ustalić, które części są wspólne” – porównał Wołkanowski.

Zdaniem Alvydasa Nikžentaitisa, mimo że w Wilnie zawsze mieszkali ludzie różnych narodowości, były to społeczności zamknięte.

„W tym mieście ludzie mieszkali w gettach. Litwini spotykali Polaków, Rosjan, Żydów, ale ignorowali się wzajemnie. Po to, żeby wszyscy poznali naszą wielokulturową przeszłość, nie wystarczy czytać książki. Trzeba pokonać nasze mentalne problemy, trzeba, aby ludzie wyszli ze swoich gett, które i dzisiaj istnieją. Kiedy zobaczą, że mieszkają tu nie tylko Polacy, nie tylko Litwini, ale są też inni, może inaczej będą czytali książki o przeszłości i inaczej patrzyli na wielokulturowość tego miasta” – powiedział profesor.

Mówiąc o praktycznych aspektach zachowania polskiej spuścizny w Wilnie, Waldemar Wołkanowski podkreślił, że brakuje w mieście tablic informacyjnych, nie tylko tych upamiętniających konkretne osoby, lecz także komentujących historię niektórych obiektów – np. cmentarzy na Rossie, na Antokolu, Bernardyńskiego.

„Tożsamość kulturowa wiąże się z jakimś korzeniem, tożsamością, trzeba sięgnąć wstecz. Jest nadinterpretacja litewskich postaci – jeżeli jakiś muzyk siedem razy się przeprowadził, mieszkając w Wilnie przez 30 lat, to na każdym domu będzie odpowiednia tablica. Polskich tablic jest w tej chwili około 10. Czy tych tablic wystarczy? Nie. Tablica o człowieku jest czasami dyskusyjna, natomiast tabliczka o obiekcie jest neutralna. To one powinny być tym magnesem, który będzie przyciągał turystów. Ludzie rządzący Wilnem powinni zrozumieć, że wielokulturowość jest atutem tego miasta” – podkreślił Wołkanowski.

Według historyka potrzebna jest instytucja sprawcza, która byłaby inicjatorem i kuratorem całego procesu upamiętnienia polskiej spuścizny. W tym celu potrzebne jest zrzeszone działanie całej społeczności polskiej.

„Państwo funkcjonujecie na bardzo różnych platformach, i akurat w tym dziele nie potraficie występować jako jedność” – zauważył Wołkanowski.

Uczestnicy spotkania zgodzili się, że w litewskiej stolicy przydałoby się Muzeum Historii Wilna, w którym zostałyby zgromadzone wielonarodowe ślady miasta – litewskie, polskie, żydowskie, białoruskie, rosyjskie, karaimskie, tatarskie. Wszyscy też chcieliby widzieć w Wilnie ulicę imienia Michała Węsławskiego, wybitnego prezydenta miasta.

„Kiedy pisałem książkę, nie było to absolutnie moją intencją, by zainicjować pojawienie się ulicy Węsławskiego w Wilnie. Skoro jednak niezależnie ode mnie pojawiły się dyskusje na ten temat, to zacząłem się zastanawiać. Moja niezobowiązująca propozycja – to nie musi być ulica, to mogłaby być alejka w Ogrodzie Bernardyńskim, tam, gdzie jest stacja wodociągów. To przecież właśnie Węsławski rozpoczął budowę wodociągów w Wilnie” – przypomniał Waldemar Wołkanowski.

Ulica być może kiedyś się pojawi, pytanie tylko, jak zostanie zapisane nazwisko Węsławskiego – zastanawiali się uczestnicy dyskusji.

„Polskie dziedzictwo Wilna nie jest niczyje, ono należy do nas wszystkich. Kwestia polega na tym, by każda ze stron dyskusji zrozumiała, że ono jest nasze” – podsumował Wołkanowski.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!