Wilno i Wileńszczyzna
Roman Niedźwiecki

Wileńska animatorka: Najtrudniejszym zadaniem jest zainteresowanie dzieci

Aktorka "Polskiego teatru w Wilnie" i zawodowa animatorka – Bożena Sosnowska opowiada portalowi zw.lt o specyfice pracy z dziećmi.

Roman Niedźwiecki zw.lt: Skąd pomysł na animatorstwo?

Bożena Sosnowska: Zaczęło się od prowadzenia zabaw bożonarodzeniowych w Polskim Teatrze w Wilnie. Miałam też koleżankę, która pracowała w agencji organizowania świąt dla dzieci. Któregoś dnia zaproponowała, żebyśmy wspólnie przeprowadziły urodziny dla dzieci, bo ktoś zrezygnował. Miałam być wróżką. Pojechałyśmy do Druskiennik, współprowadziłam urodziny. Zorganizowałyśmy zabawy i gry. Dzieciom się podobało. Miałam problem jedynie z bańkami mydlanymi, pomagali mi z tym rodzice. Spodobała mi się praca i zabawa z dziećmi.

To twoja praca czy raczej hobby?

Praca z dziećmi jest moją pracą. W taki sposób zarabiam na życie. Przez dwa lata pracowałam również jako niania w przedszkolu. A przedtem jako animatorka w restauracji-teatrze „Kuku-muku”. Było to jedyne tego typu miejsce dla dzieci w Wilnie, ale z powodów finansowych zostało zamknięte.

W jakim wieku są dzieci z którymi pracujesz?

Dzieci mają od dwóch do 15-16 lat. Kiedyś organizowałam urodziny dla dziewczynki, która miała 14 lat. Wspólnie z inną animatorką udekorowałyśmy przestrzeń, w której była impreza. Dzieci były bardzo zadowolone.

Działasz sama czy w zespole?

Zabawy bożonarodzeniowe prowadzę wspólnie z mężem. On jest św. Mikołajem, a ja wcielam się w różne postacie – śnieżynki, kosmitki, świerszczyka, wróżki… W tym roku będę cukierkiem (śmiech). Zobaczymy co z tego wyjdzie. Z niecierpliwością na to czekam. Prowadzę też urodziny. Czasem współpracuję z agencją, która organizuje święta dla dzieci.

Co jest najtrudniejsze w pracy animatora?

Najtrudniejszym zadaniem jest zainteresowanie dzieci. Utrzymanie na sobie ich uwagi. Naprawdę trzeba się postarać, żeby to zrobić. Dziecko jest szczere i kiedy coś mu nie pasuje od razu mówi albo po prostu się nie bawi i wychodzi.

Jakie zabawy są najbardziej popularne?

Zależy od wieku. Bawimy się i w chowanego, i w ciuciu-babkę. Zabawy zależą też od tego, jaką postacią jesteś. Popularne są muzyczne. Parę lat temu hitem była piosenka Psy „Gan gam style”, więc wszyscy się bawili – i rodzice, i dzieci (śmiech).

Najzabawniejsze sytuacje z jakimi się zetknęłaś w pracy?

Każda impreza jest inna, bo dzieci są spontaniczne. Ta sama zabawa na jednych urodzinach może zadziałać, a na kolejnych niekoniecznie. O każdych urodzinach opowiadam mężowi, bo zawsze są wesołe wypowiedzi dzieci, zabawne sytuacje. Przypomniał mi się jeden przypadek. Przyjechałyśmy do kawiarni wraz z animatorką na urodziny przebrane za klaunów. Czekałyśmy w samochodzie aż nas zawołają, bo taki był plan. Siedzimy, a tu nagle podchodzi klient i pyta czy nie jesteśmy pijane (śmiech). To nas bardzo zdziwiło i rozśmieszyło, bo na klaunów pod wpływem alkoholu nie wyglądałyśmy. Po imprezie ten sam klient odwdzięczając się za przeprowadzoną imprezę podał nam w worku szampan. Jak się okazało mieli wcześniej pijanego klauna na imprezie dziecięcej. Ta sytuacja była jednocześnie przykra i wesoła.

Czy są jakieś przykre momenty w twojej pracy?

Dzieci, które nie chcą się bawić na własnych urodzinach. Ale to jest normalne. Dzieci, podobnie jak dorośli mają swoje „charakterki”. Zawsze się staram zachęcić do wspólnej zabawy, ale jak widzę, że dziecko nie chce to odpuszczam. Może być ku temu wielu powodów. Czasami nie chcą się bawić, bo nie znają języka, ale z tym nie mam problemów. Od razu zaczynam używać wszystkich języków, jakie znam – litewski, polski, rosyjski czy angielski.

Grasz też w teatrze. Czy zdolności teatralne pomagają w pracy animatora?

Zdolności aktorskie pomagają jak najbardziej, bo za każdym razem grasz inną postać. Program „piratów” bardzo się różni od programu „wróżki”. Charakter zupełnie inny, emocja, intonacja, głos, wszystko się zmienia. Ważna jest także praca z partnerem, trzeba go czuć, czyli jest tak samo jak w teatrze – partner na scenie jest najważniejszy.

Co trzeba robić, żeby dzieci były posłuszne i wspólnie się bawiły?

Należy je obserwować. Jak widzę, że się nudzą, to zmieniam zabawę, nastrój. Trzeba umieć improwizować, być nieidealnym, to dzieciom się podoba. Oczywiście, wiele zależy od programu. Dzieci uwielbiają, jak maluje się im twarzyczki, one przez to mogą się wcielić w różne postacie czy zwierzątka. Lubią też jak robię z balonów różne kwiatki, ptaszki i zwierzątka.

Czy będąc animatorem trzeba kochać dzieci?

Kochanie i rozumienie dzieci jest bardzo ważne. Tego się nie da zagrać.

Artykuł powstał w ramach projektu „Ludzie Znad Wilii”, który jest finansowany przez Departament Mniejszości Narodowych przy rządzie Litwy. 

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!